Bollywood w służbie polityki: „Padmavati” w reż. Sanjaya Leeli Bhansaliego

Film Padmavati zachwyca od strony wizualnej, budzi jednak niepokój sposobem przedstawienia historii radźpuckiej królowej. Oprócz miłej dla oka rozrywki serwuje bowiem widzowi potężną dawkę antymuzułmańskiej agitacji, idealnie wpisującej się w nacjonalistyczną retorykę rządu Narendry Modiego.

Indie, XIII wiek. Władca Radźputów, Ratan Singh (Shahid Kapoor), przybywa na Sri Lankę w poszukiwaniu pereł, z których słynie ten kraj. Do rodzinnego Mewaru wraca jednak nie tylko z klejnotami, ale i nową żoną, syngaleską pięknością Padmavati (Deepika Padukone). Królowa błyskawicznie zdobywa serca poddanych, zachwycając ich urodą, mądrością, dobrocią i przywiązaniem do męża. Fizyczne zalety stają się jednak przekleństwem Padmavati w momencie gdy pogłoski o jej wyjątkowej urodzie docierają do sułtana Alauddina Childżi (Ranveer Singh). Władca Delhi wyrusza do stolicy Mewaru, by zdobyć piękną królową i rozszerzyć swe panowanie na ziemie Radźputów.

padmavati-1

Historię słynącej z urody i małżeńskiej wierności królowej Padmavati opisał w 1540 roku suficki poeta Malik Muhammad Jayasi. O jej sfilmowaniu mumbajski reżyser Sanjay Leela Bhansali marzył od ponad dziesięciu lat, nie przypuszczając zapewne, że sprowadzi tym samym na siebie groźbę utraty głowy. Kłopoty zaczęły się na długo przed premierą filmu wraz z pogłoską o śnie erotycznym z sułtanem Alauddinem w roli głównej, jakiego według scenarzystów miała doświadczyć Padmavati. Wątek ten z pewnością uczłowieczyłby krystaliczną postać radźpuckiej królowej, we współczesnych Indiach kobieta wciąż jest jednak bardziej symbolem niż istotą z krwi i kości, a jej seksualność podlega ścisłej społecznej kontroli. Hinduska część społeczeństwa odebrała więc rzekomą scenę jako potwarz i próbę zhańbienia pamięci bohaterskiej Padmavati, co doprowadziło do ulicznych protestów i pokaźnej nagrody za uśmiercenie reżysera oraz Deepiki Padukone, wyznaczonej przez jednego z działaczy Indyjskiej Partii Ludowej (BJP). Producenci filmu zapewniali, że scena taka nigdy nie została nakręcona – faktycznie nie ma jej w ostatecznej wersji filmu, trudno jednak stwierdzić czy rzeczywiście nigdy nie zaistniała na taśmie filmowej, czy też została wycięta przez cenzurę. Po premierze Padmavati nie było, zresztą lepiej, radźpuckie ugrupowania potępiły bowiem wizerunek ich bohaterki pokazanej podczas tańca oraz bez gunghaty, czyli szala zakrywającego twarz, co uwłaczało godności radźpuckiej królowej.

1b64010679b3a16a3911ff58d778bd56

Protestowali także naukowcy, choć jak łatwo można się domyślić, na znacznie mniejszą skalę. Nie tylko wyśmiali oni demonstracje w obronie czci kobiety, której istnienia nigdy nie poświadczono historycznie, uznając w dodatku, że film propaguje ideę samopalenia kobiet, ale także wskazali na poważne historyczne zaniedbania. O co chodzi? O wizerunek sułtana Alauddina Childżiego pokazanego w filmie Sanjaya Leeli Bhansaliego jako nieokrzesanego barbarzyńcę, pozbawionego moralności bandytę i prymitywa. Z rzeczywistością nie ma to wiele wspólnego, propagujący wyrafinowaną kulturę perską sułtan nie odznaczał się wprawdzie łatwym charakterem, z pewnością nie przypominał jednak dzikusa z filmu Padmavati. Można by to, oczywiście, uznać za licentia poetica, do której prawo posiadają wszyscy artyści, gdyby nie polityczna rzeczywistość współczesnych Indii, przesiąknięta antymuzułmańskimi nastrojami. Od kilku lat daje się zauważyć modyfikacja polityki historycznej – zamiast wizerunku Indii jako mozaiki kulturowej, religijnej i etnicznej lansowany jest wzorzec jedynie słusznej tradycji wedyjskiej. Islam przestaje być traktowany jako integralna część kultury indyjskiej, stając się elementem obcym, a nawet wrogim. Przejawia się to m.in. w specyficznej narracji w ramach dyskursu publicznego oraz zawłaszczaniu przestrzeni symbolicznej, historycznie należącej do islamu jak choćby tzw. Stare Delhi z takimi zabytkami kultury muzułmańskiej jak Czerwony Fort, Wielki Meczet czy Hazrat Nizamuddin. Zgodnie z tą narracją indyjski równa się hinduski, a film Padmavat idealnie wpisuje się w ten wzorzec konfrontując muzułmańskich barbarzyńskich najeźdźców z wyrafinowanymi, pokojowo nastawionymi rdzennymi mieszkańcami Indii. Idea przyświęcająca scenarzystom jest widoczna w kreacji mieszkańców muzułmańskiego Delhi i hinduskiego Ćittoru, najmocniej manifestuje się jednak w postaciach władców oby miast. Sułtan Alauddin to zaniedbany brutal, gwałcący własną żonę, uganiający się za prostytutkami nawet w dniu własnego ślubu, pożerający surowe mięso biseksualista, podczas gdy jego bezpośredni rywal, Ratan Singh, wygląda nieskazitelnie niczym bóstwo, wielbi ziemię, po której stąpa jego żona, a za najwyższe wartości uznaje honor i miłość, oczywiście wyłącznie heteroseksualną. Świat wykreowany w filmie Padmavati jest czarno-biały, nie ma w nim miejsca na choćby odrobinę szarości, przez co zamiast niezobowiązującej, miłej dla oka rozrywki stanowi męczącą nacjonalistyczną agitkę.

