KSIĄŻKI

Samotność o smaku mango: „Wyspa Łza” Joanny Bator

Czekam na kolejną powieść Joanny Bator. Niecierpliwie, gorączkowo, chwilami wręcz obsesyjnie. To gatunek literacki, w którym laureatka Nike sprawdza się mistrzowsko. Jej reportaże z podróży, niestety, nie do końca mnie przekonują.

Znacie to uczucie, gdy przyczepia się do was melodia, okleja niczym miód, świdruje mózg, i każe się nucić pod nosem aż do przesytu? Do Joanny Bator przyczepiło się zdanie, nie nuty, ale efekt był podobny. Nieustająco powracające słowa „znikła bez śladu”, mamiły obietnicą zalążka nowej powieści i kopnięcia depresji w tyłek. Bo w 2013 roku Bator cierpiała na depresję, żyła – a może raczej egzystowała – oddzielona od świata niewidzialną szklaną szybą, prześladowana przez Cień podążający za nią krok w krok. Lekarstwem miała być nowa powieść, a „zahaczką” do jej napisania stały się te trzy hipnotyzujące słowa: znikła bez śladu. Wiele kobiet przepadło z dnia na dzień nie pozostawiając wiadomości, ani wskazówki dla bliskich, jednak uwagę Joanny Bator przykuła Sandra Valentine – Amerykanka, która zaginęła podczas podróży na Cejlon. Polska pisarka postanowiła podążyć jej śladami, odtworzyć podróż, która dla Sandry stała się ostatnią, na wyspę o kształcie łzy skapującej z subkontynentu indyjskiego. Towarzyszył jej fotograf Adam Golec, Mroczna Bliźniaczka, oraz Anna Karr – bohaterka rodzącej się powieści.

dsc_1315_404-2

Wyspa Łza miała być kolejną relacją z podróży. Tym razem nie do Japonii, lecz na Sri Lankę – kraj zupełnie dla autorki obcy, tajemniczy i egzotyczny. Wydawca zapomniał jednak wspomnieć, że chodzi o podróż w sensie psychologicznym, a nie geograficznym. Bator uczepiła się postaci Sandry Valentine niczym tonący brzytwy i potraktowała ją jako pretekst do opowiedzenia o sobie samej. Nie ma w Wyspie Łzie antropologicznych obserwacji, opisy napotkanym miejsc, ludzi, psów i pijawek są szczątkowe. Więcej miejsca Bator poświęca opisowi biegunki, która się jej przytrafiła niż otaczającej ją egzotyce. Pisarki nie interesuje bowiem Sri Lanka jako taka. Ten dziki, momentami wręcz demoniczny kraj stanowi jedynie tło, idealnie mroczną scenerię do pogoni za Sandrą Valentine i samą sobą. O depresji warto mówić, zwłaszcza tak pięknym językiem, jakim posługuje się Joanna Bator, a zarzucanie pisarzowi ekshibicjonizmu byłoby głupotą, więc nie czepiam się wyboru tematyki. Wręcz przeciwnie-wiem przecież aż za dobrze, jak bezskuteczna i wykańczająca jest wieczna ucieczka przed Cieniem; znam próby szukania ratunku w słowach i podróżach, jak najdalszych, jak najbardziej egzotycznych. Odbywanych z nadzieją, że Cień zagubi się w wąskich zaułkach Bejrutu, zgiełku kalkuckich bazarów, ukrytych za zasłonami twarzach na ulicach Damaszku. Znam smak samotności o smaku mango, nieodłącznej towarzyszce wiecznych włóczykijów. Chciałam chwycić się Wyspy Łzy tak jak Joanna Bator nieszczęsnej Sandry, jednak ta zaśmiała mi się w twarz. Uchyliła drzwi pozwalając czytelnikowi zajrzeć do swego zwichrowanego wnętrza, po czym zostawiła go, niczym widza przed muzealnym okazem pozbawionym notki o jego pochodzeniu. Wyspa Łza przypomina strumień świadomości, zapis spontanicznych myśli autorki notowanych na bieżąco i nie poddawanych później obróbce. Bator skacze z tematu na temat, a otaczająca ją rzeczywistość nasuwa skojarzenia i wspomnienia, których czytelnik nie zna, bo i skąd? Gubiłam się w tych wspomnieniach o dzieciństwie, kochanych i niekochanych mężczyznach, dawnych koleżankach i podróżach, tak jak Bator na ulicach miast o dziwnych dla niej nazwach. Ona miała jednak mapki z google’a, mnie nie dała nic.

