KSIĄŻKI · W STARYM KINIE

Uciekając przed starością: „Śpiące piękności” Kawabaty Yasunariego

O starości trzeba umieć pisać. Bez patosu, zgorzknienia i malkontenctwa, a zarazem szczerze i prawdziwie. Kawabata Yasunari i Gabriel Garcia Marquez potrafią to robić jak mało kto.

Japonia, połowa XX wieku. 67-letni Eguchi Yoshio panicznie boi się nadchodzącej starości. Przeraża go nie sama nieuchronność śmierci, lecz powolne odchodzenie, utrata sił i popędu seksualnego. Uciekając przed wizją samego siebie jako schorowanego impotenta Eguchi udaje się do niezwykłego domu schadzek, w których mężczyzn przyjmują głęboko uśpione młodziutkie dziewczęta. Starcom nie wolno robić z dziewczętami „niczego w złym guście”, łącznie z odbyciem stosunku seksualnego. Jest to, zresztą, mało możliwe, klientami domu schadzek są bowiem wyłącznie mężczyźni „godni zaufania”, a więc pozbawieni przez wiek męskich sił. Wyjątek stanowi Eguchi, który skrywa jednak przed właścicielką dziwnego hotelu prawdę o swoim życiu erotycznym. Noce spędzane u boku uśpionych piękności to dla Eguchiego sposób na odzyskanie choćby pozorów młodości, a także okazja do wspominania minionych romansów. Mężczyzna przypomina sobie dawne kochanki, pełen wdzięczności za wszystko, co wniosły do jego życia, a jednocześnie przepełniony żalem za minionymi czasami i możliwościami, jakie dawała mu młodość.

DSC_0116_5210

Opowiadanie Śpiące piękności to przede wszystkim wnikliwe studium samotności osób starszych, zwłaszcza mężczyzn, dla których podeszły wiek tożsamy bywa z utratą męskości. O ile kobiety potrafią odnaleźć radość i spełnienie w innych dziedzinach życia, o tyle dla mężczyzn utrata potencji oznacza często podważenie istoty ich jestestwa. Eguchi jest jeszcze człowiekiem pełnym sił witalnych, przeczuwa jednak zbliżającą się starość. Buntuje się przed nią, nie chce przyjąć jej z pełnym rezygnacji spokojem, jak wielu jego przyjaciół. Ten bunt przejawia się w powracającym pragnieniu naruszenia zasad panujących w domu schadzek i zgwałceniu jednej ze śpiących piękności. Powstrzymuje go jednak myśl o ich dziewictwie i ranie, jaką zadałby ich psychice na całe życie. W ciałach dziewcząt, tak bliskich, a mimo to niedostępnych, Eguchi próbuje odnaleźć własną młodość, seksualne zaspokojenie i ukojenie samotności. Początkowo traktuje śpiące piękności instrumentalnie, niczym lalki z seks shopu mające zaspokoić jego potrzeby. Z czasem zaczyna odróżniać je od siebie, zauważać odmienność ich ciał i osobowości. Leżąc obok pogrążonych w narkotycznym śnie dziewcząt, Eguchi tworzy w wyobraźni ich życiorysy, charaktery i potencjalne marzenia. Porównuje je do własnych trzech córek, przypomina też sobie dawne kochanki. Wszystko to daje mu punkt wyjścia do rozważań o seksualności kobiet – zarówno tych bardzo młodych, jak i w podeszłym wieku, jak jego żona, a także roli kobiet w życiu mężczyzn. Jego marzeniem staje się zaśnięcie przy jednej ze śpiących piękności – zaśnięcie na wieczność przy ostatniej kobiecie w jego łóżku.

Śpiące piękności to proza niezwykle emocjonalna, choć oszczędna w wyrazie. Kawabata posługuje się językiem prostym, choć pełnym elegancji, rezygnuje z wartkiej akcji na rzecz wnikliwego portretu psychologicznego swego bohatera. Dialogi są oszczędne i nieliczne, większość opowiadania stanowi monolog Eguchiego – chwilami powolny i melancholijny, momentami natomiast rozchwiany, poszarpany, pełen dygresji i retrospekcji, przerzucający czytelnika z teraźniejszości w przeszłość. Kawabata zachowuje dystans do swego bohatera, nie ocenia ani nie krytykuje. Śpiące piękności to powolna, melancholijna proza, skłaniająca do refleksji i zadumy, która nie zna granic kulturowych – strach przed samotnością, odepchnięciem przez bliskich i stratą życiowego celu, jest bowiem wspólny dla ludzi ze wszystkich kultur.

