CZWARTEK KINOMANA

Żona wagi ciężkiej: „Kochanego ciała nigdy za wiele” Sharata Katariji

Bollywood o zmieniających się Indiach, życiowych priorytetach i emancypacji kobiet. Lekko, miło i przyjemnie, ale mądrze. Z uroczym oczkiem puszczonym do fanów klasycznej kinematografii z Mumbaju.

Indie, 1995 rok. Prem Tiwari (Ayushmann Khurrana) ma 25 lat i niezbyt udane życie: dwukrotnie oblał maturę, pracuje w sklepie muzycznym swojego ojca, gdzie za każde przewinienie dostaje ojcowskim butem po głowie, a teraz w dodatku musi się ożenić. W samym ślubie chłopak nie widzi nic złego – wręcz przeciwnie, jak dla większości młodych Hindusów, tak i dla Prema małżeństwo stanowi szansę na zerwanie z dręczącym celibatem. Problem tkwi jednak w wybranej przez rodzinę narzeczonej. Sandhya (Bhumi Pednekar) może i spełnia oczekiwania rodziny Prema, z pewnością jednak nie jego własne. Jest miła, pełna ciepła, wykształcona, ale….gruba. Prem natomiast pragnie żony pięknej i powabnej, mimo że sam wyglądem nie przypomina bollywoodzkich aktorów. Pragnienia chłopaka schodzą jednak na dalszy plan w obliczu katastrofy finansowej, przed którą stoi cała rodzina. Sklep może w każdej chwili splajtować, sprzedaje bowiem kasety magnetofonowe, podczas gdy cały świat przestawia się właśnie na płyty CD. Sandhya nie wnosi wprawdzie tradycyjnego posagu, wkrótce jednak ma rozpocząć pracę jako nauczycielka, co oznacza przynajmniej jedną regularną pensję w rodzinie. Bliskie spotkanie z butem seniora rodu, wrodzone każdemu mieszkańcowi Indii posłuszeństwo wobec ojca, i poczucie obowiązku wobec rodziny sprawiają więc, że Prem zgadza się na zaaranżowany związek. W duchu nie poddaje się jednak łatwo ojcowskiej tyranii, a jego polem walki staje się małżeńska sypialnia. Prem nie przewidział tylko, że Sandhya, pod maską skromnej i łagodnej hinduskiej żony, skrywa całkiem rogatą duszę…

DLHK_Poster
Plakat do filmu „Kochanego ciała nigdy za wiele” w reż. Sharata Kathariji.