Najciekawszy jest w Wyspie Łzie wątek pisania, tworzenia nowych historii z „zahaczek” – strzępów opowieści, zasłyszanych przypadkowo pojedynczych słów, i nie całkiem zatartych wspomnień. To cenne wskazówki, zwłaszcza dla kogoś, kto nie pogrzebał dziecięcych marzeń o napisaniu Powieści. Nie lubię być dłużnikiem, chcę więc od razu zrewanżować się pani Bator poradą, choć niezmiernie głupio mi udzielać jej kulturoznawczyni. Rada jest banalnie prosta: czytać, czytać, czytać. Aby nie pisać „gaty w Waranasi” lub „wyznawcy Mahometa”, bo to najgorsza z możliwych obelg dla muzułmanina. Nie polecam użycia tego określenia zwłaszcza w bezpośredniej rozmowie z wyznawcami islamu, choć znając podejście Joanny Bator do tej religii, raczej nie ma szans na bliższe spotkanie. Wyższość białego człowieka, choć nie podszytą strachem, odznacza zresztą podejście pisarki także do kultur innych niż arabsko-muzułmańska: japońskiej, co pokazała w Rekinie z parku Yoyogi, oraz indyjskiej zademonstrowanej w Wyspie Łzie. Bator określa swoje podejście mianem nie całkiem niewinnej buty podróżniczki. Ja mówię krócej, choć nie tak poetycko: ksenofobia.

Advertisements

13 thoughts on “Samotność o smaku mango: „Wyspa Łza” Joanny Bator

  1. Uuu, mocno. Ale widocznie się Bator należało. Nie tykam zatem „Wyspy łzy” (bo to już nie pierwsza niezbyt entuzjastyczna opinia, jaką widzę), za to czekam na kolejną powieść 🙂

  2. Jestem strasznie rozczarowana tą książką 😦 ale wiesz, może ja mam jakieś skrzywione spojrzenie… W każdym razie z Wyspy Łzy wynika, że Bator jednocześnie pracowała nad powieścią, więc czekam na nią bardzo, bardzo 🙂

  3. Czytałam juz parę recenzji i tez nie są pochlebne, po tym co napisałaś tez raczej nie sięgnę. Nie przepadam za książkami , w których jest za dużo zamotanego psychologizmu. Poczekam za to na prawdziwą powieść .

  4. Bator dostaje baty za te książkę, dlatego mnie nie przekonuje. Ale ale.. Sri Lanka tak mroczna? Nie znam, nie byłam, ale zawsze kojarzyła mi się jakoś tak bardziej pozytywnie.

    1. Na Sri Lankę też jeszcze nie dotarłam (w planach na przyszły rok :P), ale też mam o niej zupełnie inne wyobrażenie. Myślę jednak, że człowiek w depresji, albo obdarzony mroczną wyobraźnią, a Joanna Bator na pewno do takich ludzi należy (i to nie jest wada, bynajmniej), może wszystko widzieć w innych barwach.
      Co do książki – czytałam tylko dwie lub trzy recenzje na razie, żeby w żaden sposób się nie sugerować, teraz przyjrzę się im baczniej. Jestem ciekawa innych opinii. Dla mnie, niestety, rozczarowanie 😦

    1. Dziękuję 🙂 poprawiłaś mi humor w ten paskudny tydzień 🙂 a „Ciemno, prawie noc” jest świetna moim zdaniem. Bator zdecydowanie lepiej wychodzą powieści. Mam nadzieję, że napiszesz o swoich wrażeniach na blogu 🙂

  5. O nie! Nie ma mojego komentarza poprzedniego, a chciałam dopisać dodatkowy! :O Czy ja znowu wylądowałam w spamie? :/
    Dzisiaj skończyłam lekturę i powiem Ci, że nie widzę ksenofobii, raczej swojego rodzaju ignorancję kogoś, dla kogo bardziej liczą się szczere odczucia niż polityczna poprawność. Ale rozumiem, dlaczego tak uważasz.
    Niemniej – ogromnie mi się podobała „Wyspa Łza”. Mocna, inna, rozdarta. Świetna lektura i znowu nie pozostaje mi nic innego jak się zachwycać 😀

  6. P.S. Wiesz co, jak chyba wtedy za pierwszym razem jednak nie zostawiłam komentarza, tylko wykasowałam go w pół zdania i zdecydowałam, że do Ciebie wrócę po lekturze 😀
    Przepraszam za chaos :* 😀

    1. Tamtego poniedziałku działy się bardzo dziwne rzeczy….komentarz zostawiłaś na pewno, bo pamiętam, że go czytałam :/ ale tak jak mówię: wtedy NIC nie działało poprawnie, posty mi się dublowały, musiałam zatwierdzać komentarze stałych czytelników…zło się działo :/

      A co do książki: nie wykluczam, że jestem przewrażliwiona – 10 lat obracania się w środowisku Arabów, Indusów, Japończyków etc. robi swoje. Niestety, ta maniera Joanny Bator mnie drażni okropnie 😦 Było w tej książce coś co mnie odpychało 😦

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s