KSIĄŻKI

Miasto dusz: „Ripper. Gra o życie” Isabel Allende

Zamierzam bronić nowej powieści Isabel Allende. Niewątpliwie, ustępuje ona jakością takim dziełom jak Ines, pani mojej duszy czy kultowy już Dom dusz, zagorzałym fanom pisarstwa chilijskiej autorki powinna jednak przypaść do gustu. O ile nie uwierzą pogłoskom, jakoby książka Ripper. Gra o życie była powieścią kryminalną.

San Francisco, 2011 rok. Amanda Martin to zamknięta w sobie, niezwykle inteligentna amerykańska nastolatka. Dziewczyna żyje w swoim własnym świecie, ma problemy z nawiązywaniem kontaktów z rówieśnikami, a jej jedynymi przyjaciółmi są ukochany dziadek i czwórka nastolatków z różnych stron świata, z którymi komunikuje się wyłącznie poprzez internet. Amanda i jej koledzy grają w sieci w grę fabularną o nazwie Ripper, w której poszukują seryjnego mordercy. Pewnego dnia uznają, że znacznie ciekawsze niż fikcyjna fabuła gry są rzeczywiste morderstwa popełnione ostatnio w San Francisco. Wkrótce ich zabawa przekształca się w prawdziwe śledztwo, prowadzone równolegle z dochodzeniem policji. Amanda daje upust swojej pasji do kryminalistyki, odziedziczonej zapewne po ojcu, szefie Wydziału Zabójstw miejscowej policji. Sprawa zaczyna się jednak komplikować, gdy znika matka Amandy, Indiana.

Ripper

Nie wiem kto pierwszy okrzyknął nową powieść Isabel Allende kryminałem: wydawca, recenzenci czy też sama autorka. Wiem natomiast, że wyrządził tym książce wielką szkodę. Ripper. Gra o życie ma bowiem tyle wspólnego z kryminałem, co Dom dusz z powieścią wojenną. Jest to kolejna, całkiem udana, powieść obyczajowa, napisana wyjątkowym, charakterystycznym dla Isabel Allende stylem. Chilijska pisarka zrobiła to, co wychodzi jej najlepiej, a więc opowiedziała historię zwykłych ludzi, ich namiętności, lęków i marzeń. Reklamując książkę Ripper. Gra o życie wydawca eksponuje wątek Amandy i jej kolegów; to nie dziewczyna jest jednak rzeczywistą bohaterką powieści Allende, lecz jej matka. Indiana Jackson to kobieta pełna wewnętrznego ciepła i radości życia, których nie są w stanie zniszczyć ani kłopoty finansowe, ani rozterki miłosne. Zafascynowana medycyną Wschodu marzycielka należy do ludzi, którzy przytuliliby do piersi cały świat. Indiana przyjaźni się z byłym mężem, pomaga nawet najbardziej uciążliwym klientom, dla przyjaciół wskoczyłaby w ogień, a po przykrym dniu wystarczy jej krótka ceremonia oczyszczania aury, by znów cieszyć się życiem. Nic dziwnego, że kobieta przyciąga do siebie ludzi wszelkiej maści: borykającego się z powojenną traumą byłego komandosa, uzależnionego od marihuany niespełnionego artystę, cierpiącego z powodu impotencji bogacza i chorującą na nowotwór, zapatrzoną w siebie kobietę. To właśnie bohaterowie są najmocniejszą stroną powieści. Isabel Allende, jak zwykle zresztą, stworzyła pełnokrwiste, fascynujące postacie, obdarzone ciekawymi osobowościami, wyjątkowe, a jednocześnie zupełnie zwyczajne. Alan Keller, Ryan Miller, Danny D’Angelo to postacie barwne niczym rajskie ptaki, a jednak bardzo prawdziwe i naturalne. Isabel Allende udało się też ciekawie pokazać społeczną panoramę współczesnej Ameryki, gdzie obok siebie żyją przedstawiciele elity finansowej, bohemy artystycznej, nielegalni latynoscy imigranci usiłujący przetrwać i zdobyć obywatelstwo, mniejszości narodowe i seksualne, weterani wojenni i członkowie gangów. San Francisco jawi się w powieści Isabel Allende jako fascynująca mozaika kulturowa, miasto dusz tak różnorodnych jak to tylko możliwe, a jednak koegzystujące w ramach jakiejś przedziwnej wspólnoty. Ripper. Gra o życie w interesujący sposób porusza też problem amerykańskiej obecności w Iraku i Afganistanie, odpowiedzialności żołnierza i sposobach mierzenia się z koniecznością zabijania. Isabel Allende stawia pytania o powrót do normalnej rzeczywistości po chaosie wojny, śmiało mówi o stresie pourazowym i powojennej traumie. Ryan Miller jest zresztą, obok Indiany, jedną z ciekawszych postaci w tej powieści: były komandos, który nie potrafi odnaleźć się w życiu z daleka od frontu, cierpiący nie tylko z powodu traumy powojennej, ale i odrzucenia przez ojca-żołnierza. Prześladowany przez wspomnienie afgańskiej dziewczynki Ryan miota się między pragnieniem normalnego życia u boku Indiany, a powrotem do wojennego piekła.

