CZWARTEK KINOMANA

Indiana Jones po irańsku: „Wejście smoka” Maniego Haghighiego

Baśń o łowcach smoków zadająca pytania odnośnie historii współczesnego Iranu. Szalona mieszanka wszelkich możliwych gatunków filmowych, wbrew prawom fizyki i sztuki filmowej tworząca zgrabną, zachwycającą wizualnie całość.

Iran, 1965 rok. Babak Hafizi (Amir Jadidi), inspektor teherańskiej tajnej policji, otrzymuje zadanie, które wywróci jego życie, nie tylko zawodowe, do góry nogami. Teoretycznie sprawa jest prosta: Hafizi ma potwierdzić samobójstwo więźnia z położonego na odludziu zakładu karnego i zorganizować jego pogrzeb. Inspektor błyskawicznie orientuje się jednak, że śmierć denata miała niewiele wspólnego z zamachem na własne życie. Hafizi próbuje zrekonstruować ostatnie lata życia zmarłego więźnia, a jednocześnie ogarnąć rozumem dziwne zjawiska, które zachodzą wokół niego. Tajemnicze, ograniczone miejscowo trzęsienie ziemi, przeklęty cmentarz, kobieta uwięziona w piwnicy, plemienne rytuały… Pustynia Qeshm, na której położone jest więzienie, okazuje się miejscem zamieszkanym przez dżinny, duchy, a nawet…smoka. Inspektor sprowadza na miejsce przyjaciół: geologa Behnama Shokouhiego (Homayoun Ghanizadeh) i dźwiękowca Kevyana Haddada (Ehsan Goodarzi). Razem próbują wyjaśnić tajemnicę pilnie skrywaną przez mieszkańców pustynnej wioski i zakładu karnego. Imają się przy tym dość niekonwencjonalnych metod, natykając się jednocześnie na kolejne sekrety ludzi pustyni. Pół wieku później babka Maniego Haghighiego odnajduje stare taśmy, z których reżyser poznaje historię trójki łowców duchów. Zafascynowany wciąż niewyjaśnionym losem Babaka, Behnama i Kevyana, postanawia nakręcić film o ich zagadkowej wyprawie. W tym celu musi przeprowadzić własne śledztwo.

wejscie-smoka

Wejście smoka! to gigantyczne filmowe puzzle, skonstruowane z pozornie nie pasujących do siebie elementów. W jednym obrazie Mani Haghighi połączył baśń, kryminał w stylu noir, dokument, film przygodowy na modłę Indiany Jonesa, thriller, i melodramat. Historię o duchach skonfrontował z problemem zabójstw honorowych, zbrodniami reżimu szacha Mohammada Rezy Pahlawiego i miłością niemożliwą. Teoretycznie to nie miało prawo się udać. W praktyce, wbrew wszelkim prawom fizyki i sztuki filmowej, tworzy zgrabną i spójną całość. Nie tracąc przy tym w dodatku, charakteru kina wysokiego. Jedyne co w tej układance zgrzyta to para dokumentalne wstawki, wyjaśniające genezę powstania filmu. Owszem, są ciekawe i oryginalne, zaburzają jednak baśniowy charakter całości.

Haghighi stawia w Wejściu smoka! wiele pytań odnoszących się do najnowszej historii Iranu, na żadne nie daje jednak odpowiedzi. Tytułowy smok, co oczywiste, stanowi metaforę, jej rozszyfrowanie reżyser pozostawia jednak widzowi. Najprostsza i najbardziej oczywista interpretacja związana jest z uciskiem ze strony autorytarnej władzy lub nadchodzącą rewolucją islamską, nie zaryzykuję jednak postawienia ostatecznej diagnozy. Wejście smoka! to obraz mocno osadzony w społeczno-kulturowym kontekście, nie na tyle hermetyczny jednak, by stać się niezrozumiałym dla ludzi spoza ojczyzny jego twórcy. Mimo gatunkowego szaleństwa film Haghighiego nie jest obrazem, w którym akcja pędzi na łeb na szyję – reżyser snuje swoją zwariowaną opowieść niespiesznie, dając widzowi czas nie tylko na połapanie się w momentami nieco zawiłej fabule, ale i delektowanie się pięknem obrazu. Wejście smoka! Zachwyca doskonale skomponowanymi kadrami, feerią nasyconych barw i oryginalną charakteryzacją bohaterów, podkreślającą jakże odmienne osobowości Babaka, Kevyana i Behnama. Wszystko to nadaje obrazowi estetykę baśni, podczas gdy muzyka, będąca połączeniem ludowej twórczości mieszkańców pustyni z zachodnią elektroniką, wprowadza ledwo wyczuwalny, ale stale obecny nastrój grozy i oczekiwania na nieznane. Obraz Maniego Haghighiego został uznany za jeden z najdziwniejszych filmów ubiegłorocznego festiwalu filmowego w Berlinie. Dla mnie wniosek jest jeden: chcę oglądać wyłącznie dziwne filmy.

Reklamy

2 thoughts on “Indiana Jones po irańsku: „Wejście smoka” Maniego Haghighiego

  1. Trzeba kochać dziwne rzeczy – na inne szkoda czasu 😉
    Czekam na więcej wpisów o kinie irańskim. Chciałbym żeby ktoś mnie wprowadził w temat… a kto to może zrobić lepiej niż Ty? 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s