SŁOWO NA NIEDZIELĘ

Kto ty jesteś? Polka mała…

Krótka historia o tym, jak w zaledwie dwanaście miesięcy, zostałam wrogiem Ojczyzny. Przy pomocy roweru, marchewki i tęczowej flagi.

Małe dzieci straszą we śnie potwory, które nocą wypełzają spod łóżek i chwytają za wystające spod kołder stopy. Jarosław Kaczyński, polski premier in spe, z okresu dziecięctwa wyrósł kilkadziesiąt lat temu, wciąż jednak ścigają go upiory. Zaiste, straszliwe to bestie – dosiadające roweru, uzbrojone w marchewkę i szpinak, przyjmujące tęczowe umaszczenie. Imię ich jest równie straszliwe jak wygląd, i taką samą budzi grozę. To lewaki, z gatunku homo sapiens i myślens. W dodatku myślens samodzielnie, bez pomocy państwa, partii i kościoła. Zupełnie nieświadomie, w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy, dołączyłam do ich grona. Dlaczego? Otóż dlatego, że:

Jestem cyklistką rower to jest świat śpiewał Lech Janerka, a ja nie mogę się z tymi słowami nie zgodzić. Odkąd chrzestna matka nauczyła mnie jeździć na dwukołowym rowerze, przemierzam na nim – może nie świat, ale na pewno Warszawę i okolicę. Powodów jest kilka: rower jest fajny sam z siebie, pozwala uniknąć korków i wąchania współpasażerów z komunikacji miejskiej, pomaga utrzymać formę i ćwiczyć połamane niegdyś kolano. Jedyna jego wada to niemożność czytania podczas jazdy. Potworność bycia cyklistą przejawia w częstszym niż czterotygodniowe korzystaniu z jednośladów, co zadaje kłam słowom ministra Waszczykowskiego, przekonanym, że polski rowerzysta pedałuje tylko przez jeden, słoneczny miesiąc w roku.

20150214_112749
14 lutego 2015 roku a ja pedałuję. Z mamą. Niedaleko pada jabłko od jabłoni.

 

Jestem wegetarianką – jak powszechnie wiadomo wegetarianie to wygłodniałe bestie, u których brak mięcha w codziennym pożywieniu skutkuje gwałtownym wzrostem poziomu agresji. Ich żywieniowe preferencje jawnie godzą w – mięsem stojące – kulinarne tradycje Najjaśniejszej Rzeczypospolitej. A uderzenie w tradycję to uderzenie w polskość.

Jestem wściekłą macicą – to wyjątkowo zajadła odmiana bestii zwanej feministką. Nie dość, że domaga się równych praw dla obu płci i uważa, że jako kobieta w niczym nie ustępuje mężczyźnie, to jeszcze ośmiela się przebąkiwać o prawach reprodukcyjnych. Nie zgadza się być żywym inkubatorem, noszącym w łonie dziecko skazane na śmierć zaraz po porodzie lub w jego trakcie, bądź poczęte w wyniku gwałtu. Nie zamierza pozwolić, by obdarto ją z godności i zdrowia psychicznego, wycenione na 4 tys. zł.

Katoliczką jestem tylko z nazwy – gwoli ścisłości: zostałam ochrzczona, nikt bowiem nie pytał mnie o zdanie. Do komunii przystąpiłam, bo była okazja do założenia fajnej kiecki, a do tego dwa razy namawiać nie trzeba. Tu zresztą, mama i babcia pokpiły sprawę, bo zamiast wymarzonej księżniczkowej kreacji miałam prostą wydzierganą na szydełku sukienkę. Przed bierzmowaniem powiedziałam już stanowcze: nie, nikt by mnie zresztą do niego nie dopuścił, bo z lekcji religii zrezygnowałam trzy lata wcześniej. Zaraz po tym jak ksiądz wyrzucił mnie z zajęć za czytanie Sagi o ludziach lodu. Niedawno zawitałam do mojej parafii próbując omówić szczegóły apostazji. Proboszcz zapytał czy się naćpałam… Ateistką nie jestem, w siłę wyższą wierzę, jest mi jednak doskonale obojętne czy jej imię to Jahwe, Bóg, Wisznu czy Amaterasu. Moją faworytką jest Durga, przed której gniewem podawał tyły nawet Mahadeva, władca bogów. Jeśli się mylę to ja beknę na sądzie ostatecznym, Jarosław Kaczyński o moją duszę martwić się nie musi.

14371996_10210276863379437_160415802_n
Durga, czyli ten aspekt kobiecości, z którym Jarosław Kaczyński nie chciałby się spotkać.

Popieram związki jednopłciowe – chcecie wiedzieć jak bardzo obchodzi mnie z kim sypia mój sąsiad lub koleżanka z pracy? Mniej więcej tak jak amplituda rocznych temperatur w starożytnej Mezopotamii lub zbiory bawełny w południowej Karolinie. Wyznaję zasadę: żyj i pozwól żyć, i nikomu pod kołdrę nie zaglądam, chyba że jego obyczaje seksualne krzywdzą inną osobę. Jestem więc radosnym, tęczowym stworem, który na marność współczesnych facetów narzeka nie z koleżankami, a z kolegami-gejami. Dwóch z nich od dziesięciu lat żyje w udanym związku, we wspólnie kupionym mieszkaniu, w towarzystwie psa. Labradora ciasteczkowej maści. Stanowią więc jawną kpinę z podstawowej komórki społecznej, jaką jest rodzina, a to stanowi przecież uderzenie w polskość.

