CZWARTEK KINOMANA

W matni: „Manchester by the Sea” Kennetha Lonergana

Pięknie opowiedziana historia o niemożności wybaczenia samemu sobie, życiu z traumą niszczącą jakiekolwiek uczucia i komunikacyjnym impasie. Subtelna i oszczędna w wyrazie, a jednak budząca niezwykle silne uczucia.

Stany Zjednoczone Ameryki, Boston. Lee Chandler (Casey Affleck) pracuje jako dozorca w kilku kamienicach. Zarabia grosze, wykonuje upokarzającą robotę, większość lokatorów doprowadza go do szału. Żyje niczym odludek, bez przyjaciół, z dala od rodziny, za jedyną rozrywkę mając wieczorne piwo w pobliskim barze. Lee nie ma jednak ambicji ani nadziei na nic lepszego. Nisko płatna praca poniżej kwalifikacji i samotność są bowiem karą, jaką dzień po dniu Lee wymierza samemu sobie. Mężczyzna nie może, lub nie chce, uporać się z traumą i poczuciem winy za tragedię sprzed lat. Z marazmu wyrywa go wiadomość o śmierci starszego brata, Joego (Kyle Chandler). Lee musi wrócić do rodzinnego miasta, by zająć się pogrzebem i zaopiekować się osieroconym bratankiem. Na miejscu okazuje się, że Joe ustanowił go prawnym opiekunem swego syna, licząc w dodatku, że Lee na stałe wróci do Manchesteru. Mężczyzna staje przed najtrudniejszą decyzją w swoim życiu, musi też stawić czoła demonom przeszłości, które w rodzinnym mieście dopadają go ze zdwojoną siłą. Podjęcia decyzji nie ułatwia mu ani zamknięty w sobie bratanek Patrick (Lucas Hedges) ani niechętni mu mieszkańcy miasta, ani nawet sam Manchester, w którym na każdym roku Lee dostrzega echa tragedii, która na zawsze złamała mu życie.

ho00003955

Wierzycie, że czas leczy rany, a co człowieka nie zabije, to go wzmocni? Po obejrzeniu Manchester by the Sea stracicie tę wiarę. Kenneth Lonergan pokazuje bowiem, że upływający czas nie jest lekarzem cudotwórcą, rany zabliźnia jedynie powierzchownie, tak że każde, najdrobniejsze nawet zdarzenie może je na nowo otworzyć. Bohater Manchester by the Sea to człowiek całkowicie wyjałowiony uczuciowo, pozbawiony emocji do tego stopnia, że nie jest w stanie opłakać ukochanego brata. Tragedia z przeszłości, za którą wciąż czuje się winny, okradła go z uczuć, pozostawiając jedynie pustą skorupę ciała. Lee Chandler posiada jedynie minimalne pokłady energii, pozwalające na wykonywanie podstawowych czynności życiowych. Na nic więcej, choćby uśmiech czy serdeczne słowo dla lokatorów, mężczyzny już nie stać. Jedyne emocje, jakie Lee jeszcze przejawia, znajdują odbicie w przesadnej agresji, nad którą młodszy z braci Chandlerów zupełnie nie panuje. Manchester by the Sea to opowieść o życiu z traumą nie dającą się przezwyciężyć, o permanentnym poczuciu winy, które karze bohaterowi stale wymierzać sobie karę. Lee nie jest w stanie wybaczyć samemu sobie i w ten sposób uporać się z przeszłością. Film Kennetha Lonergana to jednak także opowieść o matni, w jakiej znajduje się człowiek, któremu los zrzucił na barki ciężar nie do udźwignięcia oraz problemach komunikacyjnych. Lee nie jest w stanie przekazać przeżywanych wewnątrz serca emocji, oddać dramatu, z jakim boryka się od lat. W efekcie nie może w pełni porozumieć się z nastoletnim Patrickiem i byłą żoną Randi (Michelle Williams), która próbuje zasypać dzielącą ich przepaść. Żadne z nich nie może jednak znaleźć odpowiednich słów, aby wyrazić swoje uczucia. Słowa, zresztą, już dawno ich zawiodły, doprowadzając do kryzysu i rozpadu ich związku.

Casey Affleck nie bez przyczyny otrzymał Oscara za rolę Lee. Gra oszczędnie, nie szarżując i umiejętnie konstruując postać człowieka przegranego i odgrodzonego od innych niewidzialną barierą, któremu daleko jednak do obrażonego na świat chama. Aktorstwo całej obsady Manchester by the Sea cechuje, zresztą, niezwykła naturalność, wolna od tak charakterystycznego dla amerykańskich produkcji patosu. I dobrze, opowiadana przez Lonergana historia jest bowiem wystarczająco mocna, nie trzeba wzmacniać jej dodatkowo nadmierną aktorską ekspresją. Lonergan ma, zresztą, inne sposoby na wzbudzenie w widzach emocji. Choćby poprzez sceny pozornie błahe, takie jak nosze nie dające się wsunąć do karetki, gdy młodszemu z braci Chandler życie wali się w gruzy, czy mięso wciąż wypadające z lodówki wreszcie wyciskające łzy z oczu Patricka. Reżyser po mistrzowsku prowadzi narrację, bieżące wydarzenia przeplatając migawkami z przeszłości. W ten sposób krok po kroku, lecz z bolesną wręcz powolnością, odsłania ewolucję, jaką przeszedł charakter Lee Chandlera i jego sposób postrzegania świata. Niemal od pierwszych scen filmu widz wie, że w przeszłości bohatera czai się demon, który zżera go od środka. Ta pewność, że za chwilę szczęście Lee – męża i ojca trójki dzieci – zostanie zburzone, buduje wyjątkowy nastrój melancholii i smutku. Podobnie jak scenografia, na którą składa się zasypany śniegiem Manchester i zimne morze. Tytułowe miasto i wodny żywioł stanowią swego rodzaju odzwierciedlenie wiecznego chłodu panującego w sercu i duszy Lee. Finał filmu, daleki od happy endu, lecz niezwykle przez to życiowy, rozgrywa się już wiosną, a odżywająca po zimie natura daje nadzieję na nowy początek dla Lee i Patricka. Może nie tak doskonały, jak planował Joe, najlepszy jednak z możliwych dla dwóch osieroconych i skrzywdzonych przez życie mężczyzn.

Manchester by the Sea to film niezwykle oszczędny, niemal ascetyczny w wyrazie, od dialogów począwszy na scenografii kończąc. To właśnie ta oszczędność pozwala jednak Lonerganowi uniknąć pułapek, jakie przed każdym filmowcem stawia taki gatunek jak melodramat. Manchester by the Sea nawet przez minutę nie skręca w stronę łzawego sentymentalizmu, mimo to, a może właśnie dzięki temu, budząc w widzach niezwykle silne emocje. To doskonałe kino, długo nie pozwalające o sobie zapomnieć.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s