KSIĄŻKI

Dzień Sądu: „Czarna Madonna” Remigiusza Mroza

Straszyć, nie straszy, niemniej jednak stanowi bardzo przyzwoitą rozrywkę dla miłośników mrocznych klimatów. I jak to u Remigiusza Mroza bywa, zmusza do przemyślenia pewnych aspektów życia.

Filip to były ksiądz, który porzucił stan kapłański dla Anety, choć serce oddał jej siostrze, Kindze. Tuż przed ślubem narzeczona Filipa postanawia wybrać się na pielgrzymkę do Bazyliki Grobu Świętego w Jerozolimie, nie dociera jednak do Izraela. Jej samolot znika z radarów gdzieś nad Morzem Śródziemnych, pogrążając cały świat w żałobie i zdumieniu. Media mnożą ewentualne przyczyny zaginięcia maszyny, od upadku boeinga do morza począwszy, na zamachu terrorystycznym kończąc. Wkrótce Filip zaczyna jednak odkrywać prawdę, która wymyka się wyobraźni racjonalnie myślących społeczeństw XXI wieku. W poszukiwaniu odpowiedzi na coraz liczniejsze pytania, byłego księdza wspiera niedoszła szwagierka Kinga oraz tajemnicza szeptucha. Podczas gdy świat wstrzymuje oddech po zaginięciu kolejnego samolotu, Filip walczy z siłami, których pokonanie zdaje się przerastać jego siły.

DSC_0107_5834

Plan był prosty: do zachodu słońca czytać Czarną Madonnę, potem powieść, której potrzebuję do doktoratu. Efekt zakładany: przetrwanie lektury bez zawału serca ze strachu, spania z pluszowym misiem z dzieciństwa (który jak każdy pluszowy miś posiada zdolność pokonywania potworów), ewentualnie proszenia mamy, aby przynajmniej na noc wprowadziła się do mojego pokoju. Efekt osiągnięty: nie dość, że przetrwałam, to jeszcze całkiem mi się podobało. Dlaczego całkiem, a nie całkowicie? Otóż dlatego, że Czarna Madonna to powieść nierówna, ze świetnym początkiem, równie wciągającym rozwinięciem, i rozłażącym się w szwach, nieco rozczarowującym zakończeniem. Pomysł na fabułę nie należy może do najbardziej nowatorskich, motyw Apokalipsy został wszak przez horror wyeksploatowany w tym samym stopniu co namiętna miłość w romansach, nie musi być jednak oryginalnie, żeby było ciekawie. A ciekawie jest, Remigiusz Mróz potrafi bowiem tak poprowadzić akcję, by czytelnik nie mógł łatwo odłożyć książki na półkę. Przepowiednie dotyczące rychłego końca świata pojawiają się średnio raz na kilka lat; jak nie pochodzą od Majów, to od amerykańskiego mistyka, który w marihuanowym śnie ujrzał nadchodzącego Lewiatana, nie mówiąc już o starym, dobrym Nostradamusie. Kościół katolicki konsekwentnie się od tych rzekomych proroctw odżegnuje, przeglądając Apokalipsę św. Jana trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że zdarzenia XXI wieku niepokojąco przypominają zamieszczone w niej symptomy nadejścia Dnia Ostatecznego. Dokładając do tego fakt, że zgodnie z hinduizmem ludzkość żyje obecnie w kalijudze, a więc końcowej fazie istnienia materialnego świata, można się zaniepokoić. Remigiusz Mróz niepokój ten wykorzystał do stworzenia swojej pierwszej powieści z gatunku horroru i trzeba przyznać, że zrobił to całkiem zgrabnie. Jeszcze przed premierą wielu wierzących czytelników wyrażało obawę odnośnie lektury Czarnej Madonny. Jak się okazuje całkiem słusznie, Mróz zmusza ich bowiem do wykonania rachunku sumienia, jasno mówiąc, że tak świeckie, jak i kościelne życie współczesnych chrześcijan mocno odbiega od boskich nakazów i zakazów. Triumf zła, czy to pod postacią Szatana i demonów, czy też wojen, kataklizmów ekologicznych, i nieuleczalnych chorób, to również dzieło nas samych – człowiek nie potrzebuje Lucyfera, by nakłaniał go do zła, sam świetnie sobie z tym bowiem radzi. Owszem, Remigiusz Mróz mówi to ustami demona, jest w tych słowach zbyt dużo prawdy, by całkowicie je odrzucić.

Zaletą Czarnej Madonny są również jej bohaterowie. Tym razem Remigiusz Mróz postawił na zwykłych Kowalskich, których codzienność wypełniona jest pracą w urzędach, oglądaniem seriali i wieczornymi spotkaniami w knajpach. Konieczność stanięcia oko w oko z istotami z piekła rodem czyni ich bezradnymi niczym dzieci. Trzeba też przyznać, że autor starannie przygotował się do pisania swojego pierwszego horroru, religijna i naukowa podbudowa jest bowiem bez zarzutu. Tym bardziej szkoda, że Mróz najwyraźniej pospieszył się z finiszem. Lubię otwarte zakończenia, tu jednak furtka dla wyobraźni czytelnika została nie tyle uchylona, co otwarta na oścież. Niewykluczone, że taki był zamiar autora, bardziej wygląda jednak na to, że Mróz nie miał pomysłu jak rozwiązać wszystkie rozpoczęte wątki. A przynajmniej powiązać je w logiczną całość. Zbyt wiele kwestii pozostało niewyjaśnionych, jak gdyby porzuconych w połowie, by można uznać Czarną Madonnę za całkowicie udany debiut Remigiusza Mroza z dziedzinie horroru.

Reklamy

4 thoughts on “Dzień Sądu: „Czarna Madonna” Remigiusza Mroza

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s