KULTURA, GŁUPCZE!

Martwe za życia:”Strachu nie ma” w Teatrze Powszechnym

Spektakl będący głosem sprzeciwu wobec zawłaszczania niezależności i seksualności hinduskich kobiet. Mocny ideologicznie, artystycznie zaledwie średni.

Indyjską kulturę cechuje ambiwalentny stosunek do kobiecości, a także wytworzony na przestrzeni wieków i usankcjonowany tradycją, mechanizm manipulowania kobiecą seksualnością. Z jednej strony kobiecość utożsamiana jest z śakti – żeńską energią i boską zdolnością kreacji, z drugiej strony jednak odpowiada za wyjątkowo niską pozycję kobiety w hinduistycznym społeczeństwie. Kobieca seksualność jest poddana stałej kontroli – społeczeństwo indyjskie jest społeczeństwem patriarchalnym, w dodatku podzielonym na kasty, do których przynależność dziedziczona jest w linii męskiej. Mężczyźni muszą więc być pewni swojego ojcostwa, co oznacza ścisły nadzór nad życiem seksualnym ich żon, sióstr i córek. Od seksualnego życia kobiet w dużej mierze zależy także honor rodziny – aktem cudzołóstwa kobieta może sprowadzić hańbę na swoich bliskich. Kobieta indyjska ma więc dwie role, które wypełniają jej społeczną przydatność: matki i żony.

To właśnie tradycyjnie rozumiana rola społeczna kobiet stanowi przyczynę wyjątkowo trudnej sytuacji kobiet niezamężnych oraz wdów. Kobiety, które straciły mężów, stanowią zagrożenie dla społecznego ładu. Przez setki lat w Indiach normą było wydawanie za mąż nawet kilkuletnich dziewczynek – miało to stanowić gwarancję dziewictwa w momencie ślubu. Wdowami zostawały więc często bardzo młode kobiety, ze świeżo rozbudzonymi i niezaspokajanymi potrzebami seksualnymi. „Chroniąc” wdowy przed nimi samymi i ich nieokiełznanymi instynktami, tradycja indyjska nałożyła na nie obowiązki i zakazy, które de facto zepchnęły je na margines społeczeństwa. Choć obyczaj samopalenia kobiet na stosach pogrzebowych ich mężów niemal całkowicie zanikł, sytuacja wdów wciąż pozostaje daleka od idealnej. Oskarżane są o doprowadzenie do śmierci męża – choćby poprzez złe postępowanie w poprzednim życiu. Nie mają prawa do powtórnego małżeństwa, noszenia barwnych strojów i ozdób, jedzenia przyprawionych potraw. Powinny spędzać całe dnie na modlitwie w intencji zmarłych mężów i pokucie za popełnione grzechy. Ideałem jest wdowa, która usuwa się z aktywnego życia i zamykając w aśramie kieruje całą uwagę na sprawy duchowe. Nie bez znaczenia są także względy ekonomiczne. Wdowy przez setki lat stanowiły finansowe obciążenie zarówno dla własnych krewnych, jak i rodziny zmarłego męża. Religijny nakaz śmierci na stosie pogrzebowym małżonka, lub wycofania się z doczesnego życia, uwalniał rodziny od konieczności wykarmienia osoby nie przynoszącej żadnych korzyści.

strachuniema_b1_loga_www

Szacuje się, że w Indiach żyje obecnie ok. 40 mln wdów, co stanowi 10 proc. całej populacji kobiet w tym kraju – dla wielu z nich schronieniem stają się święte miasta: Wryndawan i Waranasi, których ulice i aśramy od setek lat stanowią azyl dla kobiet wyrzuconych z domów przez rodziny ich samych lub zmarłych mężów. Nieoficjalne statystyki mówią o 6 tys. wdów żyjących we Wryndawanie, miejscu, gdzie dzieciństwo spędził bóg Kryszna i jego ukochana Radha. Kobiety te zarabiają na życie żebrząc lub oddając się prostytucji, często są to bowiem bardzo młode dziewczyny. Jeśli mają szczęście, znajdują opiekę w prowadzonych przez organizacje pozarządowe schroniskach. Zapewniają one nie tylko dach nad głową i wyżywienie, ale często także jedyny dostęp do podstawowej edukacji.

Hinduskie wdowy to kobiety martwe za życia, martwi natomiast głosu nie mają. Są jednak żywi, którzy chcą nie tylko mówić, ale i krzyczeć w ich imieniu, jak choćby twórcy spektaklu Strachu nie ma. Problem w tym, że ich głos nader często zamienia się w kakofonię – chaotyczną, pozbawioną sensu mieszaninę krzyku, pieśni i melorecytacji. Znacie powiedzenie „przerost formy nad treścią”? Do spektaklu w reżyserii Łukasza Chotkowskiego pasuje ono doskonale. Ale po kolei. Interaktywny performance Strachu nie ma powstał we współpracy warszawskiego Teatru Powszechnego, teatru Kasba Arghya z Kolkaty oraz Instytutu Adama Mickiewicza, co oznacza, że na scenie można było oglądać aktorów z Indii i Polski. Indyjscy artyści stanęli na wysokości zadania: ich stonowana technika aktorska nie przesłoniła ideologicznego wydźwięku spektaklu, ani też nie została przez niego zdominowana. Zachwyt budzić mógł zwłaszcza Raju Bera, którego taniec – łączący elementy bharatanatyam i kathaku z techniką zachodniego tańca nowoczesnego – stanowił doskonałą ilustrację słów wygłaszanych przez Simę Ghosh. Zawiodły natomiast polskie aktorki, grające z nieznośną, afektowaną manierą uczestniczek wieców politycznych. Może i taki był zamysł reżysera, dla mnie jednak był to zamysł chybiony. Połączenie angielskich tekstów piosenek w wykonaniu Joanny Halszki Sokołowskiej, sanskryckich mantr śpiewanych przez Tapasa Chatterjee’go, polsko-bengalskich krzyków pozostałych członków obsady powodowały też niekiedy, że spektakl stawał się mało czytelny. Krzyk jest głośny, doskonale słyszalny, gdy jest go zbyt dużo staje się jednak jedynie kolejnym, nic nie znaczącym hałasem. Czasem warto zniżyć głos do szeptu, aby osiągnąć ten sam, jeśli nie mocniejszy efekt.

Plusy? Świetna, choć oszczędna scenografia. Inscenizacja pochówku wciąż żywej, a jednocześnie martwej wdowy, dokonywana przez bramina. Pełne wyrazu i emocji, a jednocześnie stonowane kreacje Simy Ghosh i Raju Bery. Muzyka, oparta w dużej mierze na pieśniach wdów z Wryndawanu. To wszystko sprawiało, że spektakl Strachu nie ma mógł stanowić dla widza ciekawe doświadczenie. Raczej socjologiczno-kulturowe jednak, niż artystyczne.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s