KSIĄŻKI · W STARYM KINIE

Prokurator z ludzką twarzą: „Uwikłanie” Zygmunta Miłoszewskiego

Zmęczony życiem prokurator, zabójstwo w klasztorze i esbeckie teczki. Uwikłanie to kawał świetnej prozy kryminalnej, z bardzo dobrze pomyślaną intrygą i fascynującym bohaterem. Myślałam, że książka Miłoszewskiego stanowi gotowy materiał na świetny film. Myliłam się, niestety.

Teodor Szacki, zwany przez przyjaciół i niektórych wrogów Teo, jest odnoszącym sukcesy warszawskim prokuratorem. Praca daje mu ogromną satysfakcję zawodową, ale nie finansową, i młody prokurator coraz częściej zastanawia się, czy wybierając tę drogę kariery postawił na właściwego konia. Przy państwowej pensji nawet lunch na mieście stanowi poważny uszczerbek w domowym budżecie, zwłaszcza gdy chce się zaspokoić wielką namiętność do markowych garniturów. Elegancki strój, z którym prokurator nie rozstaje się nawet w czerwcowe upały, stanowi zresztą jego znak rozpoznawczy dla prawniczego i przestępczego świata Warszawy. Podobnie jak bujna czupryna całkowicie białych włosów i wściekła mina, jeśli w niedzielny ranek, zamiast smażyć jajecznicę dla żony i córki, Teo musi oglądać faceta z rożnem wbitym w oko. Szacki ma 36 lat i przechodzi przedwczesny kryzys wieku średniego. Córka jest jego oczkiem w głowie, ale małżeństwo przynosi więcej rozczarowania niż radości. W kobiecie w starym, rozciągniętym podkoszulku, Teo, z mniejszym lub większym powodzeniem, usiłuje rozpoznać seksowną, namiętną dziewczynę, w której szaleńczo zakochał się kilkanaście lat wcześniej. Jednocześnie zdaje sobie sprawę, że sam zbyt długo omijał basen i siłownię szerokim łukiem. Nic więc dziwnego, że gdy w życiu prokuratora pojawia się młoda, pełna wdzięku dziennikarka, jego myśli nader często odrywają się od prowadzonego śledztwa.

5 czerwca 2005 roku prokurator Szacki ma wyjątkowo kiepski humor. Jest niedziela, a on musi rozpocząć nowe śledztwo. W centrum Warszawy, w klasztorze, zostaje zamordowany uczestnik niekonwencjonalnej terapii grupowej. Teo podejrzewa, że zabójcą jest nieudolny złodziej nakryty przez ofiarę podczas włamania. Szybko jednak okazuje się, że hipoteza ta jest mało prawdopodobna, a podejrzenia prokuratora i policji kierują się w stronę pozostałych uczestników terapii i prowadzącego ją psychologa. Kolejne przesłuchania nie dają jednak żadnych wskazówek, i śledztwo utyka w martwym punkcie do momentu, gdy Szacki zaczyna badać przeszłość zamordowanego Henryka Telaka. Ze strzępków informacji powoli wyłania się zupełnie inny niż dotychczasowy obraz denata, a prokurator dotyka mrocznej przeszłości nie tylko Telaka, ale i Rzeczpospolitej Polskiej.

