SMS FILMOWY: WRZESIEŃ

Świat lubi równowagę, po zachwytach nad Parasite czas więc na porcję filmowej goryczy. I to całkiem sporą porcję.

Wrześniowy SMS sponsoruje literka N jak Netflix. Mam dla was dwie produkcje, jedną zaległość i jedną nowość – obie w założeniu sympatyczne i niezobowiązujące, idealne na wieczór po pracy, gdy potrzebna jest lekka, ale nie obrażająca inteligencji rozrywka. Niestety, tylko w założeniu.

Chopsticks (Pałeczki) w reż. Sachina Yardiego – kolejna oryginalna produkcja Netflixa z Indii. Nirma Sahastrabuddhe (Mithila Parkar) to młoda mieszkanka Mumbaju pracująca jako tłumaczka z języka chińskiego. Widz poznaje ją w momencie, gdy spełnia marzenie o kupnie samochodu – niestety, jeszcze tego samego dnia auto zostaje skradzione. Dziewczyna zwraca się o pomoc do tajemniczego Artysty (Abhay Deol), cieszącego się sławą wirtuoza złodziejskiego fachu. Ten nie tylko pomaga dziewczynie odzyskać wymarzony samochód, ale też daje jej lekcję życia i pewności siebie.

Niejeden już raz pisałam, że kino bollywoodzkie powoli, ale dość konsekwentnie odchodzi od wizerunku kobiety jako seksownego, lecz głupiutkiego i bezwolnego kociaka, nie radzącego sobie w życiu bez męskiej pomocy. Film Chopsticks jest całkowitym zaprzeczeniem tych starań, powiela bowiem niemal wszystkie stereotypy obecne w indyjskiej kinematografii komercyjnej. Jak sądzę, w założeniu scenarzystów Nirma miała być urocza i nieporadna, w rzeczywistości jest jednak kompletną idiotką, która nijak nie jest w stanie zdobyć sympatii widza. I to pomimo wysiłków uzdolnionej przecież Mithili Palkar, próbującej tchnąć w tę postać nieco realizmu. Indyjskie działaczki na rzecz praw kobiet muszą zgrzytać zębami w bezsilnej złości, nawet jednak pomijając aspekty feministyczne, filmu Sachina Yardiego nie da się oglądać bez uśmiechu politowania. Co razi najbardziej? Chyba absolutny brak pomysłu na scenariusz – fabuła jest mętna i pozbawiona logiki, postacie zarysowane maksymalnie grubą kreską, a końcowe przesłanie nudne i oparte na stereotypach dotyczących różnic między płciami. Żarty nie śmieszą, może z wyjątkiem lapsusu Nirmy o chińskich podróbkach. Uśmiech, ale nie radości, budzi raczej kiepska charakteryzacja i równie słaba scenografia – fakt, że Chopsticks jest produkcją niskobudżetową nie stanowi tu usprawiedliwienia, indyjscy filmowcy niejednokrotnie pokazywali bowiem, że nawet przy małych nakładach finansowych są w stanie zrobić dobry film. Film Sachina Yardiego to oryginalna produkcja Netflixa, co pokazuje, że platformie te znacznie lepiej idzie kupowanie indyjskich formatów niż tworzenie własnych.

MV5BYjBhNWVjN2MtNDY0ZS00YmFmLTg4ZmEtMTA2YWEzZmI1YjFhXkEyXkFqcGdeQXVyMTMxODk2OTU@._V1_

Twierdza Szanghaj w reż. Tenga Huatao – kolejna po Wędrującej ziemi chińska odyseja kosmiczna. Ziemia zostaje zaatakowana przez przybyszów z kosmosu, poszukujących skradzionego przez Ziemian źródła energii. Po trwającej kilka lat wojnie, w Chinach powstaje elitarna grupa mająca skutecznie stawić czoła najeźdźcom. Należy do niej młody Jiang Yang (Lu Han), marzący zarówno o awansie na komandora, jak i zdobyciu serca pięknej przełożonej, Lin Lan (Shu Qi). On i jego koledzy mają ręce pełne roboty, kosmici co rusz wykorzystują dziury w otaczającym Szanghaj polu siłowym i pustoszą miasto.

Twierdza Szanghaj to dowód na to, że w memach o wyjmowaniu sobie oczu po wyjątkowo nieudanym seansie filmowym nie ma nawet krzty przesady. Film kosztował chińskich producentów prawie 60 mln USD i na ekranie widać każdy wydany banknot – jest spektakularnie, kolorowo i widowiskowo. Kosmici śmigają z prędkością błyskawicy, drony wybuchają nader efektownie, multimedialne ekrany błyszczą jak bożonarodzeniowe choinki, a samochody po eksplozjach na zwolnionym tempie wylatują w powietrze. Jest więc wszystko z wyjątkiem sensu – wydaje się, że przy całym tym wizualnym rozbuchaniu producentom na koniec dnia najzwyczajniej zabrakło kasy na dobrego scenarzystę. W fabule jest więcej dziur niż w polu siłowym nad Szanghajem, poszczególne sceny nader często nie wynikają jedna z drugiej, nie mówiąc już o absurdach w rodzaju eleganckich akademików dla żołnierzy i totalnie bezsensownego wątku miłości młodego Jianga Yanga. Twierdza Szanghaj to przedziwny miks science-fiction, romansu, i motywów z kina coming-of-age, okraszony nieznośną ideologią stawiającą Chiny w roli zbawcy świata i ciut za dużą dawką patosu. Całkowicie też odrealniony – twórcy nie zadbali nawet o pozory wojennych zniszczeń, choć lektor w trailerze zapowiadał świat ognia i popiołu. Szanghaj, mimo nękających go eksplozji, przez znaczną część filmu jest śliczny jak z obrazka, a w pięknie tym przebić go mogą tylko członkowie chińskiej armii, bardziej niż elitarnych żołnierzy przypominający wokalistów K-pop. Zawiedzionych chińskich fanów przepraszał publicznie i reżyser i scenarzysta, będący jednocześnie autorem powieści, na podstawie której powstała Twierdza Szanghaj. Trochę to przypomina maoistyczną konstruktywną samokrytykę, nie jest jednak pozbawione słuszności, ich film faktycznie obraża bowiem inteligencję kinomanów.

ea4e6ac2d741a38d7c0430cd7401d2d0

Kiepski to koniec wrzesień, początek nowego filmowego miesiąca zapowiada się jednak całkiem dobrze. Na pierwszy recenzencki ogień pójdzie zdobywca tegorocznego Złotego Niedźwiedzia, czyli izraelski film Synonimy.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s