SMS FILMOWY: PAŹDZIERNIK

W październiku kiniarze wzięli najwyraźniej przykład z pogody i postanowili widzów porozpieszczać. Miłośnicy kinematografii z Bliskiego i Dalekiego Wschodu dostali spóźnione dożynki.

Kinowa jesień Orientem stoi. Festiwal Pięciu Smaków wprawdzie dopiero majaczy na horyzoncie, mamy już jednak za sobą Warszawski Festiwal Filmowy z kilkoma ciekawymi nowościami z Bliskiego i Dalekiego Wschodu oraz Warsaw Korean Film Festival ze świetną retrospektywą Lee Chang-Donga. W SMSie jednak film z regularnej dystrybucji, który wciąż można oglądać na ekranach kin studyjnych oraz mini serial z platformy Netflix – oba stanowiące absolutną kinową jazdę bez trzymanki, którą albo bierze się w całości, albo równie konsekwentnie odrzuca.

Synonimy w reż. Nadava Lapida – nagrodzona berlińskim Złotym Niedźwiedziem opowieść o porażce emigracji. Dwudziestoparoletni Yoav (Tom Mercier) ma dość życia w ojczystym Izraelu. Szansy na normalność i uporanie się z traumą związaną z przymusową służbą wojskową, szuka w Paryżu. Szybko przekonuje się jednak, że odcięcie się od przeszłości jest trudniejsze niż mu się wydawało.

Są filmy po obejrzeniu, których ocena nie nastręcza trudności, od razu wiadomo bowiem, co się właśnie zobaczyło: hit, kit, średnie, ale ujdzie, dobre, choć bez szału itd. Synonimy do tego rodzaju filmów nie należą – to obraz, który musi się dobrze ułożyć w głowie i emocjach, żeby widz mógł z czystym sumieniem stwierdzić, czy wizję reżysera kupuje czy nie. Odpowiedź wcale do łatwych nie należy, Nadav Lapid nieźle bowiem poszalał z formą: sporo w jego nowym filmie eksperymentów z kamerą i montażem, surrealizmu wymieszanego z groteską oraz ironicznego humoru rzuconych na całkiem realny obraz wielokulturowego Paryża XXI wieku. Historia poprowadzona jest dość niekonsekwentnie, tak że całość sprawia momentami wrażenie obrazu delirycznego, manierycznego i przekombinowanego, lepiej sprawdzającego się jako zestaw mniej lub bardziej udanych pojedynczych scen niż spójnej opowieści. W tym szaleństwie jest jednak metoda, którą łatwo kupić zważywszy na to, co Nadav Lapid ma widzowi do powiedzenia. Filmów o bliskowschodnich imigrantach w Paryżu powstało już całkiem sporo, izraelski reżyser zdołał jednak pokazać ograny motyw w sposób nowatorski i oryginalny. Nienawidzący Izraela Yoav chce być bardziej francuski niż Francuzi, a żeby to osiągnąć całkowicie zanurza się w nowym dla siebie języku. Hebrajskiego unika jak ognia, co jest istotne o tyle, że na Bliskim Wschodzie język to jeden z najważniejszych nośników tożsamości kulturowej, etnicznej i religijnej. Poprzez historię Yoava, Nadav Lapid pokazuje porażkę emigracji jako próby ucieczki od samego siebie, wewnętrznych demonów międzypaństwowe granice nie są bowiem w stanie zatrzymać.

7895318.3

Nagi reżyser w reż. Masaharu Take – fabularyzowana biografia człowieka, który odmienił oblicze japońskiej branży porno. Japonia, lata 80. XX wieku. Toru Muranishi (Takayuki Yamada) wiedzie mocno przeciętne życie komiwojażera. W pracy raczej nie odnosi sukcesów, grozi mu więc zwolnienie, w dodatku odkrywa, że obdarzona większym apetytem seksualnym żona od dłuższego czasu przyprawia mu rogi. Jego życie zmienia przypadkowe spotkanie z drobnym cwaniaczkiem Toshim Araiem (Shinnosuke Mitsushima), dzięki któremu Muranishi zaczyna działać w branży pornograficznej i z czasem staje się jej niekwestionowanym królem.

Szukacie serialu na świąteczne spotkanie w rodzinnym gronie? Nagiego reżysera na taką okazję raczej bym nie polecała, za dużo tu bowiem golizny i dzikich seksów, na każdą inną jednak jak najbardziej tak. Ośmioodcinkowy serial może razić nadmiarem wulgarności, warto jednak zajrzeć głębiej, bo pod warstwą nagości i nieuniknionej kopulacji kryje się dobrze poprowadzona opowieść o harcie ducha, determinacji i wiary we własne możliwości. Nagi reżyser to produkcja jeszcze trudniejsza do sklasyfikowania niż wspomniane wyżej Synonimy, stanowiąca przedziwną, lecz fascynującą mieszankę komedii slapstickowej i dramatu społecznego. Twórcy nieustannie balansują między kiczem a artyzmem, subtelność zamieniając na dosłowność i śmiałość okraszone sporą dawką ironicznego poczucia humoru. W efekcie Nagi reżyser to produkcja dzika, szczera i wyrazista, a jednocześnie nie pozbawiona lekkości i wdzięku. Opowiadająca historię konkretnego człowieka, a zarazem zabierająca widza w niemal historyczną podróż po świecie japońskiego podziemia pornograficznego. Scenarzyści osadzili opowieść o Toru Muranishim w urzekającej scenerii tokijskiego Shinjuku, dzielnicy hoteli na godziny, tajnych studiów nagrań, słynnych maid cafe, i sex shopów – pulsujących życiem i nieskrępowaną społecznym gorsetem seksualnością. Jeśli coś w Nagim reżyserze szwankuje to aktorstwo, wyłącznie drugoplanowe jednak – Takayuki Yamada jako cesarz porno i Misato Morita w roli jego pierwszej gwiazdy, Kaoru Kuroki są tak doskonali, że niektórzy z pozostałych członków obsady miewają problemy z dotrzymaniem im kroku.

7888755.3

Jutro książkowe podsumowanie miesiąca, a filmowy listopad zacznę od recenzji serialu, który pomyślnie przeszedł mój prywatny test obiektywności w przedstawianiu konfliktu izraelsko-palestyńskiego.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s