W STARYM KINIE

Henryk Sienkiewicz i X Muza: „Pan Wołodyjowski”

Pan Wołodyjowski jest trzecią i ostatnią częścią Trylogii Henryka Sienkiewicza. Powieść pisana była w latach 1887 – 1888, a kolejne jej odcinki – w miarę ich powstawania – drukowały jednocześnie trzy czasopisma: warszawskie Słowo, krakowski Czas i Dziennik Poznański. Trzecia część Trylogii to historia Michała Wołodyjowskiego, a właściwie jego metamorfozy z Małego Rycerza, znanego z poprzednich części dzieła Sienkiewicza, w Hektora Kamienieckiego.

Mimo iż Pan Wołodyjowski jest ostatnią częścią Trylogii na ekranie pojawił się jako pierwszy. W 1964 roku Telewizja Polska zamówiła u Jerzego Lutowskiego scenariusz serialu telewizyjnego opartego na trzeciej części Trylogii Henryka Sienkiewicza. Lutowski zaproponował współpracę Jerzemu Hoffmanowi, wiedząc że sfilmowanie tej powieści jest jego największym marzeniem. Po raz pierwszy Hoffman zetknął się z Trylogią – a właściwie dwiema ostatnimi jej częściami, bo Ogniem i mieczem nie zostało przepuszczone przez radziecką cenzurę – w czasie zesłania na Syberii. Pytany przez dziennikarzy czym zachwycił go Sienkiewicz, odpowiadał: Rozmachem, postaciami stworzonych przez siebie bohaterów, ich przygodami i namiętnościami. Gdy czytałem go po raz pierwszy, w Ałtajskim kraju, to tamtejsze krajobrazy i przestrzenie pasowały mi do tych z kart powieści Sienkiewicza. A starowiercy, którym tam spotykałem kojarzyli mi się z postaciami z „Pana Wołodyjowskiego”. Znalazłem więc u Sienkiewicza niemal wszystko, co było mi bliskie. O swoich planach zekranizowania powieści mówił natomiast: O ekranizacji „Trylogii” marzyłem od pierwszego roku studiów. Mówiłem o tym dookoła. Miałem na tym punkcie hopla. Koledzy moje plany traktowali, delikatnie mówiąc, z przymrużeniem oka. Uważali, że porywam się z motyką na słońce.

p-0243
Plakat do filmu „Pan Wołodyjowski” w reż. Jerzego Hoffmana.

Scenariusz Lutowskiego czekał dwa lata na realizację; dopiero w 1966 roku, który ogłoszony został rokiem Henryka Sienkiewicza, Telewizja Polska zdecydowała się zrealizować jednocześnie serial telewizyjny i film kinowy. Jerzy Hoffman wywalczył dla siebie realizację wersji kinowej, reżyserem trzynastoodcinkowego serialu, zatytułowanego Przygody Pana Michała, został Paweł Komorowski. Obie produkcje powstawały równolegle, a do ich realizacji wykorzystywano te same rekwizyty, kostiumy, i dekoracje. Ci sami byli także odtwórcy głównych ról (z wyjątkiem Ketlinga, Luśni i pani Makowieckiej). Decyzja o realizacji filmu Pan Wołodyjowski wywołała ogólnonarodową niemal dyskusję na łamach prasy, zwłaszcza tygodnika Kultura, dotyczącą potrzeby i możliwości ekranizowania powieści Sienkiewicza. Wielu jej uczestników wątpiło w celowość ekranizacji klasyki literackiej w ogóle, zwłaszcza Sienkiewicza, którego powieści Jerzy S. Stawiński określił mianem Biblii narodu. Interesująca jest postawa Aleksandra Forda, który sześć lat wcześniej zekranizował inną powieść Sienkiewicza – Krzyżacy. Reżyser uważał, że Sienkiewicza można ekranizować, ale tylko wybrane utwory i na pewno nie Trylogię (której w gruncie rzeczy dotyczyła dyskusja). Na łamach Kultury Ford stwierdził: Wygląda na to, że obecnie zamierza się filmować wszystkie dzieła Sienkiewicza. Duża przesada. Barani instynkt nie może zastąpić polityki programowej. Zwolenników ekranizacji kolejnych powieści Henryka Sienkiewicza było niewielu, mimo że teoretycznie nikt zdecydowanie nie opowiedział się jako przeciwnik ekranizacji. Stanisław Trepczyński stwierdził bowiem: problem wydaje się przesądzony: trzeba sfilmować „Trylogię”! Jest to jeden z naszych obowiązków narodowych, podobnie jak regulacja Wisły. Rzecz polega na tym, aby sfilmować „Trylogię” z pożytkiem i sukcesem.

