W STARYM KINIE

SMS FILMOWY: MARZEC

Najlepszy filmowy miesiąc w tym roku. Nie tak spektakularny jak czytelniczy, wciąż jednak więcej niż udany.

Działo się w marcu filmowo, aczkolwiek nie znalazło to wystarczającego odzwierciedlenia na blogu. Odbijam sobie w SMSie – jak mało kiedy zróżnicowanym gatunkowo i kulturowo. Jest w nim i bollywood, i animacja Disneya i klasyczny melodramat. Jest w czym wybierać.

Vaiana: Skarb oceanu w reż. Rona Clementsa i Johna Muskera – urzekająca historia zadziornej nastolatki i zakochanego w sobie półboga. Vaiana to nastoletnia córka wodza jednej z polinezyjskich wysp. Ojciec szykuje ją na swoją następczynię, dziewczyna marzy jednak o zgoła odmiennej przyszłości. Pociąga ją przygoda, odkrywanie tajników oceanu i poznawanie nowych lądów. Wkrótce Vaiana odkrywa, że w ten sposób odzywa się w niej duch jej przodków-żeglarzy. Wraz z tą wiedzą przychodzi moment, w którym dziewczyna będzie musiała zmierzyć się ze swoim przeznaczeniem i wyruszyć na wyprawę, której celem będzie ocalenie rodzinnej wyspy przed zagładą. Aby tego dokonać Vaiana będzie musiała odnaleźć półboga Mauiego, sprawcę zbliżającej się do Polinezji katastrofy. Przekonanie zadufanego półboga do naprawienia szkody, okaże się jednak trudniejsze niż samotne przepłynięcie oceanu. Vaiana: Skarb oceanu opowiada o tym, o czym tego typu animacja opowiadać powinna, a więc podążaniu za własnymi marzeniami, życiu w zgodzie z samym sobą, oraz sile przyjaźni. Niby sztampa, podana jednak w wyjątkowo urzekający sposób. W nowej produkcji Disneya zachwyca wszystko: od dowcipnych dialogów, przez piękne rysunki, do wpadających w ucho piosenek. A także wdzięk, z jakim Vaiana, wzorem Meridy czy Anny z Krainy lodu, rozprawia się ze stereotypem disneyowskich księżniczek.

7755257.3

Palmy w śniegu w reż. Fernanda Gonzaleza Moliny – klasyczny melodramat w egzotycznej scenerii. Młody Kilian (Mario Casas) opuszcza rodzinną Hueskę i udaje się na kolonizowaną przez Hiszpanię wyspę Fernando Poo. Tam, razem z ojcem i starszym bratem, pracuje na plantacjach kakaowców. Kilian jest niezwykle ciekawy nowego dla niego świata, stara się poznać i zrozumieć zwyczaje tubylców, czym zdobywa ich szacunek. Wkrótce zakochuje się w czarnoskórej Bisili (Berta Vazquez), zamężnej pielęgniarce z lokalnego szpitala. Ich miłość zostaje jednak wystawiona na wyjątkowo ciężką próbę. Wiele lat później na wyspę przyjeżdża bratanica Kiliana, Clarence (Adriana Ugarte). Dziewczyna chce odkryć nieznane fakty z życia jej wuja i ojca, a tym samym wyjaśnić rodzinną tajemnicę. To oczywiste, że melodramatem rządzą prawa gatunku i pewne elementy stanowią jego nieodłączną część. Nie oznacza to jednak, że z ekranu może wiać nudą, a tak właśnie dzieje się w przypadku Palm w śniegu. Film jest przepięknie nakręcony, dobrze zagrany i opowiedziany, to jednak za mało, by zainteresować widza historią Kiliana, Bisili i Clarence. Znacznie ciekawsze od miłości młodego plantatora i czarnoskórej dziewczyny, wydaje się tło ich historii, a więc wycofywanie się Hiszpanów z kolonizowanych terenów oraz odzyskanie przez Gwineę Hiszpańską niepodległości. Jest ono jednak zbyt słabo zarysowane, by Palmy w śniegu uznać za próbę rozliczenia się Hiszpanii z kolonialną przeszłością.

3ll7oxscr5jt

Citylights w reż. Hansala Mehty – gorzka opowieść o zawiedzionych nadziejach na lepsze jutro. Deepak Singh (Rajkummar Dao) to były kierowca wojskowy, który usiłuje rozkręcić własny biznes, aby wyżywić rodzinę. Po bankructwie porzuca rodzinny Radźasthan i wraz z żoną i córką przenosi się do Mumbaju. Już pierwszego dnia traci wszystkie pieniądze, a wkrótce także złudzenia. Mężczyzn takich jak Deepak są bowiem w mieście tysiące, znalezienie dobrze płatnej pracy jest więc niezwykle trudne. Rodzina mężczyzny nocuje nielegalnie na placu budowy, a żona Deepaka, Rakhi (Patralekha) zmuszona jest zatrudnić się jako tancerka w nocnym klubie. Wydaje się, że szczęście uśmiecha się wreszcie do państwa Singh, gdy Deepak znajduje zatrudnienie w prywatnej firmie ochroniarskiej. Wkrótce okazuje się jednak, że naiwny mężczyzna uwikłał się w sytuację bez wyjścia. Bollywood dorośleje z każdym rokiem, a Citylights jest kolejnym tego przykładem. Film Hansala Mehty to bardzo udana refleksja na temat migracji ludności ze wsi do miast w poszukiwaniu bardziej godziwej egzystencji. Reżyser pokazał naiwne nadzieje, postrzeganie takich metropolii jak Mumbaj czy Delhi jako raju obiecanego, wreszcie porażkę, jaką najczęściej kończą się tego typu transfery. Obraz Citylights odniósł w Indiach spektakularny sukces, czemu trudno się dziwić. To film dobrze opowiedziany, uciekający od utartych schematów wciąż obecnych w indyjskiej kinematografii komercyjnej. W dodatku zrozumiały na całym świecie, marzenia o szczęściu i dostatku nie znają bowiem granic kulturowych.

citylights-0a

W Polsce wiosna podejrzanie przypominająca lato, ja tymczasem przenoszę się do zimnej Skandynawii. O tym, co myślę o Stadzie w reż. Beaty Gårdeler opowiem Wam w najbliższy czwartek.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s