Uwiklanie-2

Uwikłanie to pod każdym względem idealny kryminał. Intryga, ze zgrabnie wplecionym wątkiem niechlubnej części historii Polski, została dobrze pomyślana i poprowadzona. Ciekawym pomysłem było oparcie fabuły na mało znanej, poza środowiskiem psychiatrów i psychologów, terapii ustawień, ocierającej się w Uwikłaniu o zjawiska paranormalne. Opowiedziana przez Zygmunta Miłoszewskiego historia ani przez chwilę nie nudzi, mimo że śledztwo toczy się powoli, a trup jest tylko jeden, w dodatku przez większą część książki zdaje się zupełnie nieciekawy. Autor ma ponadto bardzo dobry styl pisania i wyczucie chwili, doskonale wie, w którym momencie może pozwolić sobie na dowcip, który rozładuje napięcie, a kiedy byłby on niesmaczny. Uwikłanie to jednak przede wszystkim bohaterowie z Teodorem Szackim na czele. Czytelników nawykłych do historii o śledztwach prowadzonych przez policjantów lub detektywów pozytywnie zaskakuje już wybór prokuratora na głównego bohatera. Jego osobowość, daleka od ideału niezłomnego stróża prawa, to kolejny plus dla autora powieści. Szacki to prokurator, ale przede wszystkim człowiek, zmęczony życiem, walką z biurokracją, i zamiłowaniem żony do rozciągniętego podkoszulka z misiaczkiem. Potrzebuje zmiany, ale sam nie wie co chciałby zmienić. Może żonę, a może pracę…a może tylko samochód. To są rozterki znane każdemu chyba dorosłemu człowiekowi, który po zrealizowaniu młodzieńczych planów na przyszłość zaczyna rozumieć, że nie dały mu szczęścia, którego oczekiwał. Nie ma w Uwikłaniu postaci jednoznacznych i płaskich, Miłoszewski jest zbyt dobrym obserwatorem, aby stworzyć postacie, których jego czytelnik nie mija codziennie na ulicy. Wkurzony na świat Szacki, jego cudownie dowcipna i inteligentna żona Weronika, dziennikarka Monika, prostacki, ale dobroduszny Oleg – to ludzie z krwi i kości, którym daleko do ideału, ale blisko do każdego Kowalskiego. Jest też w Uwikłaniu bohater drugo-, a może i trzecioplanowy, ale równie wiernie przedstawiony. To Warszawa – miasto, którego Szacki nienawidzi, i które kocha jednocześnie, jak chyba większość jego mieszkańców. Warszawa z 2005 roku to miasto, które zatrzymało się między szaleńczym rozwojem a stagnacją rządów Lecha Kaczyńskiego, miasto wieżowców i nowoczesnych nocnych klubów z jednej strony, oraz praskich slumsów z drugiej. Polską stolicę Miłoszewski opisuje z takich samym pełnym ciepła wyrozumieniem jak pozostałych bohaterów swojej powieści.

Nie bez powodu prasa określiła Zygmunta Miłoszewskiego mianem jednego z najbardziej obiecujących polskich autorów prozy kryminalnej. Powieść Uwikłanie czyta się świetnie, można dzięki niej bez problemu przetrwać blisko pięciogodzinną podróż zatłoczonym pociągiem TLK w sylwestrowe przedpołudnie (bez miejscówki). Filmem Uwikłanie Jacek Bromski pokazał natomiast jak ze świetnej książki zrobić mierne kino. Przede wszystkim należy całkowicie zmienić płeć i osobowość głównego bohatera. W ten sposób lekko zagubiony w życiu, ale pełen wdzięku Teodor Szacki zmienia się w arogancką, wiecznie niezadowoloną Agatę Szacką. Pani prokurator (Maja Ostaszewska) jeszcze do niedawna zajmowała się przestępczością gospodarczą, o branży kryminalnej ma natomiast nikłe pojęcie. Dzięki wsparciu zakochanego w niej komisarza Sławomira Smolara (Marek Bukowski) i własnej błyskotliwości w śledztwie w sprawie zabójstwa Henryka Telaka radzi sobie jednak nadzwyczaj dobrze. Rozumiem co popchnęło scenarzystów – Jacka Bromskiego i Juliusza Machulskiego – do zmiany płci bohatera; nagi biust Mai Ostaszewskiej zapewnił kilkadziesiąt sekund wizualnych doznań męskim widzom. Co było przyczyną zmiany charakteru centralnej dla książki i filmu postaci – nie mam pojęcia. Pani prokurator Szackiej nie da się bowiem lubić. Bycie suką to sztuka, Agata Szacka jest tylko nadętą, zapatrzoną w siebie urzędniczką, a motywacja jej działania np. romans ze Smolarem, jest całkowicie irracjonalna.

