Przechytrzyć system:”Parasite” w reż. Bong Joon-ho

Filmowa petarda tegorocznej jesieni – tak Parasite reklamuje dystrybutor i nie myli się nawet w jednym procencie; nowy obraz Bong Joon-ho to bodajże najmocniejszy kandydat do miana arcydzieła spośród wszystkich filmów, jakie obejrzałam na przestrzeni ostatnich kilku lat.

Ki-woo (Woo-sik Choi) i jego siostra Ki-jung (Park So-dam) to uzdolnieni, ale pozbawieni perspektyw młodzi mieszkańcy Seulu. Mieszkają wraz z rodzicami w zatęchłej, wiecznie zalewanej przez wodę z ulicy suterenie, a ich jedynym źródłem utrzymania jest składanie opakowań na pizzę. Szansa na odmianę losu całej rodziny pojawia się, gdy Ki-woo, dzięki protekcji przyjaciela, dostaje posadę korepetytora w domu zamożnego małżeństwa Parków. Już w czasie pierwszej wizyty u swoich nowych pracodawców, chłopak dostrzega możliwość ustawienia swoich bliskich – robi wszystko, by przechytrzyć system, a pomaga mu w tym nieskrępowana wyobraźnia i nie znająca granic brawura.

MV5BOWVmODY4MjYtZGViYS00MzJjLWI3NmItMGFmMDRkMzI1OTU3XkEyXkFqcGdeQXVyNTQ0NTUxOTA@._V1_

Filmowa petarda tegorocznej jesieni – tak Parasite reklamuje dystrybutor i nie myli się nawet w jednym procencie; nowy obraz Bong Joon-ho to bodajże najmocniejszy kandydat do miana arcydzieła spośród wszystkich filmów, jakie obejrzałam na przestrzeni ostatnich kilku lat, przebijający nawet świetny Ból i blask Pedra Almodovara. Koreański reżyser tym razem bierze na tapetę kwestię powiększającego się rozwarstwienia społecznego w jego ojczyźnie – już teraz prawie połowa obywateli w wieku powyżej 65 lat żyje we względnym ubóstwie, co jest najwyższym poziomem wśród 34 krajów OECD. Nędza to rzeczywistość rodziny Ki-woo – ani rodzice ani ich dorosłe już przecież dzieci nie mają stałego zatrudnienia, dorabiają składaniem opakowań dla pobliskiej pizzerii, mieszkają w suterenie zalewanej przez ścieki i brudy z ulicy. Wydawać by się mogło, że to oni są tytułowym pasożytem, bez skrupułów wykorzystującym rodzinę Parków. Nie mają oporów moralnych, nie czują solidarności ze swymi poprzednikami, nie znają granic, za które nie należy się posuwać. Bong Joon-ho nie byłby jednak sobą, gdyby nie zasiał w widzu ziarnka niepewności, czy aby nie jest zgoła odwrotnie? Może to Parkowie pasożytują na podległej im biedocie, budując swoją codzienność na ciężkiej pracy swoich podwładnych? Reżyser ewidentnie zadaje to pytanie, nie udziela jednak odpowiedzi. Co więcej, zdaje się sugerować, że to bliskim Ki-woo los zesłał większe bogactwo niż Parkom – walutą, którą dysponują jest bowiem miłość, wzajemne wsparcie i gwarancja, że tak długo jak żyje ktokolwiek z ich rodziny, nikt nigdy nie będzie osamotniony i pozostawiony samemu sobie. Parkowie żyją wprawdzie w luksusie, ich egzystencja przypomina jednak ich dom: luksusowy, ale zimny, pozbawiony duszy i w gruncie rzeczy nieprzyjemny. Rezydencja Parków pełni też funkcję symbolu na innej płaszczyźnie – reprezentuje bowiem miniaturową piramidę społeczną, w której bunkier utożsamiany jest ze społecznymi nizinami, właściwe mieszkanie zaś z wyższą pod względem hierarchii klasą posiadaczy. Obawiających się o nadmierny dydaktyzm od razu uspokajam: Parasite to nie moralitet. Nie ma w filmie Bong Joon-ho taniego sentymentalizmu, walka z nierównością społeczną to zresztą nie jedyne jego przesłanie. Parasite równie dobrze można bowiem odebrać jako film o ambicji, aspiracji do lepszego życia i sposobach na osiągnięcie tego celu. I tu pada kolejne pytanie od reżysera: jak daleko można się posunąć w realizacji marzeń i potrzeb? Jak się domyślacie, pada wyłącznie pytanie, odpowiedź musicie znaleźć sobie sami.

Płakaliście na filmie Okja? Na Parasite też będziecie, tyle że ze śmiechu. Nowy film Bong Joon-ho odznacza się zaskakująco lekką formułą, niemal do samego końca, gdy reżyser nagle serwuje widzowi emocjonalny cios prosto w twarz. W efekcie z kina wychodzi się w stanie przyjemnego oszołomienia i zamyślenia – jeśli tego oczekujecie od dobrego kina, Parasite na pewno Was nie zawiedzie. Nie pytajcie tylko jaki gatunek filmowy reprezentuje, bo na to pytanie nie ma jednoznacznej odpowiedzi – Bong Joon-ho połączył w swoim nowym obrazie elementy thrillera, przypowieści, groteski i czarnej komedii, mieszając je w absolutnie doskonałych proporcjach. Najmocniejszą stroną filmu, obok świetnie skompletowanej obsady aktorskiej, jest sposób prowadzenia narracji. Bong Joon-ho buduje fabułę ze skrupulatnie i konsekwentnie dodawanych warstw – krok po kroku tworzy w ten sposób najbardziej dopracowaną kompozycję w całej swojej karierze filmowej. Momentami jedzie po bandzie, tak że widz ma wrażenie, że za chwilę cała ta misternie budowana konstrukcja przewróci się jak domek z kart, tyle że z większym hukiem. A jednak nie – fabuła trzyma się świetnie, nie ma w niej najmniejszych pęknięć ani niedociągnięć. Jest za to sporo zaskakujących zwrotów akcji, dzięki którym uwaga odbiorcy nawet na moment nie ulega rozproszeniu, i ogromna dawka ironicznego, czarnego humoru.

Bong Joon-ho uważany jest za jednego z najlepszych współczesnych filmowców i choćby z tego względu warto poznać jego twórczość. Nawet jeśli nie przepada się za kinem koreańskim.

2 komentarze Dodaj własny

  1. Mam nadzieję, że uda mi się wybrać na film! 🙂

    1. Koniecznie! To jest filmowa pozycja obowiązkowa 😀😀

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s