KSIĄŻKI

Zbrodnia i kara: „Po własnych śladach” Mariusza Koperskiego

Mariusz Koperski ma szansę dołączyć do czołówki polskich autorów powieści kryminalnych. Jego druga książka to rodzaj kryminalnych puzzli przeznaczonych dla czytelników lubiących misternie skonstruowane zagadki.

Zakopane, wigilia Bożego Narodzenia. Rozpędzony samochód, z Albertem Cyrwusem za kierownicą, wbija się w stojącą na poboczu drogi góralską chatę. Mieszkaniec domu nie odnosi obrażeń, kierowca pick-upa ginie natomiast na miejscu. Przybyli na miejsce zdarzenia śledczy nie potrzebują dużo czasu, by ustalić, że przyczyną śmierci komputerowego geniusza nie był wypadek, lecz morderstwo. Pierwszym podejrzanym staje się komisarz Tomasz Karpiel, brat dziewczyny, którą kilka lat wcześniej potrącił samochodem Albert Cyrwus. Komisarz nie zamierza biernie oczekiwać na wyniki śledztwa – za zgodą swego przełożonego Sławomira Derebasa, włącza się w dochodzenie, by oczyścić się z zarzutów i wrócić do pracy w warszawskiej komendzie. Sprawa od początku nie jest łatwa, a komplikuje się dodatkowo, gdy z miejsca rzekomego wypadku znika sierżant Kruczek – pierwszy przybyły tam policjant.

DSC_0142_5461

Na początek ostrzeżenie. Po własnych śladach nie jest lekką, nie wymagającą intelektualnego zaangażowania powieścią na gorące czerwcowe wieczory. To misternie skonstruowana zagadka, rodzaj kryminalnych puzzli rozsypanych na dwustu sześćdziesięciu stronach, które czytelnik składać musi mozolnie i z pełnym skupieniem. Wątków jest wiele, a autor miesza je według sobie tylko znanego klucza. To i zaleta i wada powieści, niekiedy bowiem ilość retrospekcji i zwrotów akcji może czytelnika przytłoczyć. Niemniej jednak, kryminalna intryga skonstruowana jest ciekawie, a jej rozwiązanie nie daje się łatwo przewidzieć. Mariusz Koperski sięgnął po tematykę nowych technologii, wykorzystał ją jednak w dość nowatorski sposób, przynajmniej jak na rynek rodzimej literatury kryminalnej. Wątek ten posłużył autorowi do poruszenia problemu w polskiej kulturze traktowanego w kategoriach tabu, czyli odpowiedzialności moralnej sprawcy zbrodni bądź wypadku przed samym sobą. Albert Cyrwus został osądzony za okaleczenie Zosi Karpiel i odbył karę bez starania się o jej przedterminowe zakończenie. W oczach znacznej części społeczeństwa to wystarczyło, by odpokutował winę i mógł zacząć nowe życie. Inaczej patrzy na to jednak brat Zosi, Tomasz Karpiel, i sam Albert Cyrwus. Wyrzuty sumienia nie pozwalają mu żyć normalnie, niszczą go wewnętrznie, i przyczyniają się do rozpadu jego własnej rodziny. Komputerowy geniusz sięga po ostateczne rozwiązanie, które może zapewnić mu spokój ducha, lecz jednocześnie całkowicie odsuwa go od bliskich mu ludzi. Tomasz Karpiel nie przyznaje Cyrwusowi prawa do rehabilitacji i wyrzutów sumienia, widzi w nim potwora, który okaleczając Zosię odebrał sobie prawo do normalnego życia. Paradoksalnie, na przebaczenie zdobyła się sama ofiara tragicznego wypadku i jej dziadek, na barki którego spadł ciężar opieki nad inwalidką, Tomasz i sam Cyrwus nie są jednak w stanie zamknąć tego etapu życia. To ważny wątek, w dość niecodzienny sposób zwracający uwagę na kwestię karania i resocjalizacji przestępców.

Jak twierdzi sam autor, kluczowe znaczenie dla jego drugiej powieści, ma wybór miejsca akcji. Jeśli należycie do osób, którym Zakopane zimą kojarzy się z sielskim spokojem, bożonarodzeniową idyllą i obrazkami jak z bajki, po lekturze Po własnych śladach spojrzycie na stolicę Tatr zupełnie innym okiem. Działający w lokalnym samorządzie Mariusz Koperski poznał Zakopane od podszewki, ze wszystkimi jego bolączkami i ciemnymi stronami. Jedno z najsłynniejszych polskich miast na kartach jego powieści jawi się jako miejsce pełne kontrastów, w którym lokalna kultura ściera się z napływowymi prądami. To miasto, w którym podział na swoich i obcych nigdy nie traci siły ciężkości. Przyjezdni, tacy jak Sławomir Derebas, mogą się ze wszystkich sił starać wtopić w lokalny koloryt, choćby poprzez naśladowanie miejscowej gwary czy noszenie góralskich strojów. Dla tubylców zawsze jednak będą tylko ceprami, nie rozumiejącymi specyfiki Tatr i Zakopanego.

Mariusz Koperski ma dobre pióro, a jego styl prowadzenia narracji przywodzi na myśl powieści Håkana Nessera i Jo Nesbø. Wykreowani przez niego bohaterowie dopracowani zostali w najdrobniejszych szczegółach, ich psychologiczna wiarygodność jest nie do podważenia. Jedynym mankamentem jest nieco zbyt nierealne, choć niewątpliwie dowcipne zakończenie. Myśleliście, że polski rynek literatury kryminalnej jest całkowicie wysycony i nie ma w nim miejsca na jakikolwiek nowy głos? W takim razie srogo się myliliście, Mariusz Koperski ma bowiem spore szanse doszusować do czołówki polskich autorów powieści kryminalnych.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Astraia i firmie Business&Culture.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s