Wątek kryminalny jest niewątpliwie najsłabszą i najmniej wiarygodną stroną tej książki. O tym, że Indiana zostaje uprowadzona czytelnik wie od pierwszej strony, potem akcja zostaje zawieszona na rzecz opowieści obyczajowej, co miłośników kryminałów doprowadzi z pewnością do rozpaczy. Nie zapobiegnie temu nawet świetnie naszkicowany portret psychologiczny seryjnego zabójcy. Zupełnie niedorzeczny jest przede wszystkim sposób prowadzenia śledztwa przez policję z San Francisco. Bob Martin najpierw nie widzi oczywistości, a potem całe dochodzenie opiera na przeczuciach grupki nieznanych nastolatków i swojej neurotycznej córki. Pomysł, by szef Wydziału Zabójstw przekazywał informacje dotyczące śledztwa swojemu byłemu teściowi jest już zupełnie absurdalny. Z tego powodu osoby poszukujące klasycznej, dobrze poprowadzonej intrygi kryminalnej, powinni trzymać się od powieści Ripper. Gra o życie z daleka. Z czystym sercem polecam ją natomiast miłośnikom dobrych historii obyczajowych i talentu Isabel Allende. Ripper. Gra o życie ustępuje wprawdzie takim powieściom jak Dom dusz, Podwodna wyspa czy Ines, pani mojej duszy, niemniej jednak stanowi świetną lekturę na długie zimowe wieczory.

Reklamy

8 thoughts on “Miasto dusz: „Ripper. Gra o życie” Isabel Allende

  1. Już nie pierwszy raz słyszę pozytywne opinie na temat pisarstwa Allende. Chyba zacznę od innego tytułu niż najnowszy „Ripper”, ale niewątpliwie powinnam nadgryźć jej prozę 🙂

    1. Koniecznie! A jak nadgryziesz to nie będziesz mogła przestać jej pożerać (bo ją się pożera, a nie grzecznie i dystyngowanie je :P) Polecam Ci, oczywiście, klasyk nad klasykami, czyli „Dom dusz” i jego ekranizację, jeśli lubisz kino. Mnie bardzo podobały się również „Ines, pani mojej duszy” i „Podwodna wyspa” 🙂

      1. Dzięki, skorzystam z propozycji i czegoś poszukam, najpierw w mojej bibliotece, żeby zobaczyć czy mi smakuje 😀 Jeśli chodzi o książki, zdecydowanie przedkładam łapczywe pożeranie, że aż mi prawie stają w gardle słowa, nad pogryzanie, więc chętnie POCHŁONĘ Allende 😀

  2. A widzisz – i teraz już wiem, żeby totalnie nie zawierzać reklamom i pożreć „Rippera” przy najbliższej okazji 😀 Chociaż najpierw będę podjadać „Podmorską wyspę”, bo już czeka na półce 😀

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s