MOLE KSIĄŻKOWE

Oko za oko: „W cieniu prawa” Remigiusza Mroza

Remigiusz Mróz próbuje swoich sił w nowym gatunku: kryminale retro. I robi to z bardzo dobrym efektem.

Galicja, 1909 rok. Erikowi Landeckiemu kończą się odziedziczone po matce pieniądze, musi więc podjąć pracę zarobkową. Nie najlepsza opinia uniemożliwia mu jednak znalezienie nie tylko dobrej, ale nawet jakiejkolwiek posady. Szczęście uśmiecha się do niego dopiero w dworze barona Reignera, gdzie, mimo grzechów z przeszłości, otrzymuje posadę pucybuta. Praca ta uwłacza, rzecz jasna, godności Erika, chwilowo chłopak nie ma jednak alternatywy dla czyszczenia śmierdzących butów arystokraty. Szybko okazuje się, zresztą, że nawet to kaprawe szczęście ma krótki termin przydatności – w kilka godzin po przyjęciu do pracy Erik zostaje oskarżony o zamordowanie najstarszego syna barona, Juliusa Reignera. Według Reignera seniora, jako nowy pracownik, z kiepską opinią, a przede wszystkim Polak, Landecki jest oczywistym zabójcą. Policja podziela to przekonanie i Erik ląduje w więzieniu, gdzie ma oczekiwać na proces. Stawką jest nie tylko wolność, ale i życie – w zaborze pruskim karą za morderstwo jest bowiem śmierć przez powieszenie. Jedynymi osobami, które z góry nie przesądzają o jego winie są Sophie Maländer, narzeczona młodszego syna barona Reignera oraz wynajęty przez nią adwokat, Wilhelm Hütter. Za więziennymi kratami Erik oczekuje na cud i obmyśla zemstę na głowie rodu Reignerów. Zemstę bynajmniej nie krwawą, lecz zgodną z literą pruskiego prawa.

DSC_0310_3473-4

Miała być saga rodzinna, a wyszedł kryminał retro. Erik Landecki miał się ożenić, doczekać potomstwa i żyć długo i szczęśliwie. Albo raczej krótko i nieszczęśliwie, bo Remigiusz Mróz swoich bohaterów nie oszczędza. Nie wiem jak autorowi wyszłaby saga rodzinna, choć chętnie bym się o tym przekonała, wiem natomiast, że kryminał retro udał mu się naprawdę dobrze. Akcja jest doskonale przemyślana, a Mróz sprawnie żongluje konwencjami i gatunkami literackimi. Najpierw klasyczna, sprawdzona zasada locked-room i duszna, pełna ukrytego napięcia, atmosfera szlacheckiego dworu, w którym równolegle funkcjonują dwa światy: państwa i służby. Ich przedstawiciele żyją obok siebie, równie dobrze mogłyby jednak stać pomiędzy nimi łańcuchy górskie – tak bardzo są od siebie oddaleni. Ich relacje cechują nienawiść i pogarda przykryta arystokratyczną ogładą lub pokornym posłuszeństwem. Dwór Reisental to mikroświat, w którym rządzą twarde reguły: albo jesteś szlachcicem, albo niczym. Erik Landecki był nikim i dlatego wylądował za więziennymi kratami, w świecie, w którym również rządzą niepisane zasady. Tu nie ma hierarchii, panuje dyktatura pieniądza – odpowiednia kwota może sprawić, że więzień będzie dobrze traktowany i swoje ostatnie dni przeżyje w spokoju. Przez pierwszych kilkadziesiąt stron powieści W cieniu prawa czytelnik otrzymuje rodzaj thrillera prawniczego, z szybką akcją i dużą ilością sądowniczych niuansów. To gratka zwłaszcza dla miłośników historii, mają bowiem okazję poznać sposób funkcjonowania pruskiego wymiaru sprawiedliwości. W drugiej połowie akcja wyraźnie zwalnia, a thriller zmienia się w powieść obyczajową z kryminalną nutą i lekkim dodatkiem XIX-wiecznego romansu. Pod koniec Remigiusz Mróz znów podkręca tempo przypominając czytelnikowi, że na początku kariery dał się poznać przede wszystkim jako mistrz literackiej jazdy bez trzymanki.

Autor dokonał, zresztą, nie lada sztuki, przykucie mnie do powieści, której bohatera szczerze nie cierpię to bowiem wcale nie taka łatwa sprawa. Dowodem na to jest choćby Szeptucha, od dwóch miesięcy zalegająca w stosiku „do przeczytania”, z zakładką niezmiennie tkwiącą między 56. a 57. stroną. Erik Landecki to rozpieszczony, porywczy gnojek, z wielkimi pretensjami do świata, że nie urodził się bogatym szlachcicem. Albo przynajmniej bogatym, szlachectwo Landecki, bez wątpienia, chętnie by spieniężył, żeby tylko cieszyć się słodkim nieróbstwem. Jestem fanką starotestamentowej zasady „oko za oko”, niestety, w przypadku Erika oko to spojrzało na niewłaściwą osobę, a to już podoba mi się znacznie mniej. Jest w konstrukcji tej postaci pewna niekonsekwencja, która wprowadza dysonans do powieści. Erik Landecki strzela w kolano osobie, która pomaga mu ryzykując niemal wszystko. Mam wrażenie, że Remigiusz Mróz już w trakcie pisania zorientował się, że PR-owo dla jego bohatera kiepsko to wygląda i próbował, nieco na siłę, wybielić Erika, a oczernić jego ofiarę. Z zakochanego fajtłapy zrobił więc mordercę i kłamcę. Jest tu zgrzyt, na szczęście jeden z nielicznych w całej powieści. Drugi to Sophie, która nieco mnie rozczarowała – zapowiadała się Joanna Chyłka w wersji retro, a wyszła druga Olga Szrebska. Znacznie ciekawsze wydają się postacie drugo- i trzecioplanowe, choćby majordomus Gröger czy prawnik Willy.

W cieniu prawa nie jest może najlepszą powieścią w dorobku Remigiusza Mroza, podoba mi się jednak kierunek w jakim autor zmierza. Mam nadzieję, że jeszcze nie raz zapuści się w stylistykę retro, niekoniecznie w kryminale. Saga rodzinna też będzie fajna. Byleby miała fajną bohaterkę, najlepiej na miarę Joanny Chyłki.

Reklamy

2 myśli na temat “Oko za oko: „W cieniu prawa” Remigiusza Mroza

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s