KSIĄŻKI

Miasto Amazonek: „Panie z Cranford” Elizabeth Gaskell

Angielskie Amazonki mieszkają w małym miasteczku, małżeństwa unikają jak diabeł święconej wody, a czas spędzają na plotkowaniu i zakupach. Bohaterki powieści pani Gaskell hołdują wiktoriańskiej obyczajowości, uważając się jednocześnie za istoty nie tylko równe mężczyznom, co ich przewyższające. Szkoda, że twórcy telewizyjnej adaptacji powieści wyrwali im pazury.

Anglia, koniec XIX wieku. Cranford to z pozoru miasteczko jakich wiele, nie tylko w hrabstwie Cheshire, ale i w całej Anglii. Z pozoru, bo w miasteczku tym niemal całkowicie brakuje męskich mieszkańców. Społeczność Cranford tworzą głównie kobiety: wdowy i stare panny, szczęśliwe, że zdołały uniknąć wypadku zwanego małżeństwem. Przyznają, że mąż bywa użyteczny, strasznie przeszkadza jednak w codziennym funkcjonowaniu domu. Panie żyją spokojnie, w bezpiecznym kokonie konwenansów i obyczajów, którym przez wieki hołdowali ich przodkowie. Doskonale wiedzą, dzięki temu, co wypada, a co nie, a każde odstępstwo od utartych norm wymaga narady i zasięgnięcia opinii najlepiej urodzonej mieszkanki Cranford. Panie nader chętnie jednak znajdują uzasadnienie dla złamania obyczajowych tradycji, jeśli tylko mają na to ochotę. Starannie ignorują zmiany jakie zachodzą w świecie, zarówno w zakresie technologii, jak i światopoglądu. Nigdy nie zgodziłyby się z nowinką głoszącą, że kobiety są równe mężczyznom, dobrze bowiem wiedzą, że płeć piękna zawsze mężczyzn przewyższała. Większość pań z Cranford należy do klasy średniej, prowadzą jednak tryb życia przedstawicielek arystokracji. W dużej mierze jest to tylko fasada, bowiem większość z nich nigdy nie splamiła się wulgarnością bogactwa. Dlatego też urządzają eleganckie kolacje dla znajomych, a w zaciszu domowym donaszają stare suknie i oszczędają na świecach i ulubionych przysmakach. Życie w miasteczku toczy się leniwie, wyznaczane przez godziny towarzyskich wizyt, niedzielne msze i wieczorne partyjki brydża. Ekscytację budzą takie wydarzenia jak przyjazd cyrku, włamanie do domu jednej z pań i duch bezgłowej damy z Alei Mroków.

Panie z Cranford OK

Brzmi nudno? Absolutnie nie. Egzystencja pań z Cranford nie obfituje może w spektakularne wydarzenia, nigdy nie jest jednak monotonna. Kobiety spędzają większość czasu na plotkach i zakupach, od czasu do czasu pozwalają sobie jednak na drobną sprzeczkę. Niezbyt gwałtowną, bo któż by chciał zaburzyć harmonię życia w Cranford, ale też zawierającą wystarczająco dużo gniewnych ruchów głowy i ostrych słówek, by zapobiec małomiasteczkowej nudzie. Dla pań z Cranford nade wszystko liczy się bowiem przyjaźń, a dla osób, które tym zaszczytnym uczuciem obdarzą, gotowe są na wszelkie wyrzeczenia. Panie z Cranford to rzecz idealna dla miłośników ciepłych, lekkich opowieści o zwyczajnych ludziach, ich słabostkach i emocjach, opowiedzianych inteligentnie i dowcipnie. Powieść przypomina raczej zbiór scenek rodzajowych obrazujących życie w małym miasteczku, niż historię z jasno wytyczoną fabułą. Jej zaletą, oprócz świetnie wykreowanych postaci, jest piękny, rozkosznie trącący myszką, język Elizabeth Gaskell. Autorka, należąca do czołowych angielskich pisarek czasów wiktoriańskich, odznacza się wyjątkowym zmysłem obserwacji, przenikliwością, ciętym dowcipem i odwagą w wytykaniu wad i słabostek swoich krajan. Cranford, pomimo wyjątkowości demograficznej, jest bowiem niczym innym jak miniaturą ówczesnego angielskiego społeczeństwa, pani Gaskell zaś, z podszytą wyrozumiałością ironią, obrazuje wiktoriańską moralność i światopogląd, z którymi powoli zaczynają rywalizować nowe idee i filozofie. A czyni to z takim wdziękiem, że niemożliwym jest by jej powieść nie wywołała uśmiechu na twarzy nawet największego ponuraka.

plakat_e21d97d4061228b
Plakat do serialu „Życie w Cranford”, BBC 2007.

