W STARYM KINIE

Dracula w Pakistanie: „Zinda Laash” w reż. Khwaja Sarfraza

Dracula jako szalony naukowiec, śpiewająca wampirzyca i La Cucaracha w tle, czyli pakistańscy filmowcy biorą na tapetę powieść Brama Stokera. Miało być strasznie a wyszło…jak wyszło.

Profesor Tabani pracuje nad eliksirem, który zapewni mu życie wieczne. Osiąga sukces, choć prawdopodobnie oczekiwał nieco innych rezultatów. Po wypiciu mikstury staje się bowiem wampirem, którego przy życiu utrzymuje ludzka krew. Tabani boi się dziennego światła, śpi w dzień w podziemiach swego domu, a w nocy wyrusza na łowy. Pierwszą ofiarą potwora, jakim stał się profesor, pada jego asystentka, która również zamienia się w wampira. Oboje zamieszkują dom Tabaniego, który szybko zyskuje w okolicy sławę nawiedzonego. Ta zła fama przyciąga doktora Aqila, pragnącego rozwikłać zagadkę upiornego domostwa. Doktorowi udaje się nie tylko poznać tajemnicę Tabaniego, ale nawet zabić jego asystentkę. Przed śmiercią od kłów profesora Aqil notuje w swoim pamiętniku sposób na pozbawienie potwórów życia. Tabani zaczyna jednak interesować się piękną narzeczoną doktora i jej rodziną. Na jego drodze staje brat zabitego Aqila, który postanawia bronić rodziny Parvezów.

Zind1
Zinda Laash reż. Khwaja Sarfraz

Brzmi znajomo? Dla miłośników wampirzych klimatów powinno, bowiem fabuła pakistańskiego filmu Zinda Laash (Żywy trup) oparta została na klasycznej powieści Dracula Brama Stokera. Nakręcony w 1967 roku Zinda Laash to jednak coś więcej niż pakistański horror klasy B. To multikulturowe kuriozum, które zachodniemu widzowi musi bardziej przypominać komedię Mela Brooksa Wampiry bez zębów, niż klasyczny film grozy. Twórcy obrazu garściami czerpali z powieści Stokera oraz jego filmowej adaptacji Horror of Dracula w reżyserii Terence’a Fishera, ograniczały ich jednak pakistańskie realia. Tamtejsza cenzura nie przepuściłaby nie tylko jakichkolwiek odniesień do, tak charakterystycznej dla wampirów, seksualności, ale nawet scen ugryzienia ofiary przez wampira. Muzułmańska kultura, pozbawiona ludowych opowieści o wampirach musiała ponadto znaleźć nowe wytłumaczenie transformacji Tabaniego. Twórcy filmu zrobili więc z Draculi naukowca, a widz już w początkowych scenach został poinformowany, że obdarzanie nieśmiertelnością leży w wyłącznej gestii Boga. Można więc przypuszczać, że Tabani nie popełnił błędu przy sporządzaniu eliksiru, ale został ukarany za próbę wejścia w boskie kompetencje. Teorię tę potwierdza też końcowa scena filmu, gdy Tabani zostaje porażony blaskiem słonecznego światła. Muzułmański widz nie ma wątpliwości, że to Bóg zesłał światło, aby zniszczyć zło. W filmie Zinda Laash nie ma też, co oczywiste, krzyży ani czosnku, wampiry zabija się wbijając im nóż w serce, aby doprowadzić do usunięcia złej krwi z ich ciał.

