Brzoskwinie dojrzewają w słońcu: „Tamte dni, tamte noce” w reż. Luki Guadagnino

Film Luki Guadagnino jest równie zmysłowy jak gorące włoskie lato, i tak subtelny jak fortepianowe pasaże odgrywane przez jednego z bohaterów. Pod przykrywką opowieści o letnim romansie kryje filozoficzne rozważania o naturze seksualnego pożądania, dojrzewaniu oraz wykorzystywaniu szans podsuwanych nam przez los.

Włochy, lata 80., XX wieku. Do willi profesora Perlmana (Michael Stuhlbarg) przyjeżdża młody amerykański stypendysta. Oliver (Armie Hammer) ma spędzić tu całe lato pracując nad doktoratem i pomagając swemu mentorowi w badaniach. Luzacki styl bycia Amerykanina początkowo nie przypada do gustu synowi profesora, z czasem jednak Elio (Timothée Chalamet) zaczyna odczuwać fascynację przystojnym przybyszem.

Naukowcy, tacy jak profesor Perlman, mają skłonność do klasyfikowania wszelkich obiektów swoich badań, Tamte dni, tamte noce wrzuciliby więc zapewne do którejś z szufladek z napisem LGBT, kino queer, coming-of-age. Sęk w tym, że film Luki Guadagnino wymyka się tego typu łatwym klasyfikacjom, przypominając raczej baśń niż klasyczny melodramat o homoseksualnej miłości. Ów odrealniony charakter nadaje mu już samo osadzenie akcji „gdzieś w północnych Włoszech”, w sielskiej scenerii gajów brzoskwiniowych, średniowiecznych miasteczek i skąpanych w słońcu pól uprawnych. Włochy w obiektywie Sayombhu Mukdeeproma stanowią niezwykle wdzięczne tło dla opowieści o pierwszej miłości, w niczym nie przypominając jednak równie uroczych, co tandetnych pocztówek dla turystów. Istotny jest również wybór pory roku, lato zawsze kojarzy się bowiem z czasem, w którym puszczają obyczajowe hamulce – pozwalamy sobie na więcej, znacznie więcej też jesteśmy w stanie sobie wybaczyć. Trzy letnie miesiące to czas zatracenia się w chwili, podążania za zmysłowymi doznaniami, otwierania się na przygodę, najczęściej ze świadomością jej ulotności i przemijalności.

call-me-by-your-name-poster.jpg

W opowieści o relacji Elia i Olivera brak jest wyciskającego łzy dramatu – cała historia opowiedziana jest z zachwycającą, wolną od czułostkowości lekkością i naturalnością. Owszem, widz zdaje sobie sprawę, że romans dwojga mężczyzn nie może zakończyć się szczęśliwie, ma przy tym jednak świadomość charakteru letnich miłości, równie intensywnych co przelotnych. Co więcej, zarówno dla Elia, jak i Olivera erotyczna fascynacja stanowi raczej element kształtujący ich tożsamość, a nie siłę rujnującą życie. Zwłaszcza Elio znajduje się w wyjątkowym momencie przejścia, między chłopięctwem a dorosłością, dojrzewa niczym brzoskwinia w gaju państwa Perlmanów, z każdym dniem coraz bardziej gotowy do zerwania. Podczas upalnego lata eksperymentuje z własną seksualnością, wdaje się w romans z przyjaciółką, uczy się samodzielnie zaspokajać seksualne potrzeby, a jednocześnie z każdym dniem coraz mocniej pożąda Olivera. Co istotne, scenarzysta James Ivory odchodzi od utartego schematu starszego, a więc bardziej doświadczonego mężczyzny wprowadzającego młodszego partnera w świat zmysłowych doznań. To raczej Elio jest w tej relacji stroną aktywną, on zabiega o kontakt z pasywnym Oliverem, uwodzi go i skłania do odkrywania własnych potrzeb i pragnień. Ponadto, podobnie jak młody Amerykanin, tak i Elio musi odpowiedzieć sobie na pytanie czy lepiej przemówić czy zamilknąć? Obaj muszą zdawać sobie sprawy, że ich relacja nie przerodzi się w stały związek, wiedzą jednak zarazem, że czasami warto ulec, żeby później nie żałować.

Tamte dni, tamte noce to film o pożądaniu i dojrzewaniu seksualnym, daleki jednak od współczesnej dosłowności. Mało w nim dialogów dotyczących seksu, cała historia rozgrywana jest bowiem głównie w gestach, spojrzeniach, postawach ciała. Erotyzm potraktowany został w filmie Luki Guadagnino z subtelnością i poczuciem humoru, choćby w momencie gdy kamera ze splecionych w miłosnym uścisku ciał Olivera i Elia, dyskretnie przesuwa się na okno. Tamte dni, tamte noce to także zachwycające połączenie rozkoszy ciała i ducha, w którym doznania zmysłowe uzupełniane są przez odczucia intelektualne. Willa państwa Perlmanów wypełniona jest książkami, oboje w wolnych chwilach czytają klasyki światowej literatury, przy obiedzie w ogrodzie snują filozoficzne rozważania. Elio nie rusza się z domu bez książki, podobnie jak Oliver czytający przy basenie rozprawę naukową profesora Perlmana. Nad całym mikroświatem włoskiej willi unosi się ponadto duch antycznego uwielbienia dla cielesnego piękna, przejawiający się choćby w fascynacji Olivera i profesora Perlmana starożytnymi posągami.

Tamte dni, tamte noce to piękna opowieść o kształtowaniu seksualnej tożsamości, dojrzewaniu emocjonalnym i intelektualnym, oraz chwytaniu nadarzających się szans, ukryta pod płaszczykiem lekkiej historii o wakacyjnej miłości. A jednocześnie budząca w widzu tęsknotę za wszystkimi letnimi miesiącami z czasów nastoletnich. Tęsknotę wywołującą raczej ciepło w sercu i nostalgiczny uśmiech niż smutek z powodu przemijającego czasu.

Jeden komentarz Dodaj własny

  1. tanayah pisze:

    Bardzo chcę obejrzeć ten film, ale w kinie w moim mieście go nie grają 😦 Chyba wybiorę się do Katowic…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s