CZWARTEK KINOMANA

Rozważny i romantyczna: „Magia w blasku księżyca” w reż. Woody’ego Allena

Po ponad czterdziestu zrealizowanych filmach można nie mieć już nic nowego do powiedzenia widzom. Ale można stare prawdy opowiedzieć tak, by brzmiały jak nowe, i zrobić to z wdziękiem i klasą godnymi weterana kina. Magia w blasku księżyca jest tego najlepszym dowodem. Nie powala na kolana jak Blue Jasmine, ale bez wątpienia stanowi inteligentną i miłą dla oka rozrywkę.

Lata 20′ XX wieku. Stanley Crawford jest uznanym na całym świecie iluzjonistą, który jako Chińczyk Wei Ling Soo zabawia ludzi pokazami magicznych sztuczek. Sophie Baker również jest specjalistką od magii, lecz w przeciwieństwie do Stanleya utrzymuje, że za jej sztuką kryją się prawdziwe nadprzyrodzone moce. Jej zdolności są równie intrygujące co uroda, nic więc dziwnego, że w ślicznym medium zakochuje się bez pamięci majętna wdowa i jej nierozgarnięty syn. Chłopak oferuje Sophie małżeństwo, stroje, jachty i codzienne serenady, które każdą osobę o wrażliwym słuchu muzycznym przyprawią o ból głowy. Zaniepokojona rodzina chce wybadać czy Sophie nie jest oszustką, i zatrudnia w tym celu spirytystę Howarda. Magia Sophie jednak działa, i Howard musi prosić o pomoc Stanleya, jako że sam jest bliski uwierzenia w nadprzyrodzone moce młodej Amerykanki. Stanley, jako znany pogromca wszelkiej maści iluzjonistów-oszustów, udaje się do Francji, by zdemaskować naciągaczkę. Jak dalej potoczy się akcja widz może się łatwo domyślić, bowiem scenariusz jest do bólu przewidywalny.

7627166.3

Woody Allen postawił na sprawdzone chwyty: przeciwieństwa się przyciągają, rozważny zakochuje się w romantycznej, choć długo sam nie zdaje sobie z tego sprawy, maksyma carpe diem zwycięża z mizantropią i pesymizmem, a wszystko to dzieje się na tle bajecznych widoków południowej Francji i ubarwione jest, bardzo w allenowskim stylu, nieco teatralnymi dialogami. Można powiedzieć: ale to już było, i obrazić się na film, albo machnąć ręką i cieszyć się jego mocnymi stronami. A jest ich, jak przystało na dzieło Woody’ego Allena, całkiem sporo. Przede wszystkim para głównych bohaterów. Colin Firth jest rozkosznie angielski, i choć kilkakrotnie zbliża się do granicy przerysowania postaci, nigdy jej nie przekracza. Jego pełne sceptycyzmu i niechęci do ludzi tyrady to prawdziwy popis aktorskich możliwości. Stanley to zresztą kolejne alter ego Woody’ego Allena; reżyser w rolach zgorzkniałych mizantropów zazwyczaj obsadzał samego siebie, tym razem – zapewne z racji wieku bohatera – oddał pałeczkę Colinowi Firthowi. Emma Stone natomiast jest cudownie nawiedzona i trudno nie uwierzyć, że naprawdę ucina sobie pogawędki z duchami. Jej Sophie jest pełna temperamentu i apetytu, z równym smakiem pożera życia, jak i kupione przy drodze brzoskwinie. Potyczki słowne tej pary, choć nie tak błyskotliwe jak w Blue Jasmine, pełne są inteligentnej ironii i subtelnego dowcipu. Rozważania bohaterów na temat świata nadprzyrodzonego, wiary i jej utraty oraz istnienia i natury Boga, choć trącą myszką, z pewnością nie nudzą, mogą być nawet ciekawe z punktu widzenia człowieka XXI wieku, który od dawna nie wierzy w nic poza nauką. Fim jest także przyjemny dla oka, w czym duża zasługa najważniejszego bohatera drugoplanowego, czyli Francji, a konkretnie jej południowej części. Przepiękne górskie pejzaże, lazurowe morze i bujne ogrody przy posiadłościach wprowadzają widza w stan rozmarzenia i melancholii.

Co sądzi o magii i wierze w zjawiska nadprzyrodzone Woody Allen powiedział już w Klątwie Skorpiona. Teraz każe widzowi opowiedzieć się po jednej ze stron: wierze i radości życia lub sceptycyzmowi i idącym za nim zgorzknieniu. Prosta dychotomia, ale wybór już nie tak łatwy. O ile bowiem uroczy uśmiech i niekłamany apetyt na życie Sophie każe opowiedzieć się za jej postawą życiową, o tyle naukowe wywody Stanleya również trafiają do przekonania. Zwłaszcza człowiekowi nieco bardziej doświadczonemu przez życie. Mimo ważkiego tematu nowy film Allena pozbawiony jest ciężaru gatunkowego Blue Jasmine i Wszystko gra. Przypomina raczej film Zakochani w Paryżu, w którym reżyser także w lekkiej formie pytał swoich widzów o ich postawy wobec życia. I kazał wybierać między racjonalizmem a podszytym naiwnością romantyzmem. Magię w blasku księżyca ogląda się lekko i przyjemnie, nawet jeśli jest to film złożony z dobrze znanych fanom Woody’ego Allena klisz.

Reklamy

4 thoughts on “Rozważny i romantyczna: „Magia w blasku księżyca” w reż. Woody’ego Allena

  1. Dziękuję za recenzje bo długo zastanawiałem się czy warto, po powrocie się wybiorę. Wyjeżdżam na dwa tygodnie do Stanów, więc nie będę komentował.
    Dziwne, że piszę o tym na blogu ale przyzwyczaiłem się do Twoich wpisów.

    Pozdrawiam.

    P.S. Za każdym razem gdy chcę wpisać komentarz muszę wpisywać meila. Czy dałoby się tę funkcję skasować?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s