CZWARTEK KINOMANA

Uciekając przed przeznaczeniem: „Moonlight” Barry’ego Jenkinsa

Gorzka, lecz pięknie opowiedziana historia dorastania i poszukiwania samego siebie. Niebanalna, przełamująca utarte schematy i zaskakująca wrażliwością i poetyckością.

Czarnoskóry Chiron (Alex Hibbert), przez kolegów zwany Małym, od początku nie ma łatwo. Dorasta w biednej, niebezpiecznej dzielnicy Miami, w której rządzą gangi narkotykowe. Jest prześladowany przez rówieśników, wyczuwających w nim słabość i delikatność, którą z dziecięcą okrutnością i przenikliwością, utożsamiają z homoseksualną orientacją. Chłopca wychowuje matka (Naomi Harris), z dnia na dzień coraz bardziej pogrążająca się w narkotykowym nałogu. Osamotniony, zamknięty w sobie i pozbawiony rodzicielskiej czułości Chiron znajduje wsparcie i opiekę u Juana (Mahershala Ali), lokalnego dilera, sprzedającego narkotyki także matce chłopca. Juan i jego dziewczyna Teresa (Janelle Monáe) niemal bezwiednie przyjmują na siebie role zastępczych rodziców Chirona. Otwierają przed nim swoje serca, portfele oraz dom, który staje się dla chłopca oazą spokoju, bezpieczeństwa i względnej normalności. Wiele wskazuje na to, że Chiron ma szansę uciec przeznaczeniu i uniknąć pułapki młodocianej przestępczości. Jako nastolatek chodzi do szkoły, stroni od narkotyków i lokalnych gangów, stara się wspierać matkę. Zawiera także kruchą przyjaźń z Kevinem (Jharrel Jerome), podobnie jak on sam usiłującym odnaleźć się w swoim dorastającym ciele.

Tak, historia czarnoskórego geja może wydawać się filmem skrojonym pod Oscary. Tak, przedstawiona przez Barry’ego Jenkinsa historia może być odebrana jako banał i sztampa. Może być, ale nie powinna, amerykański reżyser posiada bowiem niezwykłą umiejętność snucia narracji, która nawet z pospolitej historii czyni opowieść uniwersalną i trafiającą do serca. Barry Jenkins dokonał rzeczy zaskakującej, w jednym filmie połączył bowiem tak skrajne emocje i estetyki jak banał i wzniosłość, poezję i prozaiczność, delikatność i brutalność. Niewykluczone, że niezwykła wrażliwość, z jaką opowiada historię Chirona, wynika z jego własnych doświadczeń życiowych – sam bowiem wychowywał się bez ojca, pod okiem uzależnionej od narkotyków matki. Doskonale zna więc i rozumie wszystkie odczucia i potrzeby swojego bohatera. Jednocześnie obdarzony jest wyjątkową filmową intuicją, która pozwala mu uniknąć pułapki kiczu i łzawej opowiastki o trudnym dzieciństwie na ulicy. Nie pozwala również widzowi na łatwe przyklejenie stereotypowych łatek bohaterom Moonlight. Owszem, Juan to diler, który przyczynia się do tragedii wielu ludzi, jednocześnie jest jednak kochającym partnerem dla Teresy i oddanym, pełnym czułości opiekunem dla obcego sobie przecież chłopca. Paula zaniedbuje syna, kocha go jednak jak potrafi. Odczuwa zazdrość wobec Teresy, zdaje sobie jednak sprawę, że jest ona dla Chirona prawdziwym błogosławieństwem, akceptuje więc uczucie chłopca do przybranej matki.

