Prawo Joanny: „Chyłka. Zaginięcie w reż. Łukasza Palkowskiego

Chyłka. Zaginięcie nie wyróżnia się spośród tego rodzaju polskich produkcji telewizyjnych, zapewnia jednak widzowi sporą dawkę dobrze podanej rozrywki. Nie łamiąc jednocześnie serc miłośników powieściowej serii z Joanną Chyłką.

Jestem na tyle stara, by dobrze pamiętać ogólnopolską histerię związaną z kompletowaniem obsady aktorskiej filmu Ogniem i mieczem Jerzego Hoffmana. Po dziewiętnastu latach niespodziewanie dostałam powtórkę z rozrywki, tyle że na nieco mniejszą skalę – bądź co bądź popularnością i stopniem narodowego uwielbienia Remigiusz Mróz jeszcze Sienkiewiczowi nie dorównuje. Potem nastąpiła wszędobylska promocja, wylewająca się głównie z mediów społecznościowych, których siłą rzeczy, jestem dość aktywną użytkowniczką. Jako, że w niektórych przypadkach faktycznie co za dużo to niezdrowo, serialu Chyłka. Zaginięcie miałam serdecznie dosyć na długo przed premierą pierwszego odcinka. A jednak obejrzałam. I dobrze zrobiłam, stacji TVN wyszedł bowiem całkiem niezły serial kryminalny, który powinien zadowolić także fanów twórczości Remigiusza Mroza, siłą rzeczy podchodzących do ekranizacji z większym pietyzmem niż pozostali widzowie.

Zrzut ekranu 2019-01-02 (godz. 12.09.53)

Casting wypadł nadspodziewanie dobrze, a producentom udało się pozyskać całkiem imponującą jak na serial internetowy plejadę gwiazd. Najwięcej kontrowersji wzbudzał, rzecz jasna, wybór aktorki mającej wcielić się w tytułową bohaterkę – postać gwiazdy warszawskiej palestry świetnie sprawdza się bowiem na papierze, w bardziej zbliżonym do realnego życia filmie może jednak razić sztucznością. Magdalena Cielecka dobrze radzi sobie z tym wyzwaniem, choć widać, że nie od razu znalazła klucz do swojej bohaterki. W pierwszych scenach zanadto szarżowała, z minuty na minutę zdawała się jednak coraz lepiej wyczuwać swoją postać. Filip Pławiak w roli Kordiana Oryńskiego dzielnie próbuje dotrzymać jej kroku, z różnym skutkiem, ogólnie na tyle pozytywnym jednak, by dać mu kredyt zaufania. Strzałem w dziesiątkę okazało się obsadzenie Piotra Żurawskiego w roli Kormaka – komputerowego geniusza, nerda i fanatycznego miłośnika twórczości McCarthy’ego, oraz Michała Żurawskiego i Katarzyny Warnke w rolach małżeństwa Szlezyngierów. Aktorkę chyba zawsze otrzymywać już będziemy w pakiecie z mężem – Piotr Stramowski jak na razie tylko mignął jednak na ekranie, trudno więc ocenić jak spisze się w roli mecenasa Adama Kosmowskiego. Tym, co cieszy jest fakt, że oboje dostali szansę wyjścia poza filmy Patryka Vegi, na którą przynajmniej według mnie od dawna zasługiwali.

Książki Remigiusza Mroza słyną z absolutnej nieprzewidywalności fabularnej i szybkiej akcji obfitującej w nagłe zwroty, scenarzyści musieli więc jedynie podążać za opowiadaną przez pisarza historią, by mieć pewność, że widzowie nie będą się nudzić. Zaczęli od drugiego tomu serii z Joanną Chyłką, wplatając w historię zaginięcia małej Nikoli wątek pierwszych kroków stawianych przez Kordiana Oryńskiego w kancelarii Żelazny&McVay. Wyszło dobrze, fabuła serialu w żadnym momencie nie sprawia wrażenia patchworku, w którym jeden z elementów doszyty został na siłę, w dodatku nazbyt grubą nitką. Akcja jest sensownie rozłożona na poszczególne odcinki, tak że finał każdego z nich budzi chęć obejrzenia kolejnego. Jeśli scenarzyści nadal trzymać się będą powieściowego pierwowzoru, widzom nie grozi rozczarowanie finałem, co niestety częste w polskich serialach. Chyłka. Zaginięcie jest produkcją dość nierówną pod względem warstwy dialogowej – błyskotliwe teksty przeplatają się z kwestiami, których nawet tak uzdolniony aktor jak Jakub Gierszał nie jest w stanie wypowiedzieć w naturalny sposób. W scenariuszu pojawia się też kilka niekonsekwencji, jak choćby tajemnicze pojawienie się stroju do biegania Zordona, widać też momentami, że Edward Miszczak poskąpił funduszy na scenografię i efekty specjalne (vide: wypadek samochodowy Chyłki). Braki te rekompensują dobre zdjęcia, zwłaszcza panoramy Podlasia, zachwycającej samej w sobie – operator nie miałby wprawdzie szans na nagrodę na Camerimage, jak na serial internetowy spisał się jednak wystarczająco dobrze.

Można się, rzecz jasna, czepiać drobiazgów takich jak wiek Magdaleny Cieleckiej, kolor jej włosów czy rodzaj palonych papierosów, i nie wątpię, że najbardziej fanatyczni miłośnicy serii z Joanną Chyłką skreślą z tego powodu serial Łukasza Palkowskiego. Można, tylko po co? Chyłka. Zaginięcie nie jest produkcją wyróżniającą się spośród innych polskich seriali kryminalnych, jest jednak obrazem na tyle sprawnie nakręconym, by zapewniać dobrą rozrywkę w środowe wieczory. Nie raniąc jednocześnie serc miłośników powieściowej Joanny Chyłki. Tylko tyle, i aż tyle.

2 komentarze Dodaj własny

  1. Traszka pisze:

    Nie bardzo rozumiem nazwania tej serii Chyłka jak te książki które przynajmniej już przeczytałam skupiają się przede wszystkim na kordianie. Trochę namieszali z tym odwróceniem kejnosci serialu i wrzucenie zordona w połowie jakoby zaczynał dopiero.. No ale tak sobie wymyślili. Jednak w książce zordon irytuje bardziej niż w serialu.

    1. Ciekawe spostrzeżenie – faktycznie, w książkach trudno jednoznacznie wskazać głównego bohatera i to chyba Kordian wybija się jednak na pierwszy plan. Tyle, że dla serialu ciekawszą postacią jest charakterna Chyłka 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s