KSIĄŻKI

SMS LITERACKI: GRUDZIEŃ

Grudzień upłynął mi pod znakiem pracy zawodowej, na czym najbardziej ucierpiał doktorat i mój filmowy nałóg. Głód filmowy, na szczęście, zaspokoiłam w święta, z doktoratem rzecz ma się nieco gorzej. Liczę, że poprawię się w styczniu. Nieco mniej, ale jednak, ucierpiało tez czytanie, w grudniu miałam czas tylko na sześć książek. O kilku napisałam w oddzielnych artykułach, tekst o powieści Golem i dżin trafi na bloga w przyszłym tygodniu, dlatego w smsie tym razem tylko dwie pozycje. Na szczęście styczeń zapowiada się nieco mniej upiornie pod względem ilości pracy, a na czytanie już czeka stosik otrzymany pod choinkę:

Vikas Swarup, Siedem prób – odcinanie kuponów od bestsellera Slumdog. Milioner z ulicy. Sapna to zmęczona życiem i odpowiedzialnością za rodzinę młoda pracownica sklepu ze sprzętem RTV. Nie jest to praca jej marzeń, dziewczyna widziała się, zgodnie z życzeniem ojca, w administracji państwowej. Po śmierci ojca, jedynego żywiciela rodziny, musiała jednak rzucić studia na anglistyce i zacząć pracę jako ekspedientka, aby utrzymać siebie, matkę i młodszą siostrę. Pewnego dnia w świątyni Sapna poznaje tajemniczego mężczyznę, który oferuje jej pracę. I to nie byle jaką, bo wartą kilka milionów dolarów miesięcznie. Vinay Acharya proponuje bowiem dziewczynie stanowisko prezesa stworzonego przez niego gigantycznego konsorcjum wartego 10 miliardów dolarów. Aby zasiąść w fotelu prezesa Sapna musiałaby jednak przejść siedem prób, przy czym nigdy nie wiedziałaby na czym mają one polegać, ani kiedy się rozpoczną. Propozycja Acharii brzmi niczym bajka, Sapna szybko jednak przekonuje się, że próby jakim musi sprostać nie mają z bajką nic wspólnego. Raczej z sennym koszmarem. Vikas Swarup prowadzi czytelnika przez współczesne Indie, od slumsów Delhi, gdzie wykorzystuje się dzieci do pracy, przez tradycyjne życie na wsi, aż do złudnego blichtru indyjskiej fabryki snów, czyli Bollywood. Autor bestsellera Slumdog. Milioner z ulicy miał niewątpliwie niezły pomysł na nową powieść, niestety, zawiodło wykonanie. Akcja zachowuje niezłe tempo, poruszane problemy są ciekawe, zwłaszcza dla osób nie znających indyjskich realiów, a bohaterowie nie rażą sztucznością, co sprawia, że Siedem prób stanowi niezłe czytadło na zimowe wieczory. Bardziej wyrobionego czytelnika drażnić będzie natomiast naiwny styl narracji i infantylny momentami język. Spragnionym wiedzy o współczesnych Indiach i dobrej lektury polecam raczej Sześcioro podejrzanych tego samego autora, Siedem prób uznając za wypadek przy pracy.

Siedem prob

Lauren Liebenberg, Smak dżemu i masła orzechowego – słodko – gorzka opowieść o dorastaniu na afrykańskiej farmie. Nyree i Cia O’Callohan przeżywają sielskie dzieciństwo na rodzinnej farmie na wschodzie Rodezji. Ich ojciec walczy z tajemniczymi Terrami, którzy w wyobraźni dziewczynek z całkiem ludzkich tubylców zmieniają się w baśniowe monstra. Podczas nieobecności ojca na farmie rządzi matka Nyree i Cii. Dziewczynki wiodą beztroskie życie, dorastając pod wpływem czarownej mieszaniny afrykańskich wierzeń ludowych, baśni braci Grimm i nieco wypaczonej wizji chrześcijaństwa przekazywanej im przez dziadka. Nie zdają sobie sprawy z niebezpieczeństw życia poza granicami farmy, za największe zagrożenie uznając stromą zjeżdżalnię w położonym w pobliskim miasteczku basenie. Tęsknotę za ojcem osładzają im opowieści służącego Jobe’a, zabawa z ukochanym psiakiem i kanapki z dżemem i masłem orzechowym. Idylla zamienia się w koszmar, gdy na farmie pojawia się kuzyn dziewczynek Ronin, pół sierota z domu poprawczego. Literacki debiut Lauren Liebenberg charakteryzuje piękny, choć dość prosty język, mroczna atmosfera przesycona poczuciem zagrożenia, obecnością wróżek i duchów przodków, oraz nieuchwytnym, ale namacalnym złem. Zachwyca przede wszystkim czułość z jaką autorka opisuje więź między siostrami, uczucie miłości tak prostej i naturalnej, a jednocześnie wyjątkowej. Nyree przyznaje wprawdzie, że jest wodzem Cii, ale to przywództwo nie wynika z potrzeby dominacji, lecz chronienia młodszej, pełnej naiwności i dobra siostrzyczki. Smak dżemu i masła orzechowego to nostalgiczna wizja dzieciństwa, ale także obraz Afryki widzianej oczami białej dziewczynki, dla której walczący o niepodległość tubylcy to terroryści, zwani także Terrami. T obraz świata odchodzącego do historii, dla jednych koniec, i początek dla innych.

