Z pustego i Cielecka nie naleje: „Chyłka:Kasacja” w reż. Łukasza Palkowskiego

Wyrób serialopodobny, w którym fabuła stanowi jedynie przykrywkę dla mało subtelnego product placementu. Szkoda, bo potencjał był.

Wiele wskazuje na to, że Joannę Chyłkę (Magdalena Cielecka) czeka pierwsza w karierze porażka na sali sądowej. Jej klientem zostaje Piotr Langer Junior (Jakub Gierszał), oskarżony o brutalne zamordowanie dwóch osób. Młody biznesmen zostaje aresztowany we własnym mieszkaniu, w którym przez ponad tydzień pozostawał zamknięty z ciałami ofiar. Mimo obciążających go dowodów, Langer nie chce rozmawiać nawet ze swoimi obrońcami.

Mam sporo planów, zarówno na życie doczesne, jak i pozagrobowe. To drugie zamierzam zacząć od urządzenia dwóch miejsc specjalnych w piekle: jednego dla rzeczników prasowych, którzy nie odbierają telefonu, kolejnego zaś dla scenarzystów piszących marne dialogi. Autorzy skryptów do serialu Chyłka:Kasacja trafią tam jako jedni z pierwszych, to co stworzyli jest bowiem gorsze niż teksty piosenek disco polo. Można się zżymać na styl pisania Remigiusza Mroza, powieściowe dialogi skrzyły się jednak od ironicznego, ciętego dowcipu, a wzajemne docinki Chyłki i Zordona stanowiły odbicie łączącej ich relacji, którą parafrazując pewnego polityka, można określić jako szorstką przyjaźń. Serialowe wypowiedzi są jednak tak denne, że ranią uszy nawet najmniej wymagającego widza, wypaczając jednocześnie osobowość tytułowej bohaterki – z przebojowej, szalenie inteligentnej prawniczki Joanna zmienia się w owszem, wyszczekaną, ale w gruncie rzeczy dość prostacką babę z bazaru. Magdalena Cielecka uznała najwyraźniej, że nie co kopać się z koniem i odpuściła sobie jakiekolwiek próby nadania swojej postaci pozory inteligencji wykraczającej ponad poziom gimnazjum. Gra poprawnie, w końcu to utalentowana aktorka, nie ma w niej jednak wdzięku i brawury z pierwszego sezonu Chyłki. Partnerujący jej Filip Pławiak jest tak doskonale nijaki, że mógłby z powodzeniem zagrać tapetę w gabinecie Chyłki – nikt by się nie zorientował. Nie ta dwójka boli jednak w serialu najbardziej – o palmę pierwszeństwa w wyścigu do żenady roku walczą bowiem Olgierd Łukasiewicz i Jakub Gierszał. Obaj stworzyli kreacje tak karykaturalne, że aż śmieszne – aż dziw bierze, że koledzy z planu nie zwrócili im uwagi, że grają w serialu na poważnie, a nie jego parodii. Pod względem aktorskim, od katastrofy serial ratują Szymon Bobrowski, Jacek Koman i Piotr Żurawski – mają w sobie luz, którego bezskutecznie szukałam u Magdaleny Cieleckiej, zdają też dobrze się bawić swoimi rolami.

media-cache-article-cover-2019-11-chyłka-kasacja-premiera-player-pl-2_5dce95ee8b128

