KSIĄŻKI

Wywiad z Jakubem Poradą

Mam słabość do ludzi, którzy wychodzą poza utarte schematy, nie pozwalają zamknąć się w konkretnych szufladkach, i nie ograniczają się do jednej formy działalności. Do ludzi, którzy mają pasję, napędzającą ich do działania i nie pozwalającą na nudę i zniechęcenie. Do takich ludzi, bez wątpienia, należy Jakub Porada – dziennikarz, wykładowca, aktor, autor przewodników turystycznych, pasjonat podróży i muzyki lat 80. Z Jakubem rozmawiam o drugiej w jego dorobku literackim powieści Dziewczyny w białych tenisówkach.

S.M.: Kim są tytułowe dziewczyny w białych tenisówkach?

J.P.: Wszystkie dziewczyny, które bohater książki spotkał, albo takie, które wydawało mu się, że spotkał. Historia jest wymyślona, chociaż postaci występujące w tej książce, nie we wszystkich przypadkach, ale w wielu, istnieją realnie. To że istnieją stanowi jednak tylko punkt wyjścia. Sytuacje, które tam się zdarzyły są wykreowane przeze mnie. Natomiast metaforycznie dziewczyny w białych tenisówkach to jest tęsknota za czymś co minęło, co się nie powtórzy. Tak naprawdę chciałem przekazać w tej książce jak najmocniej to, że na pewne rzeczy jest czas, i że później już nie jesteśmy w stanie tej przeszłości nadrobić. Możemy oczywiście próbować odzyskiwać jakąś tożsamość, przeszłość, czyli nawiązując do przysłowia, że nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki, ale kąpiel wcale nie musi być przez to mniej przyjemna. To prawda, ale z drugiej strony trzeba uświadomić sobie fakt, że na pewne rzeczy człowiek jest za stary, nawet nie w sensie wiekowym, ile w sensie mentalnym. Że po prostu było i minęło. Bohater książki i ludzie, którzy są obok nas, być może my nimi po części jesteśmy, nie zawsze w porę to sobie uświadamiają, nie są w stanie przeskoczyć z jednego etapu życia do drugiego. Czyli jest to połączenie pewnej niedojrzałości emocjonalnej z chęcią wejścia w dorosłość, mimo że ktoś dawno już tym dorosłym jest. I te dziewczyny w białych tenisówkach symbolizują w moim przekonaniu taką niewinność. Pamięć idealizuje przeszłość, jeżeli człowiek kilkadziesiąt lat temu miał szesnaście – siedemnaście lat to wcale nie było tak kolorowo i były rzeczy lepsze i gorsze. Z biegiem lat jednak te gorsze się zacierają i zostają często te lepsze. Więc dziewczyny w białych tenisówkach to jest ta lepsza część młodości i o tym jest ta opowieść.

S.M.: Wiem, że Mały, Helmut, Góral to były autentyczne postaci z twojego dzieciństwa. A Benek? Ile z Ciebie jest w Benku?

J.P.: Procentowo nie jestem w stanie tego podać, chociaż pewnie gdybym bardzo się postarał to potrafiłbym zaprezentować jakiś podział np. więcej niż połowa, może nawet dużo więcej niż połowa. Na pewno to, że główny bohater jest muzykiem świadczy o tym, że to nie jestem ja. Z drugiej strony wiele historii, które w książce się wydarzyły, jest związanych ze mną, bo tak naprawdę to jest opowieść o moim osiedlu w Kielcach, o moim blokowisku. To że są to Kielce nie zmienia jednak faktu, że to może być Szczecin, Gorzów Wielkopolski albo Krosno. Takie same blokowiska były wszędzie i gdy pisałem pięć lat temu Chłopaków w sofixach, gdzie występują w dużej mierze ci sami bohaterowie, tak teraz w Dziewczynach w białych tenisówkach chciałem znowu wrócić do tego czasu, uzupełnić go o materiały, które wcześniej mi do głowy nie przychodziły i przedstawić też siebie. Jestem tam ja, oczywiście, ale to jest trochę jak torrenty w sieci – są jak w Matrixie po kawałeczkach ściągane i też w kawałeczkach są wysyłane, tak że sami już nie wiemy, który fragment jest aktualnie przesyłany na nasz komputer, a który z naszego komputera wychodzi. Więc odpowiadając na pytanie, ile mnie jest w tej postaci powiem: sporo.

26d74ab3c1b5e53536e7eeb7284760f430ae106e
Zdjęcie pochodzi z Burda International Polska

S.M.: Benek jest dla mnie fascynującą postacią. To jest nastolatek, który z jednej strony czyta Dostojewskiego i Balzaca, słucha dobrej muzyki, ogląda ambitne filmy, a z drugiej strony siedzi na murku i żłopie piwo z kolegami, i to tak na umór.

J.P.: Zawsze mi się wydawało, że ideałem jest stworzenie osoby, która, jeżeli wyobrazimy sobie po lewej stronie naukę, a po prawej zabawę, potrafi odnaleźć się gdzieś pośrodku. Czyli, że….akurat teraz się uśmiecham, bo było parę ideologii w historii, które potrafiły to wypaczyć, ale powiedzmy „w zdrowym ciele, zdrowy duch” nawiązując do greckiej maksymy, byłoby idealną zasadą. Czyli człowiek, który ma głowę na karku, jest oczytany, zna się na wielu rzeczach, ale jednocześnie nie jest też typem jakiegoś geeka czy kujona, który cały czas siedzi w książkach i na boisku już się nie sprawdza, a o dyskotece to już w ogóle nie ma co mówić. I nie ma szans w ogóle, żeby jakąś dziewczynę poznał.

Używki ówczesnych czasów, wtedy na szczęście nie było dopalaczy i narkotyków, głównymi używkami były papierosy, alkohol i klej. To były zagrożenia tamtych czasów. Alkohol to tanie wino, jeśli w ogóle było. Wydaje mi się, że jak człowiek jest młody i głupi, to wszystko jawi mu się jako bardziej męskie, więc chłopaków ciągnie do takich używek – siedzą na ławce, piją wino, odurzają się alkoholem i są zachwyceni z tego powodu, bo uważają, że przez to są bardziej dorośli. Nie usprawiedliwiam tego, opisuję po prostu jak było. Z tego wynikało to przywiązanie do kolegów. Natomiast czytanie…zawsze interesowała mnie literatura, wydawało mi się, że gdyby ktoś z jakiegoś powodu zabronił mi czytać książki, to strasznie bym z tego powodu cierpiał. Nie było w latach 80. komputerów, poza Atari czy Spectrum, telewizja miała dwa kanały, więc chodziło się do kina albo do teatru, rozrywką była też książka, nie zawsze zresztą dostępna. Pamiętam, że książki MacLeana czy Fosytha, takie ówczesne bestsellery, nie były dostępne w księgarniach – zapisywało się na nie w bibliotece po znajomości. Tolkiena przeczytałem trzeci tom tylko, bo pierwszego i drugiego kolega nie miał, mógł mi tylko trzeci pożyczyć. Dopiero po latach nadrobiłem zaległości. Dlatego te książki się chłonęło, co zresztą do dzisiaj mi zostało. Pomyślałem, że jeśli poznam dobrze literaturę światową, to będę mógł wykorzystywać to w kontaktach damsko-męskich, okazało się jednak, że to tak nie działa. Ale wkręciłem się i uznałem, że dwie najważniejsze literatury światowe, które mogą dostarczyć największych wrażeń, to jest literatura rosyjska i amerykańska. Oczywiście, inne też są ważne, ale to jest podstawa, na której się bazuje. To, co największego powstało, to albo z głodu albo z przejedzenia, czyli z dwóch skrajności. Gdy człowiek jest głodny to jest wkurzony i pisze, tak jak Knut Hamsun napisał Głód. Jeżeli jest przeżarty Mc Donaldami natomiast to kontestuje i też pisze książki, tak jak Jack Kerouac. Czytając książki zacząłem myśleć o tym, analizować. A alkohol to dodawanie odwagi w kontaktach damsko-męskich, dla młodych ludzi szczególnie ważnych. Bohater książki nie jest specjalnie śmiałym człowiekiem, musiał więc dodawać sobie poczucia, że jest herosem. Taki miks mógł zaistnieć – być i mądrym chłopakiem, a jednocześnie równym kolesiem.

S.M.: Benkowi podryw na literaturę średnio wychodził. Więc jak to było, faktycznie taki sposób nie działał?

J.P.: Nigdy nie wiesz jak druga strona zapatruje się a twoje zainteresowania. Moi bohaterowie wiedzieli, że dziewczyny można poderwać przez muzykę, bo dziewczyny na to lecą. Gitarzysta, basista, perkusista – to brzmiało elegancko. Natomiast chodzenie z książką pod pachą, czy używanie cytatów z powieści, nie było szczytem mody. Wydawało się więc, że taki chłopak niespecjalnie rokuje. Ale z czasem on się uzależnił. Jeśliby stworzyć listę najpopularniejszych używek XX wieku to dla mojego bohatera uzależnieniem były książki, zdrowym uzależnieniem. Książki były też dla niego formą odskoczni od świata realnego, źródłem emocji. Pamiętam, że Braci Karamazow Dostojewskiego przeczytałem w jeden dzień – nie pamiętam już poszczególnych wydarzeń, ale pamiętam wątek psa Żuczka. Ten pies dźabnął kiełbasę, która miała igłę w środku i zdychał w męczarniach. Los Żuczka tak mi utkwił w pamięci – z całej powieści najbardziej pamiętam właśnie ten wątek. To jest też dowód na to, że czytanie nas ubogaca. Chciałem za wszelką cenę pokazać, że w tym turpizmie, w który książka obfituje, czyli wulgarne określenia, traktowanie dziewczyn w sposób, za który feministki byłyby wściekłe, zblazowane podejście do życia, kryje się wrażliwe wnętrze. Wielu moich bohaterów to osoby wrażliwe, o czym świadczy zamiłowanie do lektur, idealizowanie świata, a wokół, jak napisał Wyspiański, pospolitość skrzeczy. W związku z czym trzeba nakryć się taką kołdrą chamstwa, brutalności i wulgarności, żeby nikt ci nie dokopał. I to jest właściwie credo tych wszystkich bohaterów.

bf-niezly-numer-czyli-dziewc

S.M.: Od wielu lat już mieszkasz w Warszawie, a jednak akcję powieści umieściłeś w Kielcach. Czy to jest tak wielki sentyment do miasta dzieciństwa?

J.P.: Na pewno jest to sentyment. Uważam, że sentyment jest bardzo silnym instynktem i nie powinno się z niego rezygnować. Moja mama często powtarza mi, żeby nie patrzeć w przeszłość, żeby żyć teraźniejszością i przyszłością. W wielu poradnikach mówi się też o konieczności odcięcia się od przeszłości. Uważam jednak, że przeszłość też jest ważna, nasza osobista historia jest ważna i warto ją odtwarzać, bo to stanowi naszą tożsamość. Ja do matury mieszkałem w moich rodzinnych Kielcach, potem nagle wyjechałem i nigdy już tam nie wróciłem na stałe. Zostało mi więc wspomnienie, które idealizuje tę przeszłość. Jak zdarza mi się wrócić na mój KSM, to idę przez miejsca, które opisałem w książce i mam świadomość, że one wyglądają bardzo nieciekawie. Ja jednak dostrzegam w tym urok.

S.M.: Benek powiedział w pewnym momencie, że jest uwięziony w przeszłości. Ja mam wrażenie, że wszyscy jesteśmy w tej przeszłości uwięzieni, że idealizujemy ją.

J.P.: Wydaje mi się, że niektórzy są bardziej uwięzieni niż inni. Ja, jako autor tej książki, przyłapuję się na tym, że wydaje mi się, że Benek po maturze i po wyjeździe z miasta utracił radość życia. Wszystko, co stało się później było jakimś wielkim okresem zagubienia, że nie tak miało być. Każdy kiedyś kończy szkołę, idzie na studia, zakłada rodzinę, to jest naturalna kolej rzeczy. Bohater nie chce, żeby tak było, nie chce się z tym pogodzić. Jest sfrustrowany, a przez to sięga po alkohol, decyduje się na przygodne związki z kobietami, nie może odnaleźć się w tym życiu, wydaje mu się, że wszystko jest nie tak, jak powinno. To jest niedojrzałość i on ma tego świadomość, bo nie jest głupi. Nie potrafi jednak znaleźć na to recepty. Dlatego finał tej książki jest jakimś światełkiem w tunelu: po całym tym kataklizmie, który przetacza się w życiu tego narcystycznie i egoistycznie nastawionego bohatera, on nagle uświadamia sobie, że inni ludzie też mieli uczucia, on ich jednak nie dostrzegał. To jest tak jak u ludzi uzależnionych, którzy muszą dotknąć dna, żeby się od niego odbić. I tu wracamy do pytania: przeszłość jest ważna, ale nie można nią cały czas żyć; trzeba pamiętać o tym, co się wydarzyło, ale nie należy bez przerwy tego analizować, przeżywać i poszukiwać.