Kochanego ciała nigdy za wiele (hind. Dum laga ke haisha) to komedia romantyczna. W dodatku skonstruowana według klasycznych amerykańskich wzorców, co oznacza, że scenariusz jest do bólu przewidywalny. Widz doskonale wie jakie perypetie czekają bohaterów i jaki będzie finał całej historii, co bynajmniej nie zmniejsza jego przyjemności z oglądania. Kochanego ciała nigdy za wiele jest bowiem filmem dobrze zagranym i dowcipnie napisanym. Bawi wysokiej jakości humorem i wzrusza nie popadając jednocześnie w bollywoodzką, cukierkową ckliwość. W dodatku pod płaszczykiem niezobowiązującej zabawy przemyca prawdę o współczesnych Indiach i społeczno-obyczajowych przemianach zachodzących w tym kraju. Przede wszystkim jest to historia dojrzewania: Sandhya i Prem, mimo dorosłego wieku, to w gruncie rzeczy para dzieciaków, która niewiele wie o prawdziwym życiu, małżeństwie i miłości. Wyrwani ze swoich młodzieńczych światów nagle muszą stać się mężem i żoną, dorosłymi, którzy wezmą odpowiedzialność za siebie nawzajem i swoje rodziny. Trudno się dziwić, że żadne z nich nie wie jak się za to wspólne życie zabrać. Sandhya ma przynajmniej świat kobiecych obowiązków, który poznawała od dziecka i który daje jej w pewnym stopniu poczucie stabilności i bezpieczeństwa. Prem nie ma nic – wydaje mu się, że małżeństwo oznacza koniec jego marzeń. Choć sam chyba nie do końca wie o czym właściwie marzy…Najmłodszy mężczyzna w rodzinie Tiwari jest absolutnym zaprzeczeniem macho – typu bohatera od lat lansowanego przez indyjską kinematografię komercyjną. Nie jest w stanie utrzymać rodziny – w tej kwestii musi polegać na żonie, kobietę może zdobyć wyłącznie dzięki zaaranżowanemu małżeństwu, uprawia wprawdzie bliżej nieokreślony sport w klubie, a jednak jego sylwetka wciąż pozostawia wiele do życzenia. To Sandhya jest „mężczyzną” w tym związku – zdolna do szybkich decyzji, stanowcza i aktywna. To dzięki jej dobremu sercu i stanowczości rodzina wychodzi z kłopotów – Prem nigdy nie zdobyłby się na niezbędne do tego decyzje, gdyby nie siła jego żony. Sandhya to przedstawicielka nowego pokolenia indyjskich kobiet: wychowanych w tradycyjnym duchu, dla których małżeństwo wciąż jest najważniejszym życiowym celem, a jednocześnie pewnych siebie, odważnych, gotowych sięgać po swoje marzenia i pragnienia. Nie obawiających się przeciwstawić społecznym normom, jeżeli stają one na drodze do ich szczęścia. Bhumi Pednekar jest w tej roli idealnie urocza i naturalna – odnosi się wrażenie, że scenarzyści tworzyli rolę pani Tiwari wyłącznie z myślą o niej. Kochanego ciała nigdy za wiele to jej filmowy debiut, już dziś jednak indyjskie media mówią o niej jako najlepszym znalezisku firmy producenckiej Yash Raj Films. Indie pokochały jej niedoskonałą urodę – tak różną od plastikowego wizerunku większości bollywoodzkich gwiazdek. Czas pokaże czy będzie to wieczna miłość czy też przelotny romans.

dum-lagake-haisha-international-poster
Plakat do filmu „Kochanego ciała nigdy za wiele” w reż. Sharata Kathariji.

Kochanego ciała nigdy za wiele porusza też temat konfliktu pokoleń, który w Indiach przybiera specyficzną formę. Tamtejsza młodzież z mlekiem matki wysysała posłuszeństwo wobec rodziców, którzy mieli prawo decydowania o każdym aspekcie życia ich dzieci. Obecnie młodzi Hindusi zrywają z tą tradycją – samodzielnie decydują o swojej przyszłości, niezależnie czy chodzi o wybór studiów czy życiowego partnera. W Yash Raj Films najwyraźniej pracuje spora grupa scenarzystów o feministycznych poglądach, bo w filmie Sharata Katariji bunt wobec tradycji podnosi kobieta. To Sandhya rzuca wyzwanie normom społecznym narażając reputację własną i swojej rodziny. Prem jest w stanie buntować się jedynie w duchu, co prowadzi wyłącznie do powiększającej się frustracji i odbija na osobie najmniej winnej, czyli jego żonie. Kochanego ciała nigdy za wiele to mądry film, który należy do nowego nurtu kinematografii z Mumbaju. Podejmuje istotne społeczne tematy, nie zawiera ani jednej piosenki, a siłą napędową akcji jest kobieta. Producenci puścili jednak urocze oczko do wszystkich bollymaniaków – w finałowej scenie Prem i Sandhya jednak rzucają się w wir tańca w choreografii stylizowanej na lata 90. Bollywood śmieje się samo z siebie? Jak najbardziej, w dodatku robi to z wdziękiem i klasą.

Advertisements

3 thoughts on “Żona wagi ciężkiej: „Kochanego ciała nigdy za wiele” Sharata Katariji

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s