MOLE KSIĄŻKOWE

Wielki mały człowiek: „Koronkowa robota” Pierre’a Lemaitre’a

Moje pierwsze spotkanie z twórczością Pierre’a Lemaitre’a – przerażające i fascynujące zarazem. Francuz okazał się mistrzem grania na emocjach czytelnika, łącząc makabrę z humorem i groteskę z normalnością.

Francja, 2013 rok. Camille Verhoeven – szef Wydziału Kryminalnego paryskiej policji – prowadzi śledztwo w sprawie brutalnego zabójstwa dwóch prostytutek. Skala okrucieństwa mordercy zdaje się przekraczać wszystko, co widział w swojej dotychczasowej karierze zarówno Camille, jak i jego współpracownicy. Wkrótce okazuje się jednak, że najgorsze ma dopiero nadejść, a paryskim śledczym przyjdzie się zmierzyć z wyjątkowym przeciwnikiem. Komisarz Verhoeven odkrywa bowiem, że zabójcą jest miłośnik kryminałów, który w popełnianych zbrodniach odtwarza literackie pierwowzory. Wybiera klasyki gatunku – jak Czarna Dalia i American Psycho – odtwarzając opisane w nich morderstwa z mrożącą krew w żyłach drobiazgowością. Verhoeven wraz ze współpracownikami usiłuje odkryć jaka książka posłuży za kolejną inspirację dla psychopaty w czym, mniej lub bardziej chętnie, pomagają mu naukowiec specjalizujący się w literaturze kryminalnej oraz paryski księgarz. Skomplikowane śledztwo dodatkowo utrudnia dziennikarz, który zdaje się znać każdy krok Verhoevena i jego ekipy. Pogoń za mordercą to zresztą nie jedyne zmartwienie Camille’a. Komisarz musi rozwiązać zagadkę podejrzanego zachowania dwojga swoich podwładnych oraz uporać się z własnymi, ambiwalentnymi uczuciami dotyczącymi zbliżającego się ojcostwa. Ciężarna żona jest zresztą dla Verhoevena ostoją normalności, do której może uciec z przerażającego świata zabójcy, ochrzczonego przez prasę mianem Literata. Zbyt rzadko korzysta jednak z oferowanego przez Irene ciepła, czego w przyszłości przyjdzie mu gorzko żałować…

Koronkowa robota OK

Pierwsze wrażenie z lektury Koronkowej roboty? Przerażenie, obrzydzenie, niechęć. Krwawą łaźnię z pierwszych stron powieści bez mrugnięcia okiem przetrwają tylko najbardziej zaprawieni w makabrze miłośnicy kryminałów. Mięczaki, takie jak ja, będą chciały uciec z krzykiem. Lemaitre złapie ich jednak w sidła swojego talentu już od pierwszej strony i nie wypuści z nich do ostatniej. Zachwyconych i przerażonych zarazem. Francuski pisarz zabiera czytelnika w głąb umysłu psychopaty, dając jednocześnie do zrozumienia, że potwory żyją wśród nas. Spokojnie, normalnie, nie budząc podejrzeń. Wystarczy jednak iskra, by ciemna strona ich charakteru wzięła górę. Lemaitre wie jak uderzyć, by zabolało, a ból został zapamiętany: wystarczy skonfrontować sielankę z piekłem, makabrę z normalnością i pokazać czytelnikowi jak łatwo można stracić wszystko, co nadaje życiu sens. Niby oczywiste i zgrane, a jednak w wykonaniu francuskiego pisarza świeże i wyjątkowo skuteczne.

Autor Koronkowej roboty jest erudytą, który doskonale operuje słowem i używa języka równie precyzyjnie jak chirurg skalpela. Stylu pisania mógłby się u niego uczyć niejeden autor z tzw. wyższej półki. Największą siłą jego powieści są jednak główni bohaterowie: Camille Verhoeven, jego żona Irene, i współpracownik Louis. Jeśli myśleliście, że w tym zakresie żaden pisarz niczego nowego już nie wymyśli, byliście w błędzie. Komisarz Verhoeven to majstersztyk charakterologiczny: obdarzony wyjątkowo niskim wzrostem, poruszający się w specjalnym samochodzie dla inwalidów genialny śledczy, który potrafi podążać za chorym rozumowaniem mordercy. Oschły, do bólu konkretny gliniarz z dyplomem prawnika i zamiłowaniem do malarstwa. Przerażony, że nienarodzony syn odziedziczy jego ułomne geny. Irene Verhoeven – kobieta zagadka. W dodatku wciąż przeze mnie nierozwiązana. Żona, która pragnie być wsparciem i oazą spokoju dla swego męża, czy pozbawiona wyobraźni laleczka nie zdająca sobie sprawy, że któregoś dnia jej mąż może nie wrócić ze służby? Wreszcie Louis – arystokrata śmiało czerpiący z rodowej fortuny, filozof z wykształcenia i policjant z wyboru. Trio marzeń, które nie pozwoliłoby czytelnikowi na nudę, nawet gdyby fabuła kulała. Tej, na szczęście, także nic nie brakuje. Lemaitre zrobił prawdziwie koronkową robotę, tworząc intrygę, która sprawia, że czytelnik balansuje między fikcją a rzeczywistością, makabrą i humorem, groteską i normalnością. Koronkowa robota to doskonały, choć przecież nieco pokręcony, hołd dla literatury i siły jej oddziaływania, a jej autor winduje literaturę kryminalną na najwyższy poziom.

Reklamy

7 myśli na temat “Wielki mały człowiek: „Koronkowa robota” Pierre’a Lemaitre’a

  1. O, wreszcie jakiś policjant, który nie jest zmęczonym życiem alkoholikiem z lekko wymiętym, ale wciąż trzymającym fason ciałem, na które to, razem z jego szorstkim urokiem, lecą panienki 😀 Ciekawie! Bo jak na ten przykład Harry’ego Hole (który wpisuje się dokładnie w ten typ) kocham, tak powoli mam przesyt tego typu powieściowych gliniarzy…

  2. Ależ zapowiada się smakowita lektura:) Już miałem ją na oku, ale ociągałem się z sięgnięciem po nią, teraz już czuje się zachęcony:) Charakterystyczne postaci to jednak fundament dobrej historii i nie wiadomo jak rozbudowana fabuła nie zastąpi ciekawie skonstruowanych postaci:)

  3. Właśnie zacząłem lekturę i ten nadmiar okrucieństw nieco mnie zniechęcił. Lubię intrygi Lemaitre, przeczytałem inne książki z Camilem, a tym razem Miłoszewski i jego „Gniew” skutecznie mnie porwali. No i „Koronkową” zostawiam na kiedyś 😦

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s