Uśmiecha się także telewidz oglądający wyprodukowany w 2007 roku przez BBC miniserial Życie w Cranford. Brytyjskiej stacji rzadko zdarzają się adaptacyjne wpadki, nic więc dziwnego, że i w przypadku powieści pani Gaskell poradziła sobie świetnie. Życie w Cranford urzeka przede wszystkim pełnym ciepła i subtelnego humoru klimatem, tym samym który cechuje literacki pierwowzór. Jak na BBC przystało, wszystko tu jest dopięte na ostatni guzik: od scenografii i kostiumów świetnie oddających ducha epoki wiktoriańskiej, do obsady aktorskiej z Judi Dench na czele. I tylko czytelnik, który pokochał powieściowe Amazonki może się czuć rozczarowany. Scenarzystom najwyraźniej nie przypadł do gustu pomysł, że kobiety, same z siebie, mogłyby chcieć obywać się bez mężczyzn. Przedłużyli więc życie kapitanowi Gordonowi, dodali nieobecnego w książce pani Gaskell doktora Harrisona, czyniąc ich osią wydarzeń w miasteczku. Tym samym Cranford przestało być miastem kobiet. Co gorsza, przestało być miastem kobiet silnych i niezależnych. Filmowe panie z Cranford mają bowiem tylko jeden cel: wydać się za mąż. Najlepiej za młodego i przystojnego doktora Harrisona, ale jeśli ten plan się nie powiedzie w odwodzie zawsze zostaje bogaty, owdowiały rzeźnik. W miejsce baronowej, która dla miłości nie waha się przed popełnieniem mezaliansu, oczywiście wybaczonego przez cranfordzką społeczność, scenarzyści powołali do życia lady Ludlow, wdowę hołdującą feudalnej moralności. Oczywiście, do czasu, gdy mężczyzna nie wpłynie na zmianę jej poglądów. W serialu BBC kobiety są symbolem zacofania, zarówno w zakresie technologii, jak i mentalności, mężczyźni natomiast uosabiają postęp i otwartość na zmiany. Można tęsknić za cranfordzkimi Amazonkami, niemniej jednak serial ogląda się z przyjemnością i wielkim uśmiechem na twarzy. A że uśmiechu nigdy za dużo, zwłaszcza w kraju nad Wisłą, to przymykam oko na wszelkie zmiany w stosunku do powieści.

Advertisements

6 thoughts on “Miasto Amazonek: „Panie z Cranford” Elizabeth Gaskell

  1. Jak Ty zawsze pięknie piszesz o książkach. Aż chce się poznać te panie 🙂 Wielbię serię Swiata Książki na odległość – mam nadzieję, że ktoś życzliwy przeczyta ten komentarz i kiedyś mi sprezentuje całą kolekcję 😉
    A urywki serialu chyba przewinęły mi się kiedyś na BBC, tylko nie skojarzyłam tytułu, bo to chyba taki mniej popularny.

  2. Dziękuję :* :* aż chce się pisać dalej 🙂
    Serial faktycznie mniej popularny, ja trafiłam na niego zupełnym przypadkiem. W dodatku najpierw obejrzałam serial, a dopiero potem przeczytałam książkę – taka kolejność to rzadkość w moim przypadku 🙂

  3. I pomyśleć, że panią Gaskell znam wciąż jedynie z jej gotyckich opowiadań, a nie ugryzłam jeszcze ani „Pań z Cranford” ani „Północy Południa”! Wstyd potworny i chyba czas już pomyśleć o nadrobieniu zaległości 🙂

  4. Olga, to co dopiero o mnie powiedzieć! Gdybym nie obejrzała serialu do dziś bym o pani Gaskell nie słyszała – to dopiero wstyd :/ Ale na wieść, że napisała opowiadania gotyckie aż zastrzygłam uszami z zachwytu ❤ podpowiesz tytuły? 🙂

  5. „Szarą damę” poznałam właśnie dzięki Bezsennej Środzie u Olgi :)http://www.chmuraczytania.pl/showbook.php?id=54
    Ale sama mam największą ochotę na „Żony i córki”.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s