7375268.3
Plakat do filmu „Uwikłanie” w reż. Jacka Bromskiego

Nie przenoście nam stolicy do Krakowa – to jedno nasuwa się podczas oglądania Uwikłania. Scenarzyści porzucili bowiem Warszawę na rzecz Krakowa, a film zdaje się dwugodzinną reklamówką dawnej stolicy Polski. Co kilkanaście minut twórcy filmu serwują widzowi zapierającą dech w piersiach panoramę grodu Kraka, a Szacka i Smolar spotykają się wyłącznie w najmodniejszych lokalnych knajpkach. Uwielbiam Kraków, ale Uwikłanie to powieść cudownie warszawska, w której miasto jest pełnoprawnym bohaterem. Równie dobrze można przenieść Eberharda Mocka z Wrocławia do Poznania… Tu przynajmniej motywacja twórców filmu wydaje się jasna, koproducentem Uwikłania jest bowiem Krakowskie Biuro Festiwalowe. Film uzyskał wsparcie finansowe Regionalnego Fundusz Filmowego w Krakowie, którego środki pochodzą z budżetów Województwa Małopolskiego i Miasta Kraków.

Filmu nie są w stanie uratować nawet świetne role Andrzeja Seweryna i Krzysztofa Pieczyńskiego jako cynicznych, gotowych na wszystko ubeków, Danuty Stenki kreującej postać żony zamordowanego Henryka Telaka, oraz Olgierda Łukaszewicza wcielającego się w postać psychoterapeuty Cezarego Rudzkiego. Dzieła zniszczenia dopełnia zakończenie, przypominające finał taniego, amerykańskiego filmu sensacyjnego. To, co czytelnikom zaproponował na ostatnich stronach powieści Zygmunt Miłoszewski, stanowiło inteligentne, acz gorzkie, podsumowanie matni w jakiej znalazł się Szacki, zarówno jako prokurator, jak i ojciec i mąż. W filmie mamy widzianą już setki razy tandetę w stylu „zabili go i uciekł”.

Ring! Książka vs Film: 1:0

Advertisements

10 thoughts on “Prokurator z ludzką twarzą: „Uwikłanie” Zygmunta Miłoszewskiego

  1. Ach, ten Miłoszewski! Kiedy ja wreszcie się za niego zabiorę? Podoba mi się niesztampowy Szacki, wreszcie policjant, który nie ma problemu alkoholowego 😉 Za Ostaszewska nie przepadam i jej biust raczej mnie do ekranu nie przyciągnie, ale… dobrze wiedzieć, ze jest ekranizacja, bo ja mam takie male zboczenie, ze lubię ogladac adaptacje książek dla samego porównania i przeklinania na to, co zostało zmienione – takie dodatkowe hobby 😉

    Zdjęcie z siekiera boskie 🙂 Choć z tekstu wynika, ze powinnaś książkę na rożen nadziać. Chociaż w sumie to nie! Książki szkoda!

    1. Ja do Miłoszewskiego podchodziłam jak do jeża, bo dawno, dawno temu wystraszył mnie „Domofonem” – dobry horror, ale horror, a ja się horrorów boję 😛 dlatego dopiero teraz zabrałam się za trylogię o Szackim. A zboczenie mamy identyczne 😀 😀

      Co do zdjęcia- bardzo dziękuję :* rożna nie miałam pod ręką, ale masz rację – książki szkoda 😛

    1. O, to super wiadomość, bo pewnie w następny weekend zabiorę się za „Ziarno prawdy” 🙂

      A film możesz sobie odpuścić spokojnie. Na „Ziarno prawdy” się wybiorę mimo wszystko, bo zapowiada się nieco lepiej niż „Uwikłanie”.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s