SMS FILMOWY: STYCZEŃ

Jeśli można wydawać jakiekolwiek sądy po czterech pierwszych miesiącach roku, to prognozy na 2018, w zakresie filmu, są optymistyczne. Wiele wskazuje, że z kina będę wychodzić tylko po to, żeby czytać.

Po lekkich spadkach zauważalnych w końcu roku, w styczniu na giełdzie filmowej ponownie nastała hossa. Dotyczy to zarówno premier w polskich kinach, jak i mojego filmowego zboczenia, czyli kina azjatyckiego. W SMSie miks: jedna polska nowość i dwie ubiegłoroczne produkcje z Azji.

Podatek od miłości w reż. Bartłomieja Ignaciuka – odtrutka dla wszystkich borykających się z alergią na polskie komedie romantyczne. Marian Wydrzycki (Grzegorz Damięcki) ma spory problem. Aby uniknąć płacenia gigantycznego podatku musi udowodnić, że zarabia na życie jako męska prostytutka. Jego sprawą zajmuje się Klara (Aleksandra Domańska), młoda i niezwykle ambitna urzędniczka, którą poznał dzień wcześniej w niezbyt przyjemnych okolicznościach. Dziewczyna rozpoczyna śledztwo, jednak w miarę jak poznaje prawdziwą twarz Mariana, chęć zamknięcia go za kratkami gwałtownie maleje. Podatek od miłości to pierwsza od dłuższego czasu polska komedia romantyczna, która nie tylko nie obraża inteligencji widza, ale także daje się obejrzeć z przyjemnością. Na plus twórcom filmu trzeba zapisać ciekawy pomysł, przełamujący sztampowość tego typu produkcji, dobrze napisany scenariusz i fajną obsadę, zwłaszcza drugoplanową. Magdalena Popławska, Grażyna Wolszczak i Magdalena Różczka pojawiają się wprawdzie na ekranie zaledwie na kilka minut, ale jest to obecność lepsza niż niejedna rola pierwszoplanowa. Podatek od miłości nie jest, rzecz jasna dziełem, które wprowadzi polską kinematografię na nowe tory, dla takiej pięty achillesowej rodzimego kina jak komedie romantyczne, stanowi jednak niezłe rokowanie.

Podatek-od-Miłości-plakat

After the Storm (Umi yori mo Mada Fukaku) w reż. Hirokazu Koreedy – kolejny udany dramat rodzinny autora znanych polskiemu widzowi Jak ojciec, jak syn i Nasza młodsza siostra. Ryota (Hiroshi Abe) miał być wielkim pisarzem, skończył jednak jako autor jednej książki i pracownik podrzędnej agencji detektywistycznej. Zarabia niewiele, większą część pensji przepuszcza na wszelkiej maści gry hazardowe, nie stać go więc na alimenty na syna (Taiyo Yoshizawa). Rodzinę, znajomych, a nawet samego siebie oszukuje twierdząc, że pisze kolejną powieść, czas wolny od pracy spędza jednak głównie na śledzeniu swojej byłej żony (Yoko Make). Ta natomiast, zamierza ułożyć sobie życie na nowo, nie przewidując w nim miejsca dla nieodpowiedzialnego, uzależnionego od hazardu Ryoty. Szanse na odbudowanie relacji pomiędzy tą trójką pojawiają się podczas pewnej burzowej, letniej nocy. Hirokazu Koreeda to niekwestionowany mistrz opowieści o zwyczajnych ludziach i ich jakże zwyczajnych problemach, a After the Storm stanowi kolejny dowód jego talentu. To prosta historia, z subtelną grą aktorską i spokojnie poprowadzoną narracją, a jednak od pierwszej do ostatnie minuty przesycona emocjami. W przeciwieństwie do mocno osadzonego w kontekście kulturowym Jak ojciec, jak syn, najnowszy film Japończyka może być bez trudu odczytany także przez zachodniego widza, opowiada bowiem o uniwersalnych emocjach i problemach egzystencjalnych znanych niemal każdemu człowiekowi. Hirokazu Koreeda nie lubi być porównywany do Yasujirō Ozu, trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że mistrz japońskiego melodramatu rodzinnego doczekał się godnego następcy.

after-the-storm-2016.60465

Mom w reż. Raviego Udyawara – dobre kobietocentryczne kino z mumbajskiej fabryki snów. Devki Sabarval (Sridevi) to młoda nauczycielka biologii, która wyszła za wdowca i ojca nastoletniej córki. Jej relacje z Arya (Sajal Ali) nie układają się najlepiej, Devki nie rezygnuje jednak z prób zdobycia zaufania pasierbicy. Sytuacja bywa napięta, prawdziwy dramat jednak następuje w momencie, gdy Arya zostaje pobita i zgwałcona podczas szkolnej potańcówki. Sąd uniewinnia napastników, którzy w przeciwieństwie do swojej ofiary wracają do normalnego życia. Z wyrokiem nie może pogodzić się zarówno Arya, jak i jej macocha, która na własną rękę próbuje ukarać sprawców. Mom to przykład filmu z nowego nurtu indyjskiego kina komercyjnego, angażującego się w jeśli nie rozwiązywanie, to z pewnością diagnozowanie współczesnych problemów społecznych. W Indiach został przyjęty niezwykle entuzjastycznie, co pokazuje że kwestie związane z przemocą wobec kobiet przestają być na subkontynencie tematem tabu. Wartość Mom nie ogranicza się jednak wyłącznie do jej społecznego wymiaru – to przede wszystkim bardzo sprawnie nakręcony film, z dobrym scenariuszem, finezyjnym montażem i świetnie dobraną obsadą aktorską. Show kradnie wszystkim, rzecz jasna, Sridevi którą prasa po raz kolejny okrzyknęła naczelną kapłanką indyjskiej kinematografii. Rolą Devki gwiazda dołączyła do stale powiększającego się grona mumbajskich aktorek, które bollywoodzki brokat zamieniły na krew, pot i bród.

mom-movie-poster-1

Biorąc pod uwagę ilość potencjalnie ciekawych premier i przegląd kina japońskiego w kinie Elektronik, prognozy na luty są optymistyczne. Jeśli w ogóle uda mi się wyjść z kina, będę zdawać relację na bieżąco-na pierwszy ogień pójdzie film Tamte noce, tamte dni, którym zakończyłam styczeń.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s