ranveer-singh-alauddin-khilji-look-2_1507546027__rend_16_9

Twórcy Padmavati chcieliby zapewne, aby ich dzieło wpisywało się także w znacznie słuszniejszy nurt we współczesnym komercyjnym kinie indyjskim jakim jest emancypacja kobiet. Teoretycznie im się to udało, w praktyce nie wygląda to jednak tak różowo. Owszem, film Sanjaya Leeli Bhansaliego portretuje kilka silnych kobiet, tak Padmavati, która decyduje się poświęcić swój honor dla ratowania męża i stawia czoła władcy Delhi, jak i Mehrunisę – żonę Alauddina, gotową zdradzić sułtana, byleby uratować go przed skutkami jego własnej żądzy, jak i wszystkie mieszkanki Ćittoru, które po zdobyciu miasta przez muzułmanów zdecydowały się dokonać dźauharu – masowego samospalenia w celu uniknięcia niewoli i uratowania honoru. Owszem, takie było zakończenie poematu Malika Muhammada Jayasiego, cóż z tego jednak, skoro wątek ten fatalnie zaprzecza walce współczesnych kobiet indyjskich o równouprawnienie i uwolnienie się od opresyjnych, mocno przestarzałych norm społecznych. Wątek dźauharu przypomina Indusom, że honor kobiety wciąż utożsamiany jest z niepokalanością jej waginy, a kobieta zgwałcona to istota praktycznie nic nie warta. Jeśli takie zakończenie filmu miało świadczyć o kobiecej sile i odwadze, to autorzy scenariusza mocno się pomylili.

dc-Cover-d09fgulc55ppsahj8j5moaj517-20171108110448.Medi

Wizualnego rozmachu trudno Padmavati odmówić – pod tym względem to wyjątkowo piękny film, wpisujący się w stylistykę typową dla indyjskiego nurtu masala movie. Wszystko tu oszałamia, od kostiumów począwszy na wystrojach pałacowych wnętrz kończąc. Problem w tym, że w pewnym momencie ów przepych może męczyć, zwłaszcza widza nieprzyzwyczajonego do barokowego stylu bollywoodzkich superprodukcji. Trudno nie porównywać Padmavati z hitem Sanjaya Leeli Bhansaliego z 2015 roku, a więc Bajirao Mastani. Pod względem wizualnym to właściwie powtórka z rozrywki, pod względem scenariusza natomiast, co najmniej klasa w górę. Historia Padmavati i sułtana Alauddina została opowiedziana znacznie sprawniej, nie ma w niej białych plam i momentów przestoju, poszczególne sceny spójnie się ze sobą łączą – widać, że scenarzyści od początku do końca wiedzieli co chcą przekazać widzowi. Deepika Padukone jest zachwycająco piękna, ponownie nie ma jednak wiele do zagrania. Szkoda, po świetnym Piku wiadomo bowiem, że gwiazda posiada spory talent aktorski i może pokazać coś więcej niż olśniewający uśmiech i załzawione oczy. Shahid Kapoor jako Ratan Singh jest równie śliczny jak jego filmowa żona i absolutnie cudownie pręży mięśnie, show i tak kradnie mu Ranveer Singh. Ten jako jedyny ma prawdziwe zadanie aktorskie i jak zwykle dobrze się z niego wywiązuje. Bollywoodzkie plotki głoszą, że żaden z aktorów z mumbajskiej fabryki snów nie chciał przyjąć roli Alauddina i bardzo dobrze się stało, trudno bowiem dziś widzieć tę postać w innym wykonaniu niż Ranveera Singha. Jeśli warto obejrzeć Padmavati to właśnie ze względu na tę kreację. To, czy decyzja aktora o przyjęciu roli była słuszna z moralnego punktu widzenia, to już zupełnie inna sprawa.

Film Padmavati zapewne odniesie komercyjny sukces, mało co działa bowiem na masową publiczność równie stymulująco jak skandale i kontrowersje. Sądząc po reakcjach indyjskich widzów, z którymi miałam przyjemność oglądać pokaz premierowy, obraz Sanjaya Leeli Bhansaliego spełni także swoją funkcję agitacyjną. Szkoda, że po bardzo pozytywnych zmianach, jakie w ciągu kilku ostatnich lat zaszły w indyjskiej kinematografii komercyjnej, bollywood obrał tak kontrowersyjny moralnie kierunek.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s