Wino, kobiety i zbrodnia: „Morderstwo w winnicy” M.L. Longworth

Kolejne tomy serii Verlaque i Bonnet na tropie to idealne powieści na wakacje. Szkoda tylko, że mają tę samą wadę co lato: zdecydowanie zbyt szybko się kończą.

Olivier Bonnard ma wszelkie powody do zadowolenia: jest właścicielem jednej z najbardziej renomowanych winnic w okolicach Aix-en-Provence, zatrudnia najlepszych fachowców, a jego pierworodny syn marzy, by pójść w zawodowe ślady ojca. Sytuacja zmienia się, gdy Olivier odkrywa, że z jego piwnicy został skradziony spory zapas starego, bezcennego wręcz wina. Sprawa wykracza wprawdzie poza jurysdykcję sędziego Antoine’a Verlaque’a, w winnicy Bonnarda pracuje jednak żona jego najbliższego współpracownika Brunona Paulika. Jednocześnie w siedzibie lokalnej policji zjawia się Gilles d’Arras, by zgłosić zaginięcie żony. Starsza pani odnajduje się wkrótce martwa w winnicy Oliviera Bonnarda, w samym Aix-en-Provence dochodzi natomiast do dwóch ataków na młode kobiety.

DSC01569-01

Nie lubię utartych porównań, w niektórych przypadkach trudno się jednak od nich powstrzymać. Ot, choćby przy pisaniu recenzji powieści z Prowansji, regionu winem i….winem płynącego – powiedzenie o winogronowym napoju i dojrzewaniu samo się przecież nasuwa. I faktycznie, M.L. Longworth jest jak wino: im starsza, tym lepsza, przy czym w przeciwieństwie do ulubionego alkoholu Francuzów dojrzewa szybko, a jej proza nie wymaga długiego leżakowania. I tak jak wino, nie jest to rzecz, która każdemu odbiorcy przypadnie do gustu, kanadyjska pisarka tworzy bowiem tzw. cozy mysteries, czyli powieści kryminalne z niewielką ilością krwi i przemocy, za to z rozbudowanym tłem społeczno-obyczajowym. Miłośnicy brutalnych i mrocznych kryminałów w skandynawskim stylu mogą poczuć się cyklem Verlaque i Bonnet na tropie rozczarowani, zbrodnia pełni tu bowiem jedynie motor napędowy wydarzeń, a nie sedno fabuły. Warto jednak zaznaczyć, że z każdym kolejnym tomem M.L. Longworth coraz sprawniej odmierza proporcje między kryminałem a powieścią obyczajową, tak że w Morderstwie w winnicy tło społeczne faktycznie jest tłem, a nie elementem fabuły próbującym (z sukcesem) konkurować z wątkiem kryminalnym. Intryga, tak jak w dwóch poprzednich tomach cyklu, skonstruowana jest ciekawie i inteligentnie, podobnie jak samo śledztwo – autorka zredukowała jedynie udział Marie Bonnet w dochodzeniu do rozwiązania zagadki. Sam finał może budzić lekkie rozczarowanie, nie na tyle duże jednak, aby popsuć przyjemność z lektury.

W Morderstwie w winnicy M.L. Longworth postawiła na wątek kryminalny, z tła społeczno-obyczajowego całkiem jednak nie zrezygnowała. I dobrze, bo obraz Prowansji, jaki autorka maluje w swoich powieściach, to znak rozpoznawczy jej prozy, przynajmniej na polskim rynku wydawniczym. Tym razem M.L. Longworth odsłania przed czytelnikiem mało znaną poza granicami Francji kwestię powojennych zaszłości, a konkretnie kobiet utrzymujących intymne relacje z niemieckimi żołnierzami w czasie II wojny wojny światowej. Dla wielu z nich tzw. collaboration horizontale była jedyną szansą na zapewnienie bezpieczeństwa, czy to fizycznego, czy finansowego, dla innych ekscytującą przygodą, dla niektórych prawdziwą miłością. Niezależnie od przyczyn, dla których wdały się w romans z okupantami, po zakończeniu wojny kobiety te ulegały publicznym linczom, ich dzieci musiały natomiast mierzyć się z powszechną pogardą i ostracyzmem społecznym. Nie mówiąc już o rozdzieleniu z rodziną, o czym w ciekawy sposób pisze M.L. Longworth. Autorka zabiera też czytelnika do winnicy, zdradzając kulisy produkcji wina w rodzinnych, dziedziczonych z pokolenia na pokolenie plantacjach, coraz częściej zmuszanych do konkurowania z winnicami wykupywanymi przez zagranicznych, w tym chińskich, inwestorów.

A co poza tym? Wszystko to, do czego M.L. Longworth przyzwyczaiła czytelników w dwóch poprzednich tomach cyklu, i co czytelnik zdążył polubić, czyli leniwie (co nie znaczy, że nużąco) prowadzona narracja, wzbudzający sympatię bohaterowie (łącznie z nowym nabytkiem Palais de Justice w postaci młodego policjanta z Alzacji), oraz piękno Prowansji i tamtejszego stylu życia. Razem z Marie, Antoinem i Brunonem czytelnik ponownie spaceruje wąskimi uliczkami Aix-en-Provence, podziwia lokalną architekturę, próbuje smaków tamtejszej kuchni, i poznaje nie zawsze dobre maniery jego mieszkańców. Dobrze, że Smak Słowa wydaje kolejne tomy cyklu Verlaque i Bonnet na tropie wczesnym latem, bo to idealne powieści na wakacje. Szkoda tylko, że mają tę samą wadę co lato: zdecydowanie zbyt szybko się kończą.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Smak Słowa.

Jeden komentarz Dodaj własny

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s