Honor w czasach nienawiści: „Oficer i szpieg” Romana Polańskiego

Sprawnie zrealizowany thriller szpiegowski z zaskakująco aktualnym przesłaniem. Spodoba się kinomanom lubiącym tradycyjny styl opowiadania, może natomiast nie przypaść do gustu widzom szukającym we współczesnym kinie innowacyjności i oryginalności.

Paryż, 1894 rok. Francuski sąd uznaje kapitana Alfreda Dreyfusa (Louis Garrel) za winnego szpiegostwa na rzecz Niemiec. Po publicznej degradacji były oficer zostaje zesłany do obozu karnego na położonej w Ameryce Południowej Diabelskiej Wyspie, gdzie ma spędzić resztę życia. Tymczasem nowo mianowany szef wywiadu, podpułkownik Georges Picquart (Jean Dujardin) zaczyna podejrzewać, że prawdziwym szpiegiem był major Ferdinand Esterhazy (Laurent Natrella). Mimo oporu przełożonych, dążących do zatuszowania sprawy, oficer podejmuje walkę o rehabilitację i uwolnienie niewinnie skazanego Dreyfusa.

oficer_i_szpieg_plakat

Nie mam wątpliwości, że nowy film Romana Polańskiego podzieli widzów, zarówno polskich, jak i zagranicznych. Kością niezgody będzie nie tylko skandal obyczajowy, którego reżyser jest niechlubnym bohaterem, ale i sposób prowadzenia narracji w samym filmie. Oficer i szpieg to faktycznie, zgodnie z zapowiedzią dystrybutora, najlepszy obraz Polańskiego od czasów Pianisty, daleko mu jednak do miana arcydzieła – to tylko (albo aż) kawał porządnej rzemieślniczej roboty w dobrym tego słowa znaczeniu, klasycznie zrealizowany thriller szpiegowski, nie wychodzący poza ramy gatunku, lecz niewątpliwie przyjemny dla oka i ucha. Przy czym „klasycznie” jest tu słowem kluczem – Oficer i szpieg spodoba się kinomanom lubiącym tradycyjny styl opowiadania, może natomiast nie przypaść do gustu widzom szukającym we współczesnym kinie innowacyjności i oryginalności. Ja plasuję się gdzieś pomiędzy – tak długo, jak historia prowadzona jest w ciekawy sposób, nie przeszkadza mi brak stylistycznych fajerwerków, filmowi Polańskiego mogę więc powiedzieć wprawdzie nie stanowcze, ale dość mocne: tak.

Polski reżyser wziął na tapetę głośną niegdyś aferę Alfreda Dreyfusa, francuskiego oficera niesłusznie oskarżonego o szpiegostwo na rzecz Niemiec. Kolejne procesy rzekomego szpiega ujawniły korupcję, kumoterstwo i antysemityzm toczące władze III Republiki Francuskiej, przyczyniając się do poważnego kryzysu politycznego i społecznego. Jeszcze przed rozpoczęciem zdjęć Roman Polański zapowiadał, że jego celem jest nakręcenie nie tyle dramatu kostiumowego, co historii szpiegowskiej o przesłaniu aktualnym także w dzisiejszych czasach – reżyser miał tu na myśli ksenofobię europejskich społeczeństw, uprzedzenia rasowe, publikowane w prasie fake newsy oraz arogancję władzy. To się udało, podczas seansu trudno bowiem nie myśleć zwłaszcza o polskim podwórku, na którym od dobrych kilku lat panoszy się podsycana przez partię rządzącą nienawiść. W tym kontekście Oficer i szpieg jawi się jako wprawdzie ubrane w kostium z epoki, doskonale jednak czytelne ostrzeżenie przed skutkami uprzedzeń rasowych i religijnych oraz nienawiści. Konsekwentnie zaprzeczający oskarżeniom o gwałt Polański nie ukrywał też w wywiadach, że w losach Alfreda Dreyfusa dostrzegł podobieństwo do własnej historii. Czy słusznie? Cóż, ja byłabym ostrożna, ostateczna ocena zależy jednak od indywidualnych przekonań każdego widza.

Wracając jednak do sposobu prowadzenia narracji: Roman Polański mocno, lecz bardzo pozytywnie mnie zaskoczył koncentrując się nie na przebiegu afery Dreyfusa, co na jej skutkach. Nie widzimy więc procesu, który doprowadził do skazania francuskiego oficera, akcja filmu rozpoczyna się bowiem w momencie wykonania wyroku, a więc publicznej degradacji, poprzedzającej zesłanie na Diabelską Wyspę. Alfred Dreyfus pełni więc funkcję motoru napędzającego fabułę, nie jest jednak jej głównym bohaterem – tę rolę Polański przeznaczył bowiem dla innego oficera, