CZWARTEK KINOMANA

Obywatelka skandalistka: „Sztuka kochania” Marii Sadowskiej

Historia życia lekarki, która tysiącom kobiet podarowała małżeńskie szczęście, sama nigdy go nie zaznając. Pięknie opowiedziana, dowcipna i mądra, z lekko irytującym zakończeniem.

Polska, lata 40. XX wieku. Michalina Wisłocka (Magdalena Boczarska) to młoda studentka marząca o karierze naukowej u boku męża, Stanisława (Piotr Adamczyk). Przyszła rewolucjonistka już jako dwudziestolatka żyje niekonwencjonalnie, jej małżeństwo oparte jest bowiem na trójkącie. Ona sama zapewnia mężowi uniesienia duchowe i intelektualne, jej przyjaciółka Wanda (Justyna Wasilewska) natomiast satysfakcję seksualną. Młodziutka Michalina nie tylko nie jest w stanie zaspokoić erotycznych potrzeb męża, sama również nie czerpie radości z seksu. Do czasu, gdy kilka lat później, już jako rozwódka, poznaje Jerzego (Eryk Lubos), marynarza biegłego w sztuce miłości. Mężczyzna nie tylko zmienia diametralnie jej podejście do erotyki, ukierunkowuje również w dużym stopniu jej zainteresowania badawcze na kobiecą seksualność. Z czasem zainteresowania te przyjmują postać książki Sztuka kochania, której celem jest zrewolucjonizowanie życia intymnego Polaków. Wisłocka musi jednak stoczyć prawdziwą wojnę, aby zyskać prawo do jej publikacji. Przeciwko sobie ma komunistycznych działaczy, kościelnych hierarchów, a nawet niektórych kolegów po fachu. Za sobą natomiast, rzutka lekarka ma kobiety, które dzięki niej zyskały seksualną satysfakcję i małżeńskie szczęście.

sztuka-kochania_plakat

Sztuka kochania już na etapie scenariusza była tykającą bombą zegarową. Wszystko tu stwarzało ryzyko przerysowania, od scen seksu począwszy, przez nasycone erotyzmem dialogi, na konstrukcji głównej bohaterki kończąc. Twórcy obrazu potrafili jednak idealnie wyważyć proporcje i znaleźć złoty środek między rubaszną sprośnością a tanią wulgarnością. Sztuka kochania to przede wszystkim film świetnie zagrany, zarówno na poziomie pierwszo, jak i trzecioplanowego aktorstwa. Pierwsze skrzypce gra tu, rzecz jasna, rewelacyjna Magdalena Boczarska, która zdołała tchnąć życie w spiżowy posąg, jakim dla historii polskiej medycyny i obyczajowości jest Michalina Wisłocka. Stworzyła postać niejednoznaczną i wielowymiarową, z jednej strony szalenie wyzwoloną, z drugiej natomiast niespodziewanie konserwatywną, jednocześnie łagodną i pyskatą, ciepłą i agresywną. W roli męża Wisłockiej zaskakująco dobrze poradził sobie Piotr Adamczyk. Po latach jedynie pokazywania się na ekranie, w Sztuce kochania wreszcie miał coś do zagrania i mógł wyzwolić się z roli złotego chłopca polskiej kinematografii. Oby na dłużej niż jeden film. Serca damskiej części widowni kradnie jednak Eryk Lubos jako miłość życia Michaliny Wisłockiej. On i Magdalena Boczarska mogliby robić warsztaty dla Jamiego Dornana i Dakoty Johnson – stwarzałoby to szansę na pojawienie się prawdziwej chemii między Christianem Greyem i Aną w kolejnej ekranizacji opowieści o panu Szarym. Nawet bez pejczy, kajdanek i pokoi tortur. Można się wprawdzie zżymać za nazbyt cukierkowe, przywodzące na myśl bajki Disneya, kolejne scenerie romansu Michaliny i Jurka, bo też twórcy zaserwowali tu widzom sporą dawkę kiczu. Można to jednak uznać za kicz kontrolowany, czyli świadomy zabieg reżyserski, i przymknąć na niego oko.