Kawabata Yasunari, jeden z najwybitniejszych pisarzy japońskich, stworzył Śpiące piękności w 1961 roku. Czterdzieści lat później opowiadanie to posłużyło za inspirację dla noweli Gabriela Garcii Marqueza Rzecz o mych smutnych dziwkach. Kolumbijski noblista opowiedział w nim historię dziennikarza, który w dniu swoich dziewięćdziesiątych urodzin postanawia spełnić dawny erotyczny kaprys. W jego realizacji pomaga jubilatowi zaprzyjaźniona burdelmama, która wynajduje dla niego wymarzoną 14-letnią dziewicę. Gdy dziennikarz dociera do burdelu zastaje jednak dziewczynkę pogrążoną w głębokim śnie wywołanym lekami przeciw nerwom. Jubilat nie budzi dziewczynki i na jakiś czas rezygnuje ze swojego niemoralnego marzenia. Pragnienie wraca jednak i ponownie prowadzi starca do burdelu. Odtąd spędza tam niemal każdą noc, w łóżku ze śpiącą, wciąż dziewiczą dziewczynką, której nadał imię Delgadina. Dziewczynką, która z erotycznego kaprysu zmieniła się w pierwszą a zarazem ostatnią miłość jego życia.

DSC_0110_5158

Rzecz o mych smutnych dziwkach to poruszająca elegia na cześć późnej miłości, która zaskakuje człowieka powoli żegnającego się z życiem. W ciele Delgadiny, jej niewinności i czarze, dziennikarz odnajduje jednak wciąż tlące się w nim emocje, namiętności i siły witalne. To miłość banalna i kiczowata, jak każde pierwsze uczucie z młodości – jubilat przyznaje bowiem szczerze, że w swoim długim życiu pożądał wielu kobiet, żadnej jednak, nawet niedoszłej żony, nie darzył miłością. Swoje seksualne potrzeby zaspokajał w domu publicznym, twierdząc, że przez dziwki nie miał czasu się ożenić. Leżąc u boku Delgadiny wspomina wszystkie swoje erotyczne relacje z kobietami, a czyni to w sposób wolny od patosu, za to pełen wdzięku i dowcipu. Wbrew pozorom, bohater opowiadania Marqueza nie przypomina podstarzałego lubieżnego pedofila. Jego uczucie do Delgadiny jest szczere i proste, tak jak może być tylko pierwsza lub ostatnia miłość. Narracja Rzeczy o mych smutnych dziwkach płynie swobodnie, wciągając czytelnika niemal niepostrzeżenie w świat miłości i erotycznych przygód 90-letniego dziennikarza. W świat opisany w sposób przepełniony dowcipem, autoironią i optymizmem. To opowieść o starości, przemijaniu i przygotowywaniu się na śmierć, która nie przytłacza, nie moralizuje, nie ocenia.

Uśpione dziewczęta Kawabaty Yasunariego stały się inspiracją także dla australijskiej pisarki, która wątek ten wykorzystała w swoim reżyserskim debiucie Sleeping Beauty. Bohaterką jej filmu jest Lucy, dwudziestoparoletnia studentka, obdarzona eteryczną, niemal elfią urodą. Aby spłacać kolejne raty kredytu studenckiego, opłacać na czas czynsz za mieszkanie i wspomóc finansowo uzależnioną od alkoholu matkę, dziewczyna ima się wszelkich możliwych prac: od kelnerowania w barze, przez kserowanie dokumentów w biurze, do udziału w eksperymentach medycznych. Największe profity przynosi jej jednak sprzedawanie swojego ciała – Lucy nie ma zahamowań, by oddać się poznanemu w barze obcemu mężczyźnie, jeśli dysponuje on wystarczającą ilością gotówki. Jest cyniczna, zimna, niemal wszystko, co przyniesie jej los przyjmuje ze stoickim spokojem. Niemal wszystko – jej jedyną słabością jest bowiem Birdmann, alkoholik z silnymi tendencjami autodestrukcyjnymi. To także jedyny przyjaciel Lucy, od kolegów ze studiów dziewczyna wyraźnie się bowiem dystansuje. Oryginalna uroda i uległość Lucy sprawiają, że bez trudu dostaje świetnie płatną pracę w charakterze pół nagiej kelnerki obsługującej ekskluzywne prywatne przyjęcia. Wkrótce awansuje i zostaje „śpiącą pięknością” – pogrążoną we śnie towarzyszką nocy starszych mężczyzn. Klienci mogą zrobić z jej uśpionym ciałem niemal wszystko, poza pełnym stosunkiem seksualnym, choć Lucy i przeciw temu raczej by nie protestowała.