Nie jestem matką – byłam w Paryżu, byłam w Tokio, robię specjalizację pisząc doktorat i przymierzam się do kupienia mieszkania za własne (i częściowo banku) pieniądze. Mojemu zegarowi biologicznemu najwyraźniej urwały się wskazówki, nigdy bowiem nie słyszałam jego tykania. Nowych obywateli Polsce wprawdzie nie przysporzę, darmozjadem jednak nie będę – na trzynaście lat pracy zawodowej, tylko przez rok miałam etat, na emeryturę składam więc sama do skarpety. ZUS się o mnie martwić nie będzie, więc i Jarosław Kaczyński moją macicę może zostawić w spokoju.

dsc_2221_2021
Bezdzietna, która właśnie spełniła kolejne marzenia pozdrawia z Tokio.

Stoję tam, gdzie stało ZOMO – dlaczego? Otóż dlatego, że nie zgadzam się z jedynie (nie)słuszną polityką Jarosława Kaczyńskiego. Fakt, nie zgadzam się. Nie zgadzam się z ksenofobią, rasizmem, dyskryminacją, polityką skłócania wszystkich ze wszystkimi, inwigilacji i oszczerstw. Nie wierzę w zamach smoleński, potępiam czapkowanie kościołowi, sprzeciwiam się ideologii Polski dla Polaków.

Moi dziadkowie przez wiele lat byli oficjalnie uznawani za wrogów Polski. Oni jednak solidnie na to zapracowali: w Armii Krajowej, Batalionach Chłopskich, antykomunistycznej opozycji. Ja po prostu wcinam zielsko i żyję według własnych zasad. I wiecie co? Jeśli taka ma być współczesna Polska, to ja faktycznie jestem jej wrogiem. Kto ty jesteś? Polka mała. Ta z gorszego sortu.

Advertisements

5 thoughts on “Kto ty jesteś? Polka mała…

  1. „Do komunii przystąpiłam, bo była okazja do założenia fajnej kiecki, a do tego dwa razy namawiać nie trzeba.” Blanka, kocham Cię 😀
    Wiem, że to wyrwane z kontekstu i nie do końca obrazuje całość wpisu, ale bardzo mi się spodobało. Rewelacyjna manifestacja własnych poglądów z którymi mocno się zgadzam. Żyj i daj żyć innym – tak, dokładnie. Państwo coraz bardziej wtrynia się we wszelkie aspekty życia, zamaist pomagać obywatelom, to tworząc coraz to trudniejsze przeszkody. Życie w Polsce coraz bardziej przypomina mi impreze surwiwalową. Tylko, że z takiej można kiedyś wrócić, a z życia we własnym kraju już ciężej. Ja się wypisałam, choć paszport jeszcze mam :/

  2. Lolanta, świetnie to ujęłaś – życie w Polsce to impreza surwiwalowa! Tak, tak, po stokroć tak. Niestety. Ja również nie wykluczam wypisania się z tej imprezy (może jakiś fajny zagraniczny grant po doktoracie?), choć tutaj mam całe moje życie. Zbrzydło mi jednak uchodzenie za obywatela gorszej kategorii.

  3. No i czegóż było się obawiać? Świetny wpis! 🙂 Dużo nas łączy, siostro feministko, bo ja też:
    – jestem wegetarianką (och, prawie, zawsze muszę uczciwie powiedzieć, że wciąż jem ryby, więc niektórzy „prawdziwi wegetarianie” by mnie pogonili, ale… „żyj i daj żyć innym” ;)),
    – jestem wściekłą macicą,
    – katoliczką jestem tylko z nazwy (nie wierzę w żadnego boga, i też chciałam się wypisać z Kościoła, ale nie mam zamiaru tego robić na ich warunkach, tj. tłumaczyć się, że nie żyję według zasad wiary, przychodzić ze świadkami etc.),
    – popieram związki jednopłciowe (jak najbardziej, każdy ma prawo do szczęścia! I też mam w swym otoczeniu osoby homo i wiem, jak im jest w naszym kraju ciężko pod pewnymi względami. I wciąż mam nadzieję, że kiedyś będę w Polsce gościem na jakimś homoseksualnym ślubie :)),
    – nie jestem matką (i też mi, szczęśliwie, nic nie tyka – i oby nie zaczęło! – mimo że mam 28 lat. Spełniam się w inny sposób, nie jako matka).

    Więc: piąteczka, Blanko 🙂

  4. Dlatego Cię uwielbiam i dlatego się dogadujemy 🙂 Ten tekst jest kapitalny, powinien trafić do jakieś gazety z Twoim nazwiskiem, by więcej osób go poznało. Coś pięknego!
    A tak swoją drogą:
    – też jestem katoliczką tylko z nazwy – owszem, wierzę w siłę wyższą tak jak Ty, ale mniejsza mi o to, pod jakim imieniem ta siła występuje;
    – jestem za związkami jednopłciowymi i nie widzę żadnego uzasadnienia w nazywaniu homoseksualizmu chorobą psychiczną i tępienia ludzi tej orientacji – „żyj i daj żyć innym”;
    – za wściekłą macicę też się uważam od lat. Aczkolwiek przyznam, że chcę, wraz z zachowaniem równości w uprawnieniach i życiu codziennym, by panowie nie zapominali o tych drobnych gestach, jak przytrzymanie drzwi, ustąpienie miejsca ciężarnej etc. Obecnie prędzej kobieta to zrobi dla kobiety;
    – i cóż, matką nie jestem i nic się nie zapowiada ani na macierzyństwo, ani choćby na związek, więc na razie też spełniam się na inne sposoby 🙂 A jeśli kiedykolwiek w ciążę zajdę, to wyjadę z kraju, by móc sama decydować o życiu swoim i dziecka.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s