KSIĄŻKI

Dom (nie)spokojnej starości: „Tajemnica domu Helclów” Maryli Szymiczkowej

Perfekcyjna pani domu z detektywistycznym zacięciem, morderstwo w zakonnym domu starców, i XIX-wieczny Kraków w tle. Do tego finezyjny język, przesycony humorem i delikatną złośliwością. Tajemnica domu Helclów to fantastyczna lektura dla miłośników literackich eksperymentów.

Kraków, 1893 rok. Profesorowa Zofia Szczupaczyńska ma jasno wytyczone życiowe cele: nieformalny tytuł perfekcyjnej pani domu oraz awans społeczny. Pierwszy wynika z konieczności odgrywania, przypisanej jej z racji płci, roli społecznej, drugi – z jej własnej ambicji. W ramach realizacji pierwszego pani Zofia musi pamiętać o pulardzie i mizerii na obiad, pilnować by w domu zawsze był zapas wina przeciwko cholerze, a pokojówka dokładnie wyczyściła srebra, nie może też zapominać o odpowiednio wczesnym odświeżeniu zimowych ubrań i obstalowaniu rodzinnego grobowca przed pierwszym listopada. Realizacja celu drugiego wymaga znacznie więcej sprytu i determinacji, tych jednak profesorowej Szczupaczyńskiej nie brakuje. Angażuje się więc w akcje dobroczynne, choć los dzieci skrofulicznych raczej nie spędza jej snu z powiek, usiłuje przytulić się towarzysko do znanej arystokratki, doprowadza do nadania jej mężowi tytułu profesora Uniwersytetu Jagiellońskiego i uśmiecha się uroczo do znienawidzonej kuzynki podkupując jednocześnie jej najlepszą służącą. Jednym słowem: mieszczański koltun pełną gębą. W czasie wolnym profesorowa zaczytuje się w dziełach Edgara Allana Poe i marzy o innym, lepszym życiu. Zapytana jak by to życie miało wyglądać nie potrafiłaby jednak udzielić odpowiedzi… Monotonną egzystencję pani Zofii przerywa szereg tajemniczych wydarzeń w prowadzonym przez siostry szarytki domu spokojnej starości, czyli tytułowym Domu Helclów. Najpierw w niewyjaśnionych okolicznościach znika jedna z pensjonariuszek budynku, a kilka dni później inna staruszka zostaje zamordowana. Śledztwo prowadzi miejscowy komisarz policji – mężczyzna arogancki, i pewny siebie, któremu miłość własna upośledza procesy logicznego rozumowania. Hardy stróż prawa nie ma pojęcia, że w Domu Helclów toczy się jeszcze jedno dochodzenie, które prowadzi profesorowa Szczupaczyńska. Posługuje się przy tym bronią znacznie bardziej skuteczną niż cały policyjny arsenał, czyli plotką, pochlebstwem i szantażem.