Sztuka kochania to także film dobrze opowiedziany. Akcja toczy się naprzemiennie na dwóch płaszczyznach czasowych: w latach 40. i 70., nawet średnio uważny widz bez trudu nadąży jednak na zmianami fabuły. Taki sposób narracji nadaje filmowi Marii Sadowskiej dynamikę, która siada praktycznie w jednym tylko momencie. Chwilowe spowolnienie, dotyczące wątku romansu Michaliny i Jerzego w sanatorium, należy się widzowi pomiędzy jednym a drugim etapem walki Wisłockiej o wydanie jej rewolucyjnej książki. Sztuka kochania to wreszcie opowieść pięknie pokazana. Operator Michał Sobociński zrezygnował z typowej dla polskiej kinematografii maniery przedstawiania PRL jako epoki szarości, siermiężności i nijakości. Jego zdjęcia zachwycają ciepłymi, nasyconymi barwami, budząc w nieco bardziej dojrzałych widzach tęsknotę za dzieciństwem. Piękna jest bowiem Polska Ludowa w obiektywie Sobocińskiego: kipiąca zielenią, błyszcząca od gwiazd, złocąca się dojrzewającym zbożem. A i sceny erotyczne pokazane są wprawdzie dosadnie, ale ze smakiem, co wciąż jest rzadkością w polskim kinie.

Sztuka kochania to film szalenie dowcipny i dość lekki w odbiorze, pozostawiający jednak u widza, zwłaszcza płci żeńskiej zapewne, gorzki posmak. Pokazuje bowiem, że mimo upływu czasu oraz rewolucji seksualnych i obyczajowych, sytuacja kobiet niewiele się zmieniła. Może i więcej im wolno, jeśli jednak chcą wyjść poza przypisane im kulturowo role i osiągnąć coś więcej niż płaca minimalna, muszą się liczyć z wieczną samotnością. Ja tylko chciałam być jak Maria Skłodowska-Curie – mówi Michalina Wisłocka odchodząc ze studiów doktoranckich, aby poświęcić się zarabianiu na utrzymanie rodziny. W tym jednym zdaniu zamyka niespełnione marzenia milionów kobiet, którym na drodze do sukcesu stanęły konwenanse, normy obyczajowe, czy też nie rozumiejący ich ambicji mężczyźni. Wisłocka pomogła tysiącom Polek osiągnąć małżeńskie szczęście, sama jednak nigdy go nie zaznała. Takie kobiety się bowiem wielbi i podziwia, niezwykle trudno jednak kochać je w codziennym życiu.

Jeśli do czegoś można się w filmie Marii Sadowskiej przyczepić, to jest to zakończenie, sprawiające wrażenie nieco nachalnej reklamy nowego wydania słynnej Sztuki kochania. Lekki niesmak rekompensuje jednak wywiad z Magdaleną Boczarską jako Michaliną Wisłocką, warto więc wytrwać w fotelu w czasie napisów końcowych. Może też faktycznie warto zachęcać widzów do zajrzenia do dzieła życia Wisłockiej, biorąc pod uwagę, że po kilkudziesięciu latach władza znów zagląda Polakom pod kołdry. Sztuka kochania to bowiem nie tylko kwestia satysfakcji i radości z seksu. To także problem edukacji seksualnej oraz reprodukcyjnych praw kobiet. Wygląda na to, że w demokratycznej Polsce znów trzeba o to walczyć. Może więc Sztuka kochania posłuży polskim kobietom za inspirację.

Reklamy

4 thoughts on “Obywatelka skandalistka: „Sztuka kochania” Marii Sadowskiej

  1. oglądanie Sztuki Kochania to czysta przyjemność 🙂 na pewno zakupię sobie DVD jak wyjdzie, żeby jeszcze wrócić do tego filmu 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s