W drodze do dorosłości: „End of the F***ing World”

Serialowa perełka łącząca opowieść o trudach dojrzewania z filmem drogi, pozbawiona tematów tabu, a jednak nie przekraczająca granic dobrego smaku. Dla miłośników czarnego humoru i mądrej rozrywki.

James (Alex Lawther) ma siedemnaście lat i uważa się za psychopatę. Aby poczuć jakąkolwiek emocję wkłada dłoń do wrzątku, zabija zwierzęta i marzy o zamordowaniu człowieka. Ofiarą ma zostać Alyssa (Jessica Barden), spragniona przygód outsiderka, która wyczuwa jednak w Jamesie bratnią, zbuntowaną duszę. Nieświadoma morderczych instynktów nowego kolegi, Alyssa skłania Jamesa do kradzieży samochodu i wspólnej ucieczki z domu. Para młodocianych uciekinierów wyrusza w podróż, w której absolutnie nic nie idzie tak, jak powinno.

TEOTFW_Vertical-Main_RGB

Rodzice mają w stosunku do swoich dzieci sporo powinności. Powinni zapewnić im odpowiednie warunki bytowe, wychować na tzw. przyzwoitych ludzi, ochronić przed zagrożeniami. Powinni przygotować je do życia w wielkim, nie zawsze przychylnym świecie i wyposażyć we wszelkie cechy umożliwiające im utrzymanie się na powierzchni: odwagę, poczucie własnej wartości, umiejętność nawiązywania relacji międzyludzkich. Niby proste, a jednak mało kto potrafi schrzanić dziecku życie tak, jak jego właśni rodzice. I nie, nie chodzi o tłumaczenie seryjnego mordercy tym, że mama nie karmiła go piersią. Chodzi o pokazanie, że rodzice nader często zamiast pomagać dzieciom rozwinąć skrzydła, tylko je podcinają, wysyłając w dorosłe życie okaleczone emocjonalnie skorupy. James wcześnie stracił matkę, która zabiła się na jego oczach. W momencie, gdy samochód rodzicielki pogrążał się w wodach jeziora, chłopiec stracił zdolność odczuwania czegokolwiek z wyjątkiem nienawiści do ojca. Za to, że przeżył i nie potrafi poradzić sobie z ciszą, która wkradła się do jego domu i serca. Alyssę w dzieciństwie opuścił ojciec – zniknął jak magik, a jedynym znakiem życia z jego strony przez kolejnych kilkanaście lat były urodzinowe pocztówki dla jedynej córki. James tęskni za czułym dotykiem matki, Alyssa nosi w sercu wyidealizowany obraz ojca. Oboje wkładają maski ukrywające przed światem wciąż nie całkiem zagojone blizny po ranach zadanych im przez najbliższych ludzi. On zgrywa obojętnego na cierpienie innych twardziela, ona pozuje na uzależnioną od seksu luzaczkę. W głębi duszy jednak oboje są tylko przerażonymi dorosłym życiem, skrzywdzonymi dzieciakami.

End of the F***ing World zaczyna się jak kolejna, niczym nie wyróżniająca się produkcja w stylu teen drama, szybko jednak okazuje się czymś znacznie więcej. To prawdziwa serialowa perełka łącząca opowieść o trudach dojrzewania z filmem drogi, pozbawiona tematów tabu, a jednak nie przekraczająca granic dobrego smaku i wyraźnie nie obliczona na tanią sensację. W zaledwie ośmiu dwudziestominutowych odcinkach twórcom End of the F***ing World udało się opowiedzieć o tak istotnych problemach jak dzieciństwo pozbawione jednego z rodziców, molestowanie seksualne, samobójstwo, odmienność i nieprzystosowanie do życia wśród rówieśników, bez charakterystycznej dla młodzieżowych produkcji wtórności i infantylności. Pomysł był ryzykowny, czarny humor jakim emanuje komediodramat brytyjskiego Channel 4 nie każdemu może bowiem przypaść do gustu. Ja kupuję tę konwencję w całości, scenarzystka Charlie Covell posługuje się nią bowiem w wyjątkowo umiejętny sposób. Opowiedziana przez nią historia bawi do łez, i równie mocno wzrusza, nawet na moment nie traci tempa, i zachwyca rewelacyjnie rozpisanymi dialogami. W dodatku okraszona została wyjątkową ścieżką dźwiękową, zbudowaną głównie z utworów niszowych artystów.

Nawet najlepszy scenariusz End of the F***ing World umarłby jednak śmiercią tragiczną, gdyby nie para odtwórców głównych ról. Mogłoby się wydawać, że wątłe barki młodych, wciąż mało znanych aktorów, nie udźwigną ciężaru opowiadanej historii, nic bardziej mylnego jednak. Jessica Barden i Alex Lawther grają świetnie, sprawiając, że ich bohaterów, choć mają sporo za uszami, można szczerze polubić. Nieopatrzone jeszcze twarze nadają też serialowi wiarygodności, widz nie wiąże ich bowiem z innymi opowieściami. End of the F***ing World ciekawie wpisuje się w ogólnopolską dyskusję nad nieszczęsną Koroną królów, pokazuje bowiem, że nawet dysponując ograniczonym budżetem można zrobić doskonały serial. Warto obejrzeć, bo czasu nie zabiera, a zapewnia świetną rozrywkę i sporą porcję refleksji.

2 komentarze Dodaj własny

  1. Cleo Sev pisze:

    Czytałam już masę opinii dotyczących tego serialu, sama również obejrzałam go zaraz po premierze. Cieszy mnie to jak wielu osobom się podoba. Pomimo jego prostoty masz rację, że nie widać tego ograniczonego budżetu. Jest świetnie skrojony a główni bohaterowie spisali się na medal. Pozdrawiam i zapraszam do siebie Słońce, https://cleosevhome.blogspot.com/

    1. Fajnie, że o sprawach nastolatków można mówić w tak ciekawy sposób. Zwłaszcza w porównaniu z „13 powodów” na przykład…

      Dziękuję za zaproszenie, już się do Ciebie wybieram 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s