CHWILA DLA KINOMANA

Bogini i pies: „Miód dla dakini” w reż. Dechen Roder

W debiucie Dechen Roder spotyka się zachodnia stylistyka kina noir z buddyjskim mistycyzmem i jest to spotkanie niezwykle udane. Stanowiące, w dodatku, oryginalne proekologiczne przesłanie.

Bhutan, czasy współczesne. W niewielkiej miejscowości Bum’tang w tajemniczych okolicznościach znika przeorysza buddyjskiego klasztoru. Policja podejrzewa, że w sprawę zamieszana jest Choden (Sonam Tashi Choden), przybyła tu przed kilkoma laty outsiderka, którą miejscowa ludność uważa za demona. Dzięki pomocy przyjaciółki o imieniu Jampa (Deki Yangchen) kobiecie udaje się uciec, jej tropem podąża jednak jeden z najbardziej ambitnych lokalnych policjantów, Kinley (Jamyang Jamtsho Wangchuk). Kilkudniowa podróż przez niemal dziewiczą dżunglę sprawia, że mężczyzna zaczyna inaczej patrzeć nie tylko na kwestię uprowadzenia przeoryszy, ale i otaczającą go przyrodę oraz ludzi.

1200x1739_p3on3d

Kino Bhutanu to jedna z najmłodszych kinematografii świata, jej początek datowany jest bowiem na połowę lat 90. ubiegłego stulecia. Młody wiek nie oznacza jednak niedojrzałości, bhutańska kinematografia rozwija się bowiem niezwykle prężnie i ma coraz więcej ciekawych rzeczy do powiedzenia, czego dowodem jest chociażby Miód dla dakini. W swoim pełnometrażowym debiucie Dechen Roder sięgnęła po modną wśród filmowców z Królestwa Smoka buddyjską mistykę, w przeciwieństwie do znacznej części swoich kolegów po fachu nie zestawiła jej jednak ze stylistyką indyjskiej kinematografii popularnej. Zamiast tego młoda reżyserka postawiła na europejskie kino noir, niegdyś święcące triumfy na ekranach kin, dziś kojarzone głównie z niskobudżetowymi dreszczowcami. Przepuszczając je przez pryzmat azjatyckiej wrażliwości Dechen Roder uzyskała efekt tyleż oryginalny, co fascynujący i przyciągający uwagę. Mamy więc w obrazie Miód dla dakini kobietę o imieniu Choden, femme fatale o wielu twarzach; dla mieszkańców Bum’tang to demonica uwodzącą mężczyzn i doprowadzająca ich do zguby, dla Kinleya boginka związana z Naturą, dla szefa lokalnej policji groźna zabójczyni, w rzeczywistości natomiast atrakcyjna, nowoczesna i niezależna kobieta, żyjąca według własnych reguł. Jako autorka scenariusza Dechen Roder wprowadziła w ten sposób subtelny wątek feministyczny, pokazujący jak nieufnie jej rodzima kultura podchodzi do kobiet opierających się patriarchalnym schematom. Choden to istota piękna, zarówno fizycznie, jak i duchowo, niezwykle silna, a jednocześnie eteryczna, spokojna i cicha, której moc wyraża się nie poprzez przemoc i ślepą furię, lecz właśnie poprzez łagodną naturę i dążenie do duchowej harmonii. Żyje tak jak chce, nie przejmuje się normami narzuconym jej przez męski świat, eksploruje tereny zdominowane przez mężczyzn. Feministyczny wydźwięk nadaje filmowi Miód dla dakini również obecność postaci oświeconych kobiet, choćby mistyczki Tashi Khyidron, tytułowej dakini. Jak zaznacza sama reżyserka, w bhutańskim buddyzmie funkcjonują raczej męskie wzorce do naśladowania, marginalizowane są natomiast legendy dotyczące kobiet. Miód dla dakini przywraca należne im miejsce w religijnej wyobraźni mieszkańców Królestwa Smoka.

Przeciwnikiem Choden staje się Kinley, typowy bohater kina noir, a więc wyalienowany, cyniczny twardziel, który pod wpływem magicznej osobowości Choden zaczyna dostrzegać piękno otaczającego go świata. Poprzez zestawienie takich postaci jak Choden i Kinley, autorka scenariusza pokazała dwie rywalizujące ze sobą postawy wobec życia, jakie cechują współczesną ludzkość. Kinley to uosobienie agresywnej nowoczesności, oderwanej od natury i skoncentrowanej na rozwoju gospodarczym i technologicznym. Choden symbolizuje natomiast wszystkich tych, którym bliskie są takie kwestie jak związek człowieka z Naturą, ochrona środowiska naturalnego i życie w zgodzie z otaczającym nas światem. Niewątpliwie, metaforyczne zestawienie owych dwóch postaw zostało narysowane dość grubą kreską, opowieść snutą przez Dechen Roder można jednak nazwać najwyżej prostą, nigdy zaś prostacką. Owa gruba kreska rozmywa się bowiem niemal całkowicie w świetnej, choć enigmatycznej narracji oraz wizualnym pięknie obrazu, na którym piętno odcisnęła stylistyka kinematografii noir. Podobnie jak dawni mistrzowie europejskiego czarnego kina, tak i Dechen Roder wraz z operatorem Jigme Tenzingiem zdecydowali się na dominację cienia: bohaterowie poruszają się w ciemnych pomieszczeniach i szarych, ponurych zaułkach miasta. Pełne blasku kolory i wypełnione światłem kadry wstępują wyłącznie w scenach opowieści Choden o silnych mniszkach i urodziwych boginiach.

Miód dla dakini przypomina baśń, stanowi jednak zarazem bardzo realistyczny obraz współczesnego Bhutanu. Dechen Roder kontrastuje ze sobą codzienne życie współczesnego miasta, niewiele różniącego się od zachodnich metropolii, z niemal mistycznymi obrazami Natury, religii i wiejskiej egzystencji, pokazując swoją ojczyznę jako kraj przepełniony sprzecznościami. Jej debiutancki film pełnometrażowy w ciekawy sposób łączy tradycję i nowoczesność a także racjonalizm z głęboką religijnością, stanowiąc oryginalną, i wartą obejrzenia feministyczną reinterpretację klasycznego gatunku filmowego, jakim jest kino noir.

Reklamy

Jedna myśl na temat “Bogini i pies: „Miód dla dakini” w reż. Dechen Roder

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s