zinda-laash
Zinda Laash. Rehan jako profesor Tabani

To jednak nie zmiany wynikające z różnic kulturowych sprawiają, że film staje się w pewnym momencie parodią samego siebie. Winą należy obarczyć przede wszystkim aktorów, którzy przypominają gwiazdy kina niemego, z ich przesadną mimiką i gestykulacją. Kuriozalny jest zwłaszcza profesor Tabani, czyli pakistańska wersja Christophera Lee z filmu Fishera, biegający po domu z kretyńskim uśmiechem, mającym zapewne dobrze eksponować wampirze kły. Zdjęcie powyżej mówi wszystko. Jeśli dodamy do tego muzykę rodem z amerykańskich westernów oraz bollywoodzkie piosenki w wykonaniu jednej z wampirzyc, otrzymamy pełny obraz niezbyt udanego mariażu kultur jakim jest Zinda Laash. Film ma też mocniejsze strony, choć trzeba przyznać, że nie jest ich wiele. Nie mogąc pokazać ugryzień ani krwi, reżyser Khwaja Sarfraz musiał budować nastrój grozy poprzez pokazywanie ciemnych, mrocznych wnętrz podziemi domu, zwieszających się z sufitu pajęczyn, grę światłem i cieniem, dźwięki potęgujące u widza niepokój. Najlepszy, jeśli nie jedyny dobry fragment filmu, to wątek przemiany niedoszłej narzeczonej doktora Aqila, Shabnam. Dziewczyna, tak jak Lucy Westenra z powieści Brama Stokera, zmienia się w wampirzycę lubującą się zwłaszcza w dziecięcej krwi. Grająca Shabnam pakistańska aktorka Deeba świetnie poradziła sobie z rolą wygłodniałej, ale i szalenie samotnej wampirzycy, która atakuje nawet własną siostrzenicę. I chyba tylko ona mogła sprawić, że jedna z kobiet oglądających w pakistańskim kinie Zinda Laash dostała ataku serca ze strachu. Pierwszy pakistański film przeznaczony wyłącznie dla widzów dorosłych to nie lada gratka dla miłośników mieszania się kultur. Zwolennicy klasycznej interpretacji powieści Dracula Brama Stokera powinni go omijać z daleka.

zindalaash_1
Zinda Laash. Deeba jako Shabnam
Reklamy

7 thoughts on “Dracula w Pakistanie: „Zinda Laash” w reż. Khwaja Sarfraza

  1. Skoro dama na widowni dostała zawału ze strachu, to najwyraźniej film był dostatecznie straszny 🙂

    Ciekaw jestem, jak „lokalsi” odbierają tego typu filmy. Czy kiczowata sceneria, tragiczne aktorstwo i zupełnie „z dupy” dobór muzyki w ogóle jest zauważane, czy też na potrzeby lokalnego widza są w sam raz? Wszak mokre włosy na twarzy nas najwyżej bawią, za to takich Japończyków autentycznie przerażają. Jak jest w tym przypadku? To kulturowa różnica, i widzowie odbierają takie dzieło po swojemu, czy po prostu raczkujący przemysł filmowy, i reakcje widzów można przyrównać do legendarnych ucieczek z widowni przed Indianami „wyjeżdżającymi z ekranu”?

    1. Różnice kulturowe – lokalsi biorą to bardzo na poważnie 🙂 przykład damy z widowni najlepszym dowodem. Żałuję, że nie mogłam obejrzeć tego filmu w pakistańskim kinie, bo to by było niesamowite doświadczenie. W Indiach i w Pakistanie w kinie nie siedzi się cicho – ludzie głośno się śmieją, krzyczą, śpiewają razem w aktorami, komentują akcję na głos. Przy bollywoodzkich przebojach jest ogólna zabawa, przy Zinda Laash musiało być jeszcze ciekawiej 😛

  2. Od jakiegoś czasu noszę się z zamiarem obejrzenia Zinda Laśa. Mam tylko kilka maluteńkich uwag. Na pewno z naszej perspektywy film musi wydawać się parodią gatunku. Myślę jednak, że musimy pamietać po pierwsze o tym, że w Azji Południowej nie było wcześniej zbyt silnej tradycji filmu/literatury grozy. Horrorów powstaje ostatnio coraz więcej i o dziwo są całkiem niezłe. Z tego co kojarzę to oburzenie widzów i problemy zdrowotne na widowni wywołała nawet nie tyle „straszność” filmu co rozbuchana seksualność głównej bohaterki 😛
    Co do gry aktorskiej to zgadzam się oczywiście, że jest ona karykaturalna. Napisałaś, że „Winą należy obarczyć przede wszystkim aktorów, którzy przypominają gwiazdy kina niemego, z ich przesadną mimiką i gestykulacją.” Myślę, że taka jest właśnie tego przyczyna, że to aktorzy kina niemego 🙂 albo przynajmniej na nim wyrośli. Taka konwencja gry obowiązywała bardzo długo w bollywoodzie i w lollywoodzie (i pokutuje w pewnym stopniu do dziś). Wystarczy obejrzeć już nie nieme filmy z Rajem Kapoorem. Doskonale tam widać jak ta stara konwencja gry wydaje się nam dziwna w warunkach filmów „mówionych”.

    Poza tym oczywiście zgadzam się, że nie jest to film, który dla Europejczyków będzie w odbiorze horrorem, albo nawet po prostu udanym kinem. Nie usprawiedliwiam twórców, którzy stworzyli takiego międzykulturowego potworka, ale myślę, że należy go jednak oceniać w kontekście jego pionierskości z jednej strony oraz zgodności z tradycją i z konwencją z drugiej. To tyle o filmie… a artykuł jak zwykle świetny :))

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s