Tajemnica domu Helclow OK

Na początek oczywistość, która chyba nie dla wszystkich jest taka oczywista. Otóż, Tajemnica domu Helclów nie jest arcydziełem na miarę nagrody Nike. Nie jest, i – jak sądzę – być nie miała. Jacek Dehnel i Piotr Tarczyński, bo to oni ukrywają się za pseudonimem Maryla Szymiczkowa, stworzyli powieść, której celem jest wyłącznie rozrywka. I zrobili to perfekcyjnie. Sukces zawdzięczają przede wszystkim konstrukcji głównej bohaterki, będącej skrzyżowaniem pani Dulskiej z Małgorzatą Rozenek i Saszą Załuską. Profesorowa Szczupaczyńska z równą precyzją rozpracowuje psychologiczny portret nieuchwytnego zabójcy, co przyrządza pulardę na obiad. Na pierwszy rzut oka nie da się jej lubić: nie dość, że despotka, której ulubioną rozrywką jest zwalnianie kolejnych pokojówek, to jeszcze hipokrytka po trupach – dosłownie i w przenośni – realizująca swoje ambicje. Z każdą kolejną stroną czytelnik zaczyna jednak coraz bardziej kibicować jej detektywistycznym zapędom, pod powłoczką mieszczańskiego kołtuństwa dostrzegając samotną, niespełnioną kobietę, dla której z racji płci i pochodzenia społecznego, największym życiowym sukcesem może być najwyżej wydanie eleganckiej kolacji. Zaczyna też podziwiać jej determinację i odwagę w łamaniu konwenansów – pani Zofia chętnie bowiem narazi na szwank swoją reputację rozmawiając o rodzajach trucizn podczas proszonej kolacji, jeśli tylko służyć to będzie wyższemu celowi. Jakim jest w równym stopniu złapanie mordercy, co zaspokojenie próżności detektywa w spódnicy. Na pani Zofii wyobraźnia Dehnela i Tarczyńskiego, rzecz jasna, się nie kończy. Ich Kraków zdaje się obfitować w postaci tyleż oryginalne, co zwariowane, jak choćby profesora Szczupaczyńskiego – zafascynowanego procesem mumifikacji salamandry, hrabiny Żeleńskiej i jej kuzyna lubujących się w obgadywaniu krakowskiej socjety, czy służącej Franciszki, której marzeniem jest wyratowanie profesorostwa ze szponów cholery za pomocą ludowej magii. Bohaterowie ci zostali naszkicowani grubą kreską, tak że bardziej niż postaci z krwi i kości przypominają stereotypy ludzkich zachowań. Stereotypy, które budzą śmiech, ale i refleksję nad ludzkimi ułomnościami, wciąż aktualnymi mimo upływu ponad stu lat.

Kryminalna intryga nie jest może przesadnie oryginalna, a akcja toczy się ospale niczym TLK z Warszawy do Krakowa, ale też nie o to w Tajemnicy domu Helclów chodzi. Powieść Dehnela i Tarczyńskiego to raczej satyra na dawne (a może i nie tylko) polskie społeczeństwo: socjetę, w której pod przykryciem arystokratycznego pudru i jedwabi królowały zawiść, ambicje, miłostki, zdrady, pragnienie majątku i prestiżu, oraz mieszczaństwa, dla którego istniały tylko dwie świętości: hostia w czasie Podniesienia i niedzielny obiad. Klimat XIX-wiecznego Krakowa został odmalowany z zachwycającym pietyzmem i wdziękiem, a autentyczności dodają mu rzeczywiste wydarzenia, takie jak ślub Henryka Sienkiewicza, otwarcie Teatru Narodowego czy pogrzeb Jana Matejki. Stylizowany język przywodzi natomiast na myśli powieści Borysa Akunina z cyklu o Pelagii lub Fandorinie. Tajemnica domu Helclów trąci myszką, ale w absolutnie uroczy sposób – w przeciwieństwie do współczesnych kryminałów nie ma tu hektolitrów krwi ani psychopatycznych morderców. Jest za to siła inteligencji i dedukcji, jakiej nie powstydziłby się sam król detektywów Sherlock Holmes. Jest też złośliwy, inteligentny humor, sporo ciekawostek historycznych i obyczajowych oraz fantastyczny język. Każdy, kto oczekuje drugiej Lali będzie zawiedziony. Ten natomiast, kto nastawi się na inteligentną rozrywkę i dobrą zabawę to właśnie otrzyma. Liczę na kolejne tomy – XIX-wieczny Kraków z pewnością był świadkiem nie jednej zbrodni, a profesorowa Szczupaczyńska nie powinna trwonić swoich talentów na doglądanie pulardy.

Reklamy

4 thoughts on “Dom (nie)spokojnej starości: „Tajemnica domu Helclów” Maryli Szymiczkowej

  1. Świetna recenzja, zresztą to akurat nihil novi u Ciebie 😀 Wiesz, myślę, że faktycznie wierni czytelnicy Dehnela mogą być zawiedzeni, jeśli nastawiają się na coś na podobnym poziomie, co zwykle. Niemniej ja mam zamiar ugryźć kiedyś tę książkę z nastawieniem na ciekawy kryminał w starym stylu – coś czuję, że może mi się spodobać 🙂

  2. O matko! Skrzyżowanie Dulskiej z Załuską 😀 To musi być dobre 😀 Mnie ta książka kręci odkąd się pojawiła w księgarniach. Na pewno przeczytam. Dzięki Blanka, za tą recenzję 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s