S.M.: Ta książka aż pulsuje muzyką. Ja nie jestem wielką miłośniczką muzyki rozrywkowej, ale czytając twoją powieść, wrzucałam większość utworów, które były w niej wspominane, na YouTube i słuchałam.

J.P.: Dzięki Ci za to, bo taki był właśnie mój zamysł. Nawet na końcu stworzyłem audiografię, żeby każdy mógł wyszukać te piosenki w internecie. Muzyka lat 80. była wszechstronna, bardzo różnorodna, poza dużą porcją chłamu oferowała mnóstwo porządnego, ambitnego grania. A nawet jeśli nie ambitnego, to przynajmniej miłego dla ucha. Strasznie mnie wkurza, gdy słyszę w radiu w kółko te same utwory z lat 80. To jest zawsze Take on me A-Ha, Do You Really Want To Heart Me Boya George’a i Culture Club. Z polskich piosenek zazwyczaj leci Warszawski dzień lub Pod Papugami Niemena. To jest taki schemat, nikomu nie chce się wykonać trudu, żeby pogrzebać głębiej. Z wyjątkiem niektórych dziennikarzy muzycznych, takich jak Piotr Metz czy Piotr Stelmach, którzy mają ogromną wiedzę w tej dziedzinie i o każdej piosence potrafią opowiedzieć fantastyczne, mało znane rzeczy. Ta muzyka lat 80. zasługuje, żeby o niej mówić. I nawet jeśli fryzury Limahla albo członków Kajagoogooo wyglądają dziś nieco wieśniacko, to z drugiej strony Nick Beggs, który grał w tym zespole na basie, jest jednym z najlepszych gitarzystów basowych, jakich słuchałem.

S.M.: Na koniec chciałabym jeszcze zapytać o dalsze plany, oczywiście, literackie.

J.P.: Zacząłem układać w głowie kontynuację, na razie jednak bardzo swobodną. Myślę, że pociągnę losy głównego bohatera, które na pewno nie będą idealne i kolorowe, raczej będą obfitować w liczne błędy. Mam też powieść opowiadającą o życiu w korporacji, już prawie 500 stron, jednak nie poukładanych. Nawiązuję w niej do powieści Ojciec Goriot Balzaca, której bohaterem był student Rastignac. On przyjechał do Paryża goły jak święty turecki i w jednej ze scen stoi nad jakimś urwiskiem, patrzy na panoramę miasta i wygrażając niemal pięścią krzyczy: ja wam jeszcze pokażę. Bo on nienawidzi tego blichtru, ówczesnych celebrytów, salonów, bogatych dam. Strasznie chce się tam wkręcić, ale nie ma na to kasy. Nienawidzi i pożąda jednocześnie. I to jest motyw tej mojej powieści, którą roboczo nazwałem Życie zacina się po czterdziestce. To będzie opowieść o bohaterze, który przyjeżdża z małego miasta i dostaje pracę w znanej stacji telewizyjnej i który próbuje pokonać przeciwności losu i pokazać, że coś w tej branży znaczy. Przy okazji książka ta pokaże panoramę branży. Trzecią rzeczą, nad którą pracuję to zbiór opowiadań. Ich nicią przewodnią będzie pociąg, ale akcja toczyć się będzie w różnych przedziałach czasowych. Nazwałem go Opowieści kolejowe i to jest rzecz, która czeka na swój czas.

Bardzo dziękuję Jakubowi za rozmowę, a Was zachęcam do przeczytania mojej recenzji powieści Dziewczyny w białych tenisówkach, którą możecie znaleźć TU.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s