44a225f0-28b3-0133-71ba-0a67ec7fcf67

Julia Leigh, reżyserka i autorka scenariusza, miała niewątpliwie niezły pomysł, pogubiła się jednak w jego realizacji. Z opowiadania Kawabaty Yasunariego zaczerpnęła ideę śpiących dziewcząt i odwiedzających je starców, nie potrafiła jednak wpleść jej w swoją własną opowieść. Australijka zmieniła punkt ciężkości w stosunku do literackiego pierwowzoru – narrację prowadzi z punktu widzenia Lucy (Emily Browning), młodziutkiej nimfetki próbującej utrzymać się na powierzchni, a jednocześnie marzącej o luksusowym życiu. Postać Lucy miała ogromny potencjał, zabrakło jej jednak wyrazistości i podania źródła jej życiowej postawy. Julia Leigh podjęła nieśmiałą próbę wyjaśnienia psychologicznej motywacji bohaterki wprowadzając widmo jej matki – alkoholiczki ze skłonnością do przemocy. Wątek ten jest jednak na tyle słabo zarysowany, że widz raczej nie jest w stanie odpowiedzieć sobie na pytanie: dlaczego? Dlaczego Lucy zgadza się na wszystkie upokorzenia, jakie serwują jej pracodawcy, dlaczego pozwala traktować się jak bezwolną lalę z seks shopu, tylko raz – pod sam koniec filmu – zgłaszając chęć poznania prawdy o wydarzeniach rozgrywających się w czasie, gdy ona sama pogrążona jest we śnie. Niewykluczone, że ukształtowało ją trudne dzieciństwo, być może jednak Lucy pozwala manipulować sobą dążąc do własnego celu, jakim są duże pieniądze. Brak psychologicznej motywacji sprawia jednak, że widzowi trudno jest wczuć się w sytuację Lucy, współczuć jej lub zrozumieć jej działania. Emily Browning doskonale poradziła sobie z rolą zimnej, wyalienowanej ze społeczeństwa, pozbawionej poczucia moralności dziewczyny. Nie ratuje to jednak filmu, który zamiast kipieć od emocji wydaje się chłodny i pusty. Widzowi nie pozostaje nic innego jak zdystansować się do oglądanej opowieści i nie angażować w nią emocjonalnie.

Ratunkiem mógł okazać się wątek starców, Julia Leigh wprowadziła go jednak dopiero w drugiej połowie filmu i, jak wcześniej wspomniałam, nie miała pomysłu jak go dobrze wykorzystać. Na kilka minut ciężar narracji Australijka przeniosła z Lucy na starców – walczących z upływającym czasem, swoją męską niemocą, życiowymi rozczarowaniami. Mogła z tego powstać świetna opowieść o samotności starszych ludzi, Julia Leigh prześliznęła się jednak po temacie koncentrując się na nagim ciele Lucy, a nie psychicznych rozterkach jej klientów.

Zaletą filmu Sleeping Beauty są przepiękne zdjęcia Geoffreya Simpsona, nadające całej opowieści oniryczny, ulotny klimat. Nie są one jednak w stanie ukryć faktu, że Julia Leigh nie powiedziała widzowi nic nowego ani oryginalnego. Szkoda z marnowanej szansy, bo z materiału dostarczonego przez Kawabatę i Marqueza mógł powstać zupełnie inny, znacznie lepszy film. Emocjonalny, głęboki, stanowiący istotny głos w dyskusji o starzejącym się społeczeństwie zachodnim.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s