Pierwszy sezon serialu o Joannie Chyłce wprawdzie nie powalał na kolana, stanowił jednak dość przyjemną, nieangażującą intelektualnie rozrywkę – a nie ukrywajmy, czasem jest ona potrzebna każdemu człowiekowi, nawet jeśli na co dzień ogląda on niemal wyłącznie filmy Bergmana. Drugi zmierza jednak, niestety, dokładnie w tym samym kierunku, co pisarstwo Remigiusza Mroza, a więc niedopracowanej bylejakości – oby kasa się zgadzała, jakość to sprawa trzeciorzędna. Chyłka: Kasacja sprawia wrażenie serialu zrealizowanego na odwal i to już na poziomie scenariusza – historia broni się wprawdzie jako całość, fabuła nader często sprawia jednak wrażenie chaotycznej i podporządkowanej wyłącznie nachalnemu product placementowi. Powieściowa seria o Joannie Chyłce obecnie zmierza wyraźnie w kierunku literatury obyczajowej, pierwsze tomy stanowiły jednak przykładne thrillery prawnicze – w serialu TVN sala rozpraw pojawia się jednak rzadziej niż podwyżki emerytur w Polsce. W dobie cyfrowego zapisu nie trzeba już martwić się o koszt taśmy filmowej, producent mógł więc pokusić się o wydłużenie każdego odcinka o kilka minut – nie odbiłoby się to niekorzystnie na budżecie, a przyniosłoby korzyść fabule. Chyba, że chodziło o wspomniany wyżej product placement – cóż, promocję czekolady i platformy zakupowej faktycznie trudno wkomponować w sądowe realia. Mamy więc coś, co język polski pięknie określa jako ni pies, ni wydra – ani to dramat sądowy, ani kryminał, ani chociaż porządnie opowiedziana historia obyczajowa.

Pierwszy sezon serialu bronił się niezłymi zdjęciami, drugi zawodzi jednak nawet na tym polu. Owszem, Warszawa to nie piękne samo w sobie Podlasie, operatorzy serialu Ślepnąc od świateł udowodnili jednak, że nawet metropolię można pokazać w sposób intrygujący dla oka. Katastrofy dopełnia fatalna ścieżka dźwiękowa i niezbyt udany, chaotyczny montaż – wszystko to sprawia, że serial da się obejrzeć, ale raczej z zażenowaniem niż zaciekawieniem. Zakończenie ostatniego odcinka sugeruje, że TVN nie wyklucza kontynuacji serialu – mam szczerą nadzieję, że zmieni zdanie, z obowiązku recenzenckiego będę to bowiem musiała obejrzeć, a szkoda mi oczu. Liczę też, że w przypadku ekranizacji Listów zza grobu Remigiusz Mróz będzie miał więcej szczęścia do ekipy filmowej.

8 komentarzy Dodaj własny

  1. tanayah pisze:

    Najbardziej to mnie zawiódł Gierszał. I nie wiem kompletnie, co tu się zadziało, bo wiem, że potrafi dobrze grać…

    1. Dokładnie tak! Ja, nie ukrywam, byłam przekonana, że to będzie najciekawsza kreacja w serialu. Przy pierwszym odcinku czułam się skołowana, ale myślałam, że może dopiero oswaja się z rolą, szuka klucza do postaci…ale z każdym kolejnym odcinkiem było gorzej, a nie lepiej 😦

      1. tanayah pisze:

        Niestety. Jakiś mało psychopatyczny ten psychopata. Gierszał wygląda, jakby wciąż był śpiący. A ta scena, kiedy złapał Zordona za krawat i zaczął mrugać oczami? To miało trzymać w napięciu, a dla mnie było komiczne 😛

        1. Jak ja się wtedy uśmiałam 😀 😀 parodia Hannibala Lectera wyszła, niestety…

          1. tanayah pisze:

            Moją reakcją była kwestia Osła ze „Shreka”: Co tak mrugasz? Wpadło ci coś? 😀

            1. 😂😂😂 Genialne, ale się teraz uśmiałam 😁

              1. Nervco pisze:

                Dopiero jestem po pierwszym odcinku, jakos nie spieszylo mi sie zeby obejrzec serial. Ale wlasnie po tym pierwszym odcinku zaczalem szukac informacji na temat tego co inni zauwazyli w mruganiu. Nie znam sie na alfabecie Morse’a ale to pierwsze co mi sie nasunelo. Scena o ktorej piszesz to cos w rodzaju SB a na koncu JBK ale to domysly ktore wlasnie sklonily mnie do poszukiwan w internecie i widze taka oto wymiane zdan… Wy tak na serio?

                1. Tak, oczywiście, że chodzi o alfabet Morse’a. Nawet w przypadku osób, które nie czytały książek, trudno byłoby to zrozumieć inaczej. I tak, my tak na serio – bo nawet mruganie alfabetem Morse’a można dobrze zagrać 😛

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s