KSIĄŻKI

Bombaj blues: „Narkopolis” Thayila Jeeta

Bombaj w oparach opium. Miasto narkomanów, dziwek i dilerów. Thayil Jeet odsłania przed czytelnikiem mroczną twarz stolicy indyjskiej popkultury: hipnotyzującą i przerażającą zarazem.

Bombaj, lata 70. XX wieku. Dom Ullis nie może narzekać na zły los. Ma pieniądze rodziców, możliwość zagranicznych studiów i szansę na dostatnie, przyjemne życie. On jednak, zamiast książkom woli oddawać się we władzę opium, a z czasem także jego bardziej przerażającej koleżance – heroinie. Większość czasu spędza w niewielkiej, ale znanej w całym Bombaju, palarni opium w slumsach przy ulicy Shuklaji. Poznaje tam ludzi tak jak on pokonanych przez nałóg, choć z zupełnie innych przyczyn. Jedną z tych osób jest Dimple – hidźra, która wraz z męskimi genitaliami utraciła prawo do normalnego życia. Jest jednocześnie obiektem pogardy, jak i fascynacji ze strony pozostałych członków indyjskiego społeczeństwa. W oparach opium znalazła ukojenie bólu szarpiącego jej ciałem i możliwość ucieczki od życia w domu publicznym. Dla Pana Lee, starego Chińczyka, u którego Dimple zaopatruje się w narkotyk, opium oznacza zapomnienie, oderwanie od przeszłości. A Pan Lee ma długą listę rzeczy, o których pragnie zapomnieć: dzieciństwo i młodość zniszczone przez reżim komunistycznych Chin, ojca nie potrafiącego żyć w ograniczonym świecie po rewolucji kulturalnej, matkę – oddaną Partii komunistkę, kobietę, z którą pragnął założyć rodzinę… W czułych objęciach narkotykowego nałogu pogrąża się także wybitny poeta Newton Xavier, tkwiący w nieudanym małżeństwie Rumi, oraz właściciel palarni Rasheed – muzułmanin, który mimo posiadania kilku żon, ciepła i zrozumienia szuka w ramionach Dimple. Klienci palarni na ulicy Shuklaji co noc wyruszają w halucynogenną podróż, ledwo zauważając zmiany, jakie w tym czasie zachodzą w nich samych i otaczającym ich świecie. Bombaj się zmienia, tak samo jak jego mieszkańcy. Zmienia się też świat narkotykowego podziemia – opium coraz bardziej wypierane jest przez heroinę i jej bezwzględnych dilerów. Znana im rzeczywistość powoli odchodzi w przeszłość, a oni sami nie zawsze są w stanie odnaleźć się w nowych realiach.

Narkopolis OK

Pod względem narracji debiutancka powieść Thayila Jeeta przypomina narkotyczny sen. Wątki ułożone są chaotycznie, nie wynikają z siebie nawzajem, a chronologia jest całkowicie zaburzona. Tak jakby odurzony opium narrator to odpływał, to budził się i podejmował opowieść nie tam, gdzie ją przerwał, lecz w miejscu zupełnie wyrwanym z kontekstu. Snute przez niego historie są jednak tak fascynujące, że czytelnik z łatwością wybacza mu narracyjny bałagan. Cały ten chaos spina, niczym klamra, główny bohater oraz historia jego życia i zerwania z nałogiem. Dom Ullis może być zresztą alter ego autora, Thayil Jeet nie ukrywa przecież, że Narkopolis oparte jest w dużej mierze na jego własnych doświadczeniach życiowych. Sam bowiem, przez dwadzieścia lat uzależniony był od narkotyków. Narkopolis nie jest jednak ani apoteozą nałogu, ani też próbą jego deprecjacji. Thayil Jeet nie krytykuje narkomanów ani ich nie broni, w jego powieści nie ma prostego podziału na białe i czarne. Jest za to dużo szarości. Bo szarość jest kolorem najbliższym człowiekowi – ani skrajnie dobremu, ani całkowicie złemu, upadającemu i podnoszącemu się, czasem błądzącemu i zbyt łatwo poddającemu się przeciwnościom losu.

Akcja powieści Narkopolis toczy się na przestrzeni blisko trzydziestu lat. Przez ten czas zmienia się Bombaj i jego mieszkańcy, zmienia się sposób działania narkotykowych bossów, zmienia się sam narkotyk, gdy opium zostaje wyparte przez syntetyczną heroinę. Zmieniają się ciała bohaterów, na których czas odciska coraz mocniejsze piętno. Tylko nałóg pozostaje bez zmian. Nałóg obiecujący złudne poczucie szczęścia, błogości, ucieczki od krzywdzącej rzeczywistości. W efekcie Rasheed, Dimple, Rumi i inni klienci dawnej palarni przy Shuklaji coraz bardziej pogrążają się w rozczarowaniu, nie umieją przystosować się do zmieniających się realiów życia, i odcinają się od rzeczywistego świata. Narkopolis zadaje ponadto ważne pytanie: czy narkotyki naprawdę czynią wolnym, jak twierdzi większość uzależnionych? Czy może tej wolności pozbawiają, czyniąc z człowieka niewolnika absolutnie oddanego jedynemu panu. Wydawać by się mogło, że o uzależnieniu od narkotyków w literaturze pięknej powiedziano już wszystko. Talent literacki i wyobraźnia pozwoliły jednak Thayilowi Jeetowi tchnąć do tematu świeżość i oryginalność. Stworzył powieść jedyną w swoim rodzaju, z uniwersalnym, niezależnym od różnic kulturowych wydźwiękiem. Tym bardziej przykro mi wspominać o porażce wydawnictwa, które postanowiło najwyraźniej zaoszczędzić na konsultacji naukowej. Dziękuję wszelkim hinduistycznym bóstwom, że jestem indolożką – Narkopolis jest bowiem najeżone terminami z języka hindi, a w polskim przekładzie nie ma ani jednego przypisu. Tak, drogie wydawnictwo, to jest język hindi – nie ma czegoś takiego jak język hinduski.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s