-1

Moonlight podzielony jest na trzy części, odpowiadające trzem etapom z życia Chirona, a jednocześnie przyjmowanym przez niego tożsamościom. Widzowie śledzą na ekranie proces dojrzewania czarnoskórego chłopca i jego przemiany z ofiary w silnego, przynajmniej pozornie, mężczyznę. W pierwszej części, zatytułowanej Mały, Chiron jest zagubionym, rozpaczliwie poszukującym rodzicielskiej miłości i akceptacji chłopcem. Znajduje ją u dilera narkotykowego, który zaskakująco chętnie przyjmuje na siebie rolę ojca. Uczy Chirona tak prozaicznych czynności jak pływanie, i tak ważkich jak pewność siebie, poczucie godności, samoakceptacja i umiejętność przejścia przez życie z podniesioną głową. To fascynująca relacja, Chiron wie bowiem, że to Juan w dużym stopniu przyczynia się do powolnego upadku jego matki. Wydaje się jednak, że kilkuletni chłopiec doskonale rozumie, iż Paula każdego dnia podejmuje samodzielną decyzję o sięgnięciu po kolejną działkę. Niewykluczone też, że potrzeba miłości jest u Chirona silniejsza niż uraza wobec Juana. Ani dilerowi, ani Teresie nie udaje się jednak zaszczepić w chłopcu pewności siebie. Chiron dorasta, stając się zahukanym chłopakiem, nie umiejącym radzić sobie z agresją i niezrozumieniem ze strony innych ludzi. Wciąż jest prześladowany przez szkolnych kolegów, jego matka rekwiruje każde pieniądze i przeznacza je na narkotyki, śmierć zabiera ponadto jedyną osobę, która mogła pomóc mu uciec przed przeznaczeniem. Zrozumienie znajduje u Kevina, rówieśnika o biseksualnych skłonnościach. Chiron jest potulny, z każdym kolejnym dniem, kolejną szykaną i kolejnym ciosem, także ze strony bliskiej mu osoby, narasta w nim frustracja. Tłumiona złość musi znaleźć ujście, a gdy moment ten nadchodzi, staje się punktem zwrotnym w życiu Chirona. Wygląda na to, że przeznaczenie upomniało się wreszcie o czarnoskórego chłopca z przestępczej dzielnicy, i wrzuciło go na właściwe życiowe tory. Chiron kończy jako narkotykowy diler, ukrywający swoją orientację seksualną oraz emocjonalność pod maską brawury i maczyzmu. Nie musi się obawiać dekonspiracji, nie przypomina już bowiem zahukanego chłopaczka z dawnych lat. Chiron jest silny. Ma wypracowane na siłowni mięśnie, złote zęby, sportowy samochód, i szacunek w dzielnicy. W głębi ducha pozostaje jednak złaknionym miłości chłopcem.

Moonlight jest więc przede wszystkim opowieścią o odkrywaniu samego siebie i akceptacji własnej osobowości, wyglądu i orientacji seksualnej. To także wiwisekcja afroamerykańskiej społeczności z przestępczych dzielnic wielkich miast, w której króluje maczyzm, kult siły i zerowa tolerancja dla wrażliwości, błędnie utożsamianej ze słabością. Film Barry’ego Jenkinsa to także, w pewnym sensie, oskarżenie wobec amerykańskiego systemu penitencjarnego, który zamiast wyprowadzić Chirona na prostą drogę, łamie go i mocniej pogrąża w przestępczym świecie. To film świetnie zagrany, z dobrze poprowadzoną narracją, nawet na moment nie grzęznący w banale. Gorzki, pokazujący bowiem, że czarnoskóry dzieciak wychowujący się w przestępczej dzielnicy, prędzej czy później wyląduje w gangu. A jednocześnie, poprzez otwarte zakończenie, dający nadzieję, że każdy, w każdym momencie swojego życia, jest w stanie je zmienić, jeśli tylko znajdzie w sobie odpowiednią dozę determinacji i siły. Nie bez znaczenia dla odbioru całości są świetne zdjęcia Jamesa Laxtona. Operator doskonale rozumie intencje reżysera i pracuje kamerą tak, by jak najpełniej zrealizować jego wizję. Zdjęcia Laxtona w jednym momencie przypominają szaleńczy roller coaster, by za chwilę pogrążyć widza w kontemplacyjnym zachwycie nad spokojem i pięknem oceanu. Moonlight przypadnie do gustu każdemu, kto lubi spokojne, niemal melancholijne kino i nieoczywiste sytuacje życiowe jego bohaterów.

Reklamy

One thought on “Uciekając przed przeznaczeniem: „Moonlight” Barry’ego Jenkinsa

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s