KSIĄŻKI

Szukając siebie: „Lion. Droga do domu” Saroo Brierleya i Gartha Davisa

Niezwykła, choć literacko niedoskonała, opowieść o sile rodziny i woli przetrwania. Nie do końca udanie przeniesiona na duży ekran.

Indie, 1987 rok. Saroo to trzecie dziecko młodej robotnicy, porzuconej przez męża. Sześciolatek, jak większość indyjskich dzieci z biednych rodzin, stara się w miarę możliwości pomagać matce w utrzymaniu rodziny. Jego starsi bracia, Kallu i Guddu, imają się dorywczych prac, on głównie opiekuje się najmłodszą z rodzeństwa Śakilą, najmuje się do transportu owoców u lokalnych sprzedawców lub wyładunku drewnianych desek. Cała rodzina cierpi głód, dzieci często zmuszone są posunąć się do kradzieży. Podczas jednej z wypraw do sąsiedniego miasta w poszukiwaniu pracy, Saroo zasypia w pociągu. Budzi się w obcym mieście, nie znając lokalnego języka, nie pamiętając nazwiska matki ani poprawnej nazwy swojej rodzinnej miejscowości. Długo mieszka na ulicy, gdzie uczy się walczyć o przetrwanie, w końcu jednak trafia do sierocińca. Tam wreszcie uśmiecha się do niego szczęście, zostaje bowiem wytypowany do międzynarodowej adopcji. Zostaje przygarnięty przez bezdzietne, dobrze sytuowane małżeństwo z Australii: Sue i John Brierleyowie. Chłopiec wyrusza do Tasmanii, gdzie dość szybko adaptuje się do nowego życia. Myśl o odnalezieniu biologicznej rodziny nie daje mu jednak spokoju.

DSC_0112_5201

Życie pokazało Saroo Brierleyowi dwie twarze: tę okrutną, i tę życzliwą. Odebrało mu biologiczną matkę, w zamian dając nowych, równie kochających rodziców. W bonusie dorzucając możliwości, jakich chłopak zapewne by nie otrzymał jako syn biednej robotnicy z indyjskiej prowincji, czyli wykształcenie i dostatnie życie przedstawiciela zachodniej klasy średniej. Czy to wystarczy by zrekompensować utratę matki i rodzeństwa, oderwanie od korzeni i problemy z tożsamością? To wie tylko sam Saroo, nie był bowiem w stanie, lub nie chciał, wyjawić tego w swojej autobiograficznej książce. Opisał w niej drogę, którą przebył od niewielkiej miejscowości w stanie Madhya Pradeś do australisjkiego Hobart, i znów do rodzinnego domu.

Saroo Brierley opowiedział historię niezwykłą, wyłącznie jednak ze względu na jej zakończenie. Bezdomność najmłodszych nie jest bowiem w Indiach niczym nadzwyczajnym – na ulicach tamtejszych miast i miasteczek żyje blisko 11 milionów dzieci. Każdego roku prawie 80 tys. maluchów znika – gubi się w ulicznym tłoku lub zostaje uprowadzona przez handlarzy żywym towarem. Większość nigdy nie zostaje odnaleziona, a ich życie kończy się śmiercią na ulicy lub w jednym z azjatyckich burdeli. Saroo miał więc dużo szczęścia, szybko został bowiem wyrwany z ulicznego życia i adoptowany. W nowej ojczyźnie odnalazł się bez większych problemów, stając się Australijczykiem z krwi i kości. Nieco więcej czasu na przystosowanie się potrzebował jego przyszywany brat, Mantosz, który jeszcze w okresie bezdomności doświadczył przemocy i przez długie lata borykał się z psychiczną traumą. Organizacje pozarządowe sukcesywnie publikują dane odnośnie zaginionych, porwanych, czy wyrzuconych z domów indyjskich dzieci. Suche liczby trudno jednak przemawiają do zachodniej wrażliwości, dobrze więc, że osoby takie jak Saroo Brierley opowiadają o swoich doświadczeniach. Lion. Droga do domu nie jest książką literacko wybitną – autor umie wprawdzie ciekawie opowiadać, brakuje mu jednak dobrego stylu. Jego książkę czyta się jednak bardzo dobrze, jej siła tkwi bowiem raczej w niezwykłej fabule i wartościach, jakie propaguje. Lion. Droga do domu to nie tylko pochwała siły ducha i woli przeżycia, czy też apel o większą wrażliwość na krzywdę indyjskich dzieci. To także przypomnienie o sile miłości i więzów rodzinnych.

lion-2016-poster-9

Historia Saroo Brierleya najpierw zainteresowała media, zarówno indyjskie, jak i zachodnie. Z czasem natomiast, czemu trudno się dziwić, upomniało się o nią kino. W koprodukcji australijsko-amerykańsko-brytyjskiej powstał film solidny, nie posiadający jednak emocjonalnej siły literackiego pierwowzoru. Teoretycznie wszystko jest tak, jak być powinno, by wywołać wzruszenie u widzów. Historia Saroo opowiedziana została dość wiernie, choć z oczywistych względów w scenariuszu znalazły się liczne skróty i zmiany w stosunku do biografii książkowej. Co więcej, producenci filmu, mimo że dostrzegli potencjał tkwiący w historii Saroo, postanowili dodatkowo ją udramatyzować. Trudno powiedzieć, czy wprowadzenie dodatkowych wątków faktycznie było potrzebne, czy raczej dawało szansę na rozbudowanie ról Nicole Kidman i Rooney Mary. Które, zresztą, aktorsko poradziły sobie świetnie, podobnie jak Dev Patel w roli dorosłego Saroo i Divian Ladwa jako Mantosz. Show skradł im jednak Sunny Pawar kreujący postać sześcioletniego Saroo. Chłopiec jest tak autentyczny i naturalny, że sprawia wrażenie, jakby był swoim bohaterem, a nie tylko odgrywał powierzoną mu rolę.

Niewykluczone, że właśnie nadmierna skrótowość, z jaką scenarzysta potraktował historię Saroo, stanowi główny problem filmu Gartha Davisa. Zabrakło w nim bowiem szczegółów z życia chłopca na ulicach Kolkaty (wówczas jeszcze noszącej nazwę Kalkuta) oraz z pobytu w poprawczaku Liluah, które mogły pozostawić trwały ślad w psychice Saroo. Nagły przeskok od sześcioletniego do ponad dwudziestoletniego bohatera spowodowała ponadto wyraźną lukę w zarysie jego psychiki – widz nie ma pojęcia jakie emocje przeżywał Saroo dorastając w całkowicie obcej rzeczywistości. Autor scenariusza niemal całkowicie zrezygnował z przedstawienia narastającej w nim obsesji na punkcie odnalezienia biologicznej matki i rodzeństwa. To właśnie nie do końca zarysowana osobowość Saroo sprawia, że w filmie brakuje emocji, które tak niezwykła i dramatyczna historia siłą rzeczy powinna wywoływać.

To, co w filmie Davisa nie budzi absolutnie żadnych zastrzeżeń to zdjęcia i muzyka, doskonale ilustrujące emocje przeżywane przez bohatera. Zachwycają zwłaszcza zdjęcia Greiga Frasera fantastycznie pokazujące pustkowia Madhya Pradeś i ciasnotę Kolkaty. Już dla doznań wizualnych warto obejrzeć filmową opowieść o losach Saroo Brierleya. Mimo niewątpliwych uchybień, nie będzie to bowiem czas zmarnowany.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s