Smak dzemu i masla orzechowego

A już w nowym roku…czyli plany, marzenia i pragnienia, nie tylko blogowe – Chcesz rozśmieszyć Boga? Powiedz mu o swoich planach – mawiał niegdyś Woody Allen. Mam nadzieję, że się myli i cokolwiek (lub ktokolwiek) włada ludzkością, posiada nieco mniejszy zasób złośliwości. Zrobiłam bowiem sporo planów na 2015 rok i niezmiernie zależy mi na ich realizacji. Jako że moje wieloletnie badania religioznawcze potwierdzają jednak dość przewrotny charakter wszelkich bóstw zamiast słowa „plany” będę używać „marzenia”, mając nadzieję zmylenia złośliwego fatum. Tak, jestem przesądna, pod drabiną też nie przejdę, a z okolicznym czarnym kotem od kilku miesięcy toczę zażartą wojnę nerwów typu kto jest szybszy: ja czy on. W marzeniach chciałabym więc, aby rok 2015 upłynął mi pod znakiem „W jak Więcej”. W moich planach, na potrzeby sytuacji określanych jako marzenia lub głęboko ukryte pragnienia, pojawiło się także słówko „mniej”, dotyczy ono jednak tylko jednej sytuacji: mniej bezproduktywnego siedzenia w internecie na zasadzie: lubię posiedzieć sobie na Facebooku godzinkę, dwie, ewentualnie siedem. Wracając do „Więcej”; mam na myśli przede wszystkim: więcej książek, więcej filmów, więcej tańca, więcej podróży, więcej bloga, więcej czasu spędzanego z przyjaciółmi i psem. Nie zamierzam ukrywać, że większymi pieniędzmi też bym nie pogardziła, jako że „więcej pieniędzy” przekłada się na „więcej książek, więcej filmów, więcej tańca, więcej podróży”. Przede wszystkim jednak więcej odwagi, potrzebnej do realizacji tych i nieco bardziej śmiałych marzeń, o których na razie nie pisnę słówkiem, żeby nie zapeszyć (ostrzegałam już, że jestem przesądna?). W 2014 roku zrobiłam pierwszy krok – data zobowiązywała, jako że był to chiński rok Konia, a ja właśnie w roku Konia przyszłam na świat. Po dobrych dwóch latach stagnacji wystawiłam więc kopyto ze stajni, najpierw jedno – ostrożnie, żeby wysondować sytuację, a potem resztę. Zaczęłam iść stępa, a w 2015 chcę wreszcie puścić się w galop i znowu poczuć wiatr w grzywie. Trzymajcie, proszę, kciuki i galopujcie ze mną. Czas na kolejny krok w nieznane:

DROGA

Bardzo Wam dziękuję, że byliście ze mną w 2014 roku i mam nadzieję, że razem spędzimy także ten, który już za chwilę, już za momencik się rozpocznie, a także kolejny, i jeszcze kolejny, i jeszcze…a w 2050 roku będziemy spotykać się na Zjeździe Seniorów Blogosfery i marudzić wspólnie, że dzisiejsza młodzież to w ogóle nie czyta, bo za naszych czasów to się czytało, oj, jak się czytało…. Życzę Wam spełnienia wszystkich marzeń, zarówno tych ogromnych, jak i zupełnie malutkich. Galopujcie śmiało, nie tylko przez blogosferę, ale i świat realny. Wszystkiego, co najlepsze!

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s