Przestępczość dla zaawansowanych: „Jedna jedyna” Jørna Liera Horsta

Lektura kolejnych tomów cyklu z komisarzem Williamem Wistingiem jest jak powrót do domu po długiej podróży: niby wiesz, czego się spodziewać, a oczekujesz tego z niecierpliwością. Jørn Lier Horst po raz kolejny trzyma poziom serwując czytelnikom kawał porządnej powieści policyjnej.

Kajsa Berg to młoda gwiazda norweskiej piłki ręcznej, która niedawno przeprowadziła się do Larvik i tu rozwija swoją karierę sportową. Pewnego upalnego lipcowego dnia dziewczyna wychodzi na trening i znika bez śladu. Wkrótce potem w pobliskim lesie policja odnajduje zwłoki mężczyzny, który zginął na skutek pożaru. William Wisting musi prosić o wsparcie policji spoza Larvik, zwłaszcza że w mieście dochodzi jednocześnie do serii włamań. Sytuacji komisarza nie poprrawia fakt, że jego przebywająca w Afryce żona od dłuższego czasu nie daje znaku życia.

DSC_0157_7503

Dobrze mieć serię książkową, do której można wracać bez obawy o rozczarowanie. Cykl z komisarzem Williamem Wistingiem jest właśnie takim pewniakiem, dającym czytelnikowi wszystko to, czego oczekuje on od literatury rozrywkowej, czyli wartką akcję, lekki styl prowadzenia narracji, ciekawych, zapadających w pamięć bohaterów, a na dodatek intrygujące tło społeczno-obyczajowe odkrywające prawdziwe oblicze skandynawskiego życia. Niewątpliwą zaletą serii jest jej wiarygodność, Jørn Lier Horst przez wiele lat pracował bowiem jako policjant, pracę śledczych poznając od podszewki. Jedna jedyna ma to wszystko, co sprawia, że doskonale komponuje się z czterema poprzednimi częściami cyklu, z wyjątkiem wątku społecznego. Tym razem autor zamiast dokonywać kolejnej dekonstrukcji mitu o skandynawskim raju na ziemi, skupia się jeszcze mocniej na samej kwestii policyjnego dochodzenia. Horst mnoży postacie i wikła wątki, pokazując jak żmudną pracę muszą wykonywać śledczy, aby doprowadzić sprawę do pożądanego finału. Kolejne tropy pojawiają się w najmniej oczekiwanych momentach, budzą nadzieję na przełom, po czym okazują się spowalniającymi śledztwo i rodzącymi frustrację policjantów niewypałami. To jednak nie tylko realne odzwierciedlenie pracy śledczych, ale i sposób na utrzymanie uwagi czytelnika – akcja ma bowiem szybkie tempo i obfituje w liczne zwroty i zaskoczenia.

W Jednej jedynej nie ma policyjnych herosów na wzór Harry’ego Hole’a – detektywi z Larvik to ludzie, których od zwykłych obywateli odróżnia jedynie determinacja oraz intuicja będąca wynikiem wieloletniego doświadczenia w pracy dochodzeniowców. William Wisting przypomina nieco słynnego Kurta Wallandera, choć nie posiada jego skłonności do depresji i uzależnień. Odznacza go natomiast to samo oddanie pracy i nieufność w stosunku do nowinek takich jak wizytówki, telefony komórkowe czy komputerowe bazy danych. Innowacje technologiczne i ich oddziaływanie zarówno na codzienne życie, jak i rozwój przestępczości, stanowi zresztą bardzo ciekawy wątek czwartej części serii z komisarzem Williamem Wistingiem. Autor pokazuje bowiem jak upowszechnienie internetu wpłynęło na działalność złodziei, zapewniając im nowe kanały zbytu i poszerzając pole ich aktywności, co Jørn Lier Horst, ustami swego bohatera, nazywa przestępczością dla zaawansowanych. Poprzez motyw internetowych stron pornograficznych norweski pisarz porusza również kwestię cyberprzemocy i bezradności osób, które padły jej ofiarą. Dla współczesnego czytelnika są to tzw. oczywiste oczywistości, dobrze jednak przyjrzeć się im z perspektywy drugiej połowy lat 90., czyli czasów, w których toczy się akcja powieści Jedna jedyna.

Pod względem językowym Jørn Lier Horst jak zwykle trzyma poziom, choć zdarzają mu się stylistyczne mielizny. Są one jednak nieliczne, a norweski pisarz odznacza się taką swadą narracyjną, że tego rodzaju grzeszki z łatwością można mu wybaczyć. Tradycją stał się już fakt, że kolejne tomy cyklu z Williamem Wistingiem wydawnictwo Smak Słowa serwuje czytelnikom dwa razy w roku: wiosną i jesienią. I choć tej drugiej pory roku szczerze nie znoszę, możliwość spotkania z komisarzem z Larvik i jego drużyną osładza mi myśl o jej nadejściu. Dobrze mieć świadomość, że ukaże się książka, która umili chociaż kilka jesiennych wieczorów.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Smak Słowa i firmie Business&Culture.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s