KSIĄŻKI

Wojna oczami dzieci: „Dom przy Sal Mal Lane” Ru Freeman

Dzieci z Sal Mal Lane dzieliły tylko drużyny krykieta, którym kibicowały. Do czasu, gdy pomiędzy grupę przyjaciół wkroczyła polityka z uprzedzeniami rasowymi i nienawiścią na tle religijnym. Dom przy Sal Mal Lane to opowieść o dzieciach, którym wojna zabrała niewinność nie dając nic w zamian.

Sri Lanka, 1979 rok. Sal Mal Lane to senna uliczka na przedmieściach Kolombo. Mieszkają tam Tamilowie, Burgherzy i Syngalezi, muzułmanie, buddyści, hindusi i chrześcijanie. Podstawą sąsiedzkich stosunków nie jest przynależność rasowa ani religijne przekonania, lecz częstotliwość bywania na herbatkach i wymieniania się cebulkami roślin ogrodowych. Uprzedzenia rasowe kiełkują tylko w dwóch domach, i przybierają raczej nieszkodliwą – jak na razie – formę trzymania ze „swoimi”, niż wrogości wobec innych. Mieszkańców uliczki – niesłychanie barwną społeczność, różniącą się zwyczajami, pochodzeniem etnicznym, religią i statusem materialnym – poznajemy przez pryzmat rodziny Hearthów, która właśnie wprowadziła się do jednego z domów. Czwórka ich dzieci, podobnie jak większość dzieciaków z ulicy, z wrodzoną ich wiekowi wspaniałą ignorancją nie zdaje sobie sprawy z owych różnic pomiędzy mieszkańcami Sal Mal Lane. Dzieci postrzegają świat przez pryzmat muzyki, krykieta i zabawy. Opinia dorosłych nie ma dla nich znaczenia, jeśli ktoś jest sympatyczny i chce uczestniczyć w ich zabawach, jest chętnie przyjmowany do wesołego grona.

Dom przy Sal Mal Lane

Świat pokazany przez Ru Freeman to świat dzieci. Czytając powieść uczestniczymy w ważnych dla nich wydarzeniach: egzaminach szkolnych, meczach krykieta, lekcjach muzyki, pierwszym w sezonie puszczaniu latawca. Jesteśmy świadkami braterskiej miłości, siostrzanych sekretów, sympatii między rówieśnikami, którą zniszczyć może raczej uszkodzenie latawca niż przynależność do innej grupy etnicznej. W tę niewinną rzeczywistość wkracza jednak rzeczywistość dorosłych. Kolizja tych dwóch światów prowadzi do tragedii, która zaważy na losach wszystkich dzieci z Sal Mal Lane.

Na początku lat 80. na Sri Lance nasilają się napięcia między ludnością tamilską a syngaleską, które prowadzą do krwawych zamieszek, a z czasem do trwającej ponad ćwierć wieku wojny domowej. Napięcia te dotarły także na Sal Mal Lane burząc spokój jej mieszkańców. Relacje sąsiedzkie nabierają nowego znaczenia, podobnie jak pojęcie człowieczeństwa i dobra. Wojna staje się sprawdzianem ze zrozumienia tych pojęć, który oblewają zarówno dorośli, jak i dzieci. Próżno by jednak szukać w powieści jednoznacznych, łatwych do zaszufladkowania postaci. Nawet Mohan i Sonna nie budzą niechęci, gdy pozna się motywy ich postępowania. Jak zresztą można żywić uprzedzenia wobec ludzi, którzy są tylko marionetkami w rękach kapryśnego losu? Ru Freeman od pierwszych stron książki daje nam bowiem do zrozumienia, że losy mieszkańców Sal Mal Lane zostały przesądzone i każde działanie przybliża ich wyłącznie do nieuchronnego przeznaczenia. Kości zostały rzucone, a karman nie zna litości. Hinduscy bogowie z Allahem i Buddą do spółki wrzucili rodziny Hearthów, Bollingów, Silvów, Nadesanów, Bin Ahmedów i Nilesów w pajęczynę powiązań, w którą zaplątywali się z każdym krokiem coraz mocniej. Gdyby Jimmy Bolling bardziej kochał syna, gdyby Nihil nie grał w krykieta, a Raju nie znalazł starego roweru swego ojca, gdyby Syngalezi i Tamilowie nie żywili nienawiści do siebie…gdyby, gdyby… To gdybanie towarzyszy nam od początku powieści, wiemy jednak że nie ma ono sensu, bo wszystko zostało już postanowione. Owa pewność nadchodzącego nieszczęścia sprawia, że atmosfera powieści jest ciężka i duszna jak powietrze przed monsunem. Powoduje też, że od powieści trudno się oderwać, a po przeczytaniu ostatniej strony pozostaje się przy niej myślami.

Dom przy Sal Mal Lane nie jest jednak powieścią rozliczeniową. Ru Freeman nie próbuje oskarżać, ani wskazywać winnych wybuchu wojny, w której przez dwadzieścia pięć lat pogrążona była Sri Lanka. Zwraca raczej uwagę na te ofiary wojny, o których podręczniki historii rzadko wspominają. Na dzieci i ich zniszczone marzenia.

Reklamy

5 thoughts on “Wojna oczami dzieci: „Dom przy Sal Mal Lane” Ru Freeman

  1. Już dostałem „Na prastarej ziemi” zabieram się do czytania, a tu następna interesująca pozycja. Myślałem, że dużo czytam okazało, w porównaniu z Tobą że tak średnio (oczywiście nie liczę książek o krówkach, myszkach i kotkach:)) . Proponujesz bardzo interesujące powieści.

    Wojna najbardziej pustoszy ludzi w ich wnętrzach, wojna na Sri Lance trawała długo i była cicha medialnie. Mało ludzi o niej wiedziało. Mam wrażenie, że powieści lepiej niż reportaże oddają różne wydarzenia w hstorii, skupiają się na człowieku jego mikrokosmosie, zachaczając jedynie o politykę czy ekonomię.

  2. Ja mam po prostu chytry plan: otóż konsekwentnie oblewam wszystkie egzaminy na prawo jazdy (już trzy). W ten sposób muszę jeździć autobusem, a mieszkam na przedmieściach – dojazd na uniwerek i do pracy zajmuje mi około godziny. Wsiadam na pętli, zaszywam się w jakimś „kąciku” i czytam 🙂
    Przepraszam, że tak późno odpisuję, ale wi-fi w londyńskich hostelach jest zawodne :/

      1. Ja tylko raz zdawałem egzamin na prawo jazdy i…więcej nie poszedłem:). Samochód jest przereklamowany. Ja też się pochwalę. Jadę do Stolicy:), jak co dwa tygodnie, zobaczyć co się dzieje w Wielkim Mieście.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s