1379
Kadr z filmu „Pan Wołodyjowski” w reż. Jerzego Hoffmana.

Większość przeciwników ekranizacji dzieła Henryka Sienkiewicza uważała, nie bez racji, że przeniesienie powieści na ekran może ja tylko zubożyć. Film nie jest bowiem w stanie oddać języka literackiego pierwowzoru, a ten jest przecież jego największym atutem. Zwłaszcza w przypadku twórczości Henryka Sienkiewicza. Zwolennicy tej teorii wskazywali na poprzednie, nieudane w większości przypadków, ekranizacje dzieł Sienkiewicza – ich zdaniem w najmniejszym nawet stopniu nie oddające ducha utworu literackiego, na którym były oparte. Zubożenie powieści, w opinii przeciwników ekranizacji, dotyczyłoby zresztą nie tylko języka, ale także samej fabuły. Dla potrzeb filmu niezbędne jest dokonanie pewnych skrótów i uproszczeń, eliminacji niektórych bohaterów i wątków powieściowych, zaburzenie chronologii wydarzeń, a to w znacznym stopniu ingeruje w kształt pierwowzoru. Większość uczestników dyskusji prasowych zgadzała się, że jedyna dopuszczalna metoda sfilmowania Trylogii to potraktowanie powieści jako inspiracji dla odrębnego scenariusza poważnego filmu przygodowego zamiast wiernej ekranizacji. Jeden z dyskutantów proponował nawet nakręcenie lekkiego filmu, którego tematem byłyby przygody typowego XVII-wiecznego szlachcica – warchoła, czyli pana Zagłoby. Był to jednak głos odosobniony.

456934.1
Kadr z filmu „Pan Wołodyjowski” w reż. Jerzego Hoffmana.

Do dyskusji ten powrócono trzy lata później, gdy Pan Wołodyjowski wchodził na ekrany kin. Pojawiły się wówczas nowe głosy, mówiące, że przesłanie powieści utraciło aktualność i nie zawiera żadnych elementów, które mogłyby „krzepić” współczesne polskie serca. Ekranizację Pana Wołodyjowskiego uważano także za bezsensowną ze względu na trudność przeniesienia na ekran sienkiewiczowskiego obrazu szlacheckiej Polski. Julian Krzyżanowski, w odpowiedzi na dyskusję toczącą się na łamach Kultury, stwierdził: Stajemy wobec dylematu, czy dać wizję przeszłości tak, jak widział ją pisarz, a więc „fałszować” historię, czy iść za historią, a tym samym „fałszować” ową wizję, którą film powinien ukazać plastycznie. Historycy PRL-u wiedzieli już, że historia XVII-wiecznej Polski znacznie różni się od historii przedstawionej przez Sienkiewicza – uproszczonej, a momentami nawet przekłamanej, pasującej jednak do koncepcji powieści „ku pokrzepieniu serc”. Sienkiewicz zastosował w niej bowiem metodę czarne-białe, przy czym „czarne” to wszyscy ówcześni przeciwnicy polityczni Polski, a „białe” to Polska. Dla potrzeb filmu historia przedstawiona przez autora Trylogii musiałaby zostać skorygowana, a to – jak słusznie uznali przeciwnicy ekranizacji – w zbyt dużym stopniu deformuje powieściowy pierwowzór. Istotny okazał się także argument mówiący, że każdy czytelnik posiada własne, indywidualne wyobrażenie o wyglądzie i zachowaniu sienkiewiczowskich bohaterów, które niekoniecznie musi się pokrywać z wizją narzuconą przez film. Odtąd wygląd postaci powieściowych określony będzie przez aparycję kreaujących te role aktorów. W dyskusji pojawił się także, raczej odosobniony, argument jakoby ekranizacja Trylogii wymagała zbyt wielu konsultacji historycznych w zakresie kostiumów, dekoracji, obyczajów panujących w szlacheckiej Polsce itd.

woło
Kadr z filmu „Pan Wołodyjowski” w reż. Jerzego Hoffmana.

Realizacja Pana Wołodyjowskiego trwała prawie trzy lata; premiera filmu odbyła się pod koniec 1969 roku. Publiczność była filmem Jerzego Hoffmana zachwycona, dość entuzjastyczna była też reakcja krytyki, choć nie wszystkie recenzje były wyłącznie pochlebne. Przeważały takie określenia jak „szczęśliwa adaptacja”, „znakomita, sugestywna wizja”, a nawet „piękny film”. Recenzenci chwalili odpowiedni dobór gatunku filmowego (połączenie baśni, filmu historycznego, przygodowego i westernu), wyeksponowanie i ciekawe poprowadzenie wątku romansowego, uwspółcześnienie niektórych bohaterów, dzięki czemu stali się bliżsi mentalności XX-wiecznego widza, a nawet kolorystykę filmu (Pan Wołodyjowski był filmem kolorowym, podczas gdy serial utrzymano w konwencji czarno-białej). Nie brakowało też głosów twierdzących, że Pan Wołodyjowski to jedynie komiks historyczny; tym krytykom nie podobał się zazwyczaj zbyt chaotyczny układ scen, zubożenie wątku romansowego, brak wielu powieściowych postaci. Zmagania z ekranizacją trzeciej części Trylogii Zygmunt Kałużyński podsumował następująco: „Pan Wołodyjowski” udał się i naród odetchnął, jako że od roku rodacy zapytywali czy Wołodyjowski wyjdzie czy nie. Wyszedł. I będzie największym interesem w dziejach kina polskiego. Jeszcze w 1969 roku film Hoffmana otrzymał Nagrodę Ministra Kultury i Sztuki I stopnia dla reżysera, operatora i scenarzysty. Tadeusz Łomnicki natomiast, za rolę Małego Rycerza, został nagrodzony podczas Międzynarodowego Festiwalu Filmowego w Moskwie. Dla Jerzego Hoffmana Pan Wołodyjowski był jednak zaledwie początkiem – jak to sam określa – wojny trzydziestoletniej, czyli wielu lat zmagań najpierw z władzami PRL, a później z brakiem funduszy, aby móc dokończyć ekranizację Trylogii.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s