Gliniarz z gitarą: „Gra w oczko” Grzegorza Kalinowskiego

Świat futbolu i kulisy telewizji połączone we wciągającym kryminale. Grzegorz Kalinowski we współczesnych klimatach jest równie interesujący, co w wersji retro.

Warszawa, 2012 rok. Dawid Błochowiak, wschodząca gwiazda polskiej reprezentacji w piłce nożnej, zostaje zamordowany we własnym mieszkaniu. Ciało sportowca znajduje sąsiadka, znana dziennikarka telewizyjna Joanna Becker. Wraz z przyjacielem, dawnym dziennikarzem sportowym, rozpoczyna śledztwo, które prowadzi ją do zabójstwa sprzed lat, skorumpowanego polityka i burdelmamy pragnącej zostać celebrytką. Równoległe dochodzenie prowadzi podkomisarz Artur Konieczny z warszawskiego wydziały kryminalnego.

Grzegorz Kalinowski to taki współczesny i całkiem nie mitologiczny Midas, czegokolwiek się bowiem dotknie, zaraz zamienia to w złoto. Karierę zawodową zrobił w telewizji szybko stając się jednym z najbardziej rozpoznawalnych dziennikarzy sportowych, a gdy postanowił zająć się pisaniem powieści niemal z miejsca podbił rynek wydawniczy. Serca czytelników zdobył dwiema seriami kryminałów retro, akcję swojej szóstej powieści osadził jednak w Warszawie niemal zupełnie współczesnej. I znowu rozbił bank, bo choć Gra w oczko nie ma lekkości i wdzięku mojego ulubionego cyklu z Karolem Strasburgerem, to bez wątpienia stanowi lekturę wciągającą i dającą do myślenia. Grzegorz Kalinowski połączył w tej powieści dwie ze swoich pasji, a więc piłkę nożną i telewizję, które dodatkowo okrasił solidną porcją muzyki rozrywkowej. Trzeba przyznać, że wiedza autora z zakresu każdej z tych dziedzin budzi podziw i szacunek, które rosną z każdą przeczytaną stroną. Ale po kolei.

cof

Telewizji poświęciłam dwanaście z siedemnastu lat mojej kariery zawodowej. Kocham to medium, choć coraz bardziej się tej miłości wstydzę, a Grzegorz Kalinowski zdaje się czytać mi w myślach i odgadywać tego wstydu przyczynę. Bo i on w Grze w oczko ustami swoich bohaterów ubolewa nad coraz słabszą kondycją polskich mediów elektronicznych – bezpardonową pogonią za sensacją, parciem na słupki w wykresach oglądalności, lansowaniem prezenterek o atrakcyjności odwrotnie proporcjonalnej do inteligencji, stawianie na słabo wykształconych media workerów zamiast profesjonalnych dziennikarzy, oraz niską jakością przekazywanych treści. Jednocześnie zaprasza czytelnika do świata z drugiej strony szklanego ekranu, odsłaniając kulisy pracy najpopularniejszego jeszcze do niedawna medium. Nie poprzestaje przy tym na najbardziej spektakularnych działaniach dziennikarzy, wydawców i producentów, zagląda bowiem także do reżyserki, gdzie niepodzielnie rządzą realizatorzy wizji (choćby słynny Rurek z TVN), serwerowni, archiwów, i na biurka rysiów, czyli pomocników reporterów, coraz częściej odwalających za gwiazdy lwią część roboty. Ludzie z branży będą czytać Grę w oczko z uśmiechem podszytym sentymentem i zrozumieniem, dla pozostałych czytelników będzie to rzadka okazja zweryfikowania tego, co na co dzień telewizja sama im o sobie mówi. Z równą frajdą książkę odbierać powinni kibice piłki nożnej – z premedytacją piszę kibice, a nie kibole, ci drudzy do zadowolonych czytelników raczej nie dołączą. Podobnie jak przy opisywaniu kulis telewizji, tak i w tym przypadku Grzegorz Kalinowski odsłania bowiem brudną twarz polskiego futbolu, zdradzając prawdę o ustawianych meczach, nie do końca uczciwych zakładach bukmacherskich, uzależnieniach sportowców od hazardu, używek i lewych interesów, wreszcie zbyt bliskie związki świata sportu i gangsterskiego półświatka. Gra w oczko to mocno krytyczne i do bólu szczere spojrzenie na współczesną Polskę, oberwało się bowiem nie tylko pracownikom mediów i sportowcom, ale i wszelkiej maści celebrytom znanym wyłącznie z tego, że są znani, skorumpowanym, zniszczonym przez nałogi policjantom, oraz nieuczciwym politykom. To gorzki obraz, powieść nie jest jednak przygnębiająca – to kawał dobrej rozrywki, tyle że okraszonej sporą nutką goryczy.

A skoro przy rozrywce jesteśmy – Gra w oczko to przede wszystkim kryminał, czas więc ocenić powieść także pod tym kątem. Jest dobrze, bo Grzegorz Kalinowski ma wyobraźnię i wiedzę niezbędne do wykreowania ciekawej historii, niezależnie, czy umiejscowionej w latach 30. XX wieku, czy w całkiem współczesnej Warszawie. Intryga jest dobrze pomyślana i poprowadzona, rozwiązanie kryminalnej zagadki wcale nie łatwe do przewidzenia, a postacie, jak to u tego autora, intrygujące i nieoczywiste. Grzegorz Kalinowski zapewniał w wywiadach, że na kartach Gry w oczko nie sportretował rzeczywistych osób, które napotkał w czasie swojej trwającej blisko ćwierć wieku kariery medialnej. W kilku postaciach widać jednak inspirację prawdziwymi dziennikarzami i ludźmi telewizji, choćby w przypadku Bożka Telewizji noszącego wiele cech dyrektora programowego TVN Edwarda Miszczaka. Ludzie mają skłonność do szufladkowania, niektórych recenzentów dziwi więc rozmiłowany w muzyce rockowej podkomisarz Artur Konieczny, w dodatku miłość tę wprowadzający w życie pod postacią gry na gitarze. Ja jednak znam dziennikarza prowadzącego szkołę tańca na rurze, biznesmena będącego członkiem grupy rekonstrukcyjnej rzymskiego legionu oraz naukowca kolekcjonującego deserowe łyżeczki. Sama również raczej wymykam się stereotypom, gliniarza z gitarą kupuję więc bez szemrania i targowania się. Może scena spotkania Joanny z Arturem podczas jego spontanicznego koncertu na stadionie nieco raziła nadmiarem słodyczy, przymykam jednak na nią oko i przechodzę do porządku dziennego jak nad wypadkiem przy pracy, który może się przecież zdarzyć każdemu.

Grzegorz Kalinowski już zapowiedział, że Gra w oczko doczeka się kontynuacji. I choć wolę tego autora w wersji retro, chętnie dowiem się, jakie przygody i wyzwania tym razem obmyślił dla Joanny i Artura.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s