KSIĄŻKI · W STARYM KINIE

Lady Makbet z gór: „Serena” Rona Rasha

Berkut potrafi krążyć nad ofiarą godzinami. Czeka aż upatrzone zwierzę się poruszy i atakuje – szybko i precyzyjnie. Serena jest równie cierpliwa i bezwzględna. To idealna zbrodniarka. A także kobieta o duszy skrzywdzonego dziecka.

Stany Zjednoczone, 1929 rok. Serena Pemberton, świeżo poślubiona żona właściciela spółki drzewnej, mogłaby prowadzić luksusowe życie należne kobiecie o jej majątku i pozycji społecznej. Taka kobieta czas winna spędzać na bankietach i piknikach, a pieniądze męża trwonić na niepotrzebne zakupy. Serena różni się jednak od przeciętnej amerykańskiej bogaczki niczym dzień od nocy. Nad koktajlowe kreacje przedkłada bryczesy i męskie koszule, a zamiast w pięknym domu woli żyć w obozie dla drwali w górach Karoliny Północnej. Serena ma bowiem marzenie, którym – niczym podstępnym wirusem – zaraża swego męża. Tym marzeniem jest stworzenie imperium drzewnego na niespotykaną dotąd skalę. Pembertonowie metr po metrze wydzierają naturze jej leśne bogactwa, a gdy Karolina Północna przestaje im wystarczać zwracają oczy w stronę dziewiczych lasów Brazylii. W Stanach zjednoczonych wciąż panuje Wielka Depresja po kryzysie z 1924 roku, Serenie nie przeszkadza to jednak w snuciu, ani realizacji imperialnych marzeń. Wręcz przeciwnie, wykorzystuje trudną sytuację gospodarczą, by oszczędzać na sile roboczej i kupować kolejne połacie ziemi. Aby zrealizować marzenia Pembertonowie nie cofną się przed niczym, ich bezwzględność wkrótce zaczyna budzić strach wśród pracowników i wspólników. Niesmak zmieszany z podziwem wzbudza zwłaszcza Serena: ladacznica z Babilonu, wilczyca, czarownica. Kobieta, która potrafi oswoić berkuta, by zabijał na jej rozkaz. Która nie waha się zabić niemowlę jeśli stoi ono na drodze jej marzeniom. Która bez charakterystycznego dla ówczesnych kobiet wahania sięga po to, czego pragnie.

Serena2 OK

Serena to kobieta zła do szpiku kości. To współczesna Lady Makbet, która wie, że niemożliwym jest bycie wielkim człowiekiem bez nikczemnych postępków. A Serena chce być wielka, pragnie podporządkować sobie zarówno ludzi, jak i naturę. W ludziach szuka siły, a gdy jej nie znajduje odrzuca ich jak niepotrzebne rzeczy. Jednocześnie jednak pani Pemberton to wciąż głęboko skrzywdzone dziecko, które nigdy nie uporało się z traumą po stracie rodziny. Serena odrzuciła przeszłość tak jak zwierzęta zrzucają zimową sierść na wiosnę. Ale to przeszłość właśnie ukształtowała jej żelazny charakter. Wykreowana przez Rona Rasha bohaterka to postać przerażająca i fascynująca zarazem. Nadająca powieści klimat grozy i niepokoju, podsycany dodatkowo przez postaci szalonego kaznodziei i prawie ślepej wiedźmy. Mroczny wydźwięk powieść Rona Rasha zawdzięcza także osadzeniu fabuły w górach Karoliny Północnej, wśród przyrody równie surowej i bezwzględnej jak Serena. Po dodaniu do tego świetnego – zwięzłego, chłodnego, a jednocześnie niezwykle sugestywnego – stylu pisania Rasha, Serena staje się powieścią, która na długo zapada w pamięć.

Serenę przeczytałam i obejrzałam. Zachwyciłam się i zdumiałam. Nie mogę przestać się zastanawiać jak mając tak doskonały materiał powieściowy można stworzyć tak przeciętny film…nie mając właściwie nic do zrobienia, bo powieść Rona Rasha to gotowy scenariusz filmowy. Darowałabym konia z rzędem każdemu, kto mi ten fenomen wytłumaczy, nie dysponuję jednak ani koniem, ani tym bardziej rzędem. Musi więc wystarczyć moja dozgonna wdzięczność. A przecież miało być tak pięknie: sprawdzony duet Jennifer Lawrence i Bradley Cooper, utalentowana reżyserka, genialny materiał powieściowy i wspaniała scenografia, stworzona przez Matkę Naturę. Co więc poszło nie tak? Praktycznie wszystko. Zawiódł przede wszystkim scenariusz, który mroczną historię o dzikiej kobiecie zmienił w łzawy melodramat. W dodatku zupełnie bezsensowny, opowieść jest bowiem nieskładna, co chwilę rozłazi się z szwach, nic w niej nie trzyma się, za przeproszeniem, kupy. Serena to raczej chaotycznie zmontowany zbiór scenek rodzajowych niż film z konkretną fabułą.

serena-poster2-600x450
Plakat do filmu „Serena” w reż. Susanne Bier.

Katastrofa nr 2 to głównie bohaterowie. Serenę widz poznaje jako nieco zarozumiałą, ale zaradną chłopczycę, która potrafi i węża oswoić, i drzewo wyciąć, i firmą zarządzać. Jest silna i niezależna, ale nie ma w niej magii i mroku, towarzyszących na każdym kroku powieściowej Serenie. Ot, niezbyt sympatyczna, wyzwolona żona bogatego przedsiębiorcy. Gdy widz traci już nadzieję na ujrzenie powieściowej Lady Makbet pani Pemberton pokazuje nieco bardziej mroczne oblicze: nie waha się ubrudzić rąk krwią, jeśli jest to konieczne dla osiągnięcia celu. Szybko jednak, pod wpływem osobistej tragedii, zaczyna zmieniać się w oszalałą z bólu i zazdrości kobietę, stanowiącą zaledwie cień olbrzymki stworzonej przez Rona Rasha. Najwidoczniej scenarzyści uznali, że każdą kobietę można złamać, a Ronowi Rashowi zaszkodził nadmiar świeżego powietrza w Appalachach skoro wykreował postać kobiety-potwora. Na kreatywności scenarzystów zyskał natomiast George. W powieści był on tylko marionetką w rękach Sereny, do ostatnich chwil zakochany z żonie-zbrodniarce, gotowy wybaczyć jej nawet zamach na własne życie w imię wspólnej przyszłości. W filmie Susanne Bier marionetka urywa się ze sznurków i stacza epicką, przynajmniej w zamierzeniu autorów filmu, walkę z uczuciem do żony, potencjalnym zabójcą jego synka, oraz dziką panterą. Ta ostatnia potyczka zasługuje zresztą na Złotą Malinę w kategorii „najbardziej kiczowata scena roku”. Cóż to zresztą za marionetka! Scenarzyści całą inicjatywę, zarówno w biznesie, jak i miłości, przekazali w ręce pana Pembertona, odbierając Serenie nawet prawo do własnych marzeń. Serena miała potencjał na mocne, surowe kino mówiące o poszukiwaniu własnej drogi w życiu, granicach człowieczeństwa i miłości. Powstał natomiast zlepek klisz, bez emocji i magii. Niemniej jednak dwie grupy widzów będą Sereną zachwycone. Należą do nich miłośnicy przyrody i fascynaci nowej mody na lumberseksualność. Pięknych zdjęć i drwali w filmie Susanne Bier jest bowiem pod dostatkiem.

 

 

Reklamy

10 thoughts on “Lady Makbet z gór: „Serena” Rona Rasha

  1. Książka jest świetna i zdecydowanie warto przeczytać – ja się właśnie zabieram za lekturę tekstu Olgi, nie chciałam czytać przed napisaniem swojego, ale widzę, że też się zachwycała 🙂 Film, niestety, jest kiepski. Można go obejrzeć gdy się nie czytało książki, wtedy nie będzie bolał – ja oglądałam i płakałam.

    A brodatość, tak, ma nazwę – zapytałam niedawno kolegę o co chodzi, do licha, z tymi brodami i zostałam oświecona 😀 Hipsterzy odchodzą w niebyt, nadchodzą drwale 😀

  2. Filmowa okładka skutecznie mnie odstraszyła od książki. To chyba nie jest dla mnie. I kompletnie nie potrafię sobie wyobrazić Jennifer Lawrance w takiej postaci :/

  3. Tanayah – pobuszowałam po jego blogu. Patrząc na zdjęcia przyznaję, że nie kulawy – jak to mówi moja koleżanka 😛 Szkoda, że mało tekstu, nie można się zorientować czy za jakże przyjemną fizjonomią kryje się równie interesujący mózg 🙂

  4. Ale postać Sereny jest po prostu hipnotyzująca (ta książkowa oczywiście) ❤ Film planuję nadrobić, jak tylko powróci poświątecznie moja Ziomelda i jestem ogromnie ciekawa 😀 Lumberseksualność to jakieś nieporozumienie 😀 Ale dziką przyrodę lubię 😀

  5. Absolutnie hipnotyzująca! Przyznam, że na początku nie mogłam się w tę powieść wciągnąć, fakt, że warunki były niesprzyjające: Polski Bus, gdzie wszyscy pasażerowie nadrabiali zaległości towarzyskie i gadali przez komórki. Ale im bardziej poznawałam Serenę tym mniej mnie obchodziło co się dzieje wokół mnie. W drodze powrotnej nie mogłam się od książki oderwać 🙂
    A dla pięknych zdjęć warto „Serenę” obejrzeć, zdecydowanie 😀 (chociaż to nie Appalachy, tylko czeskie góry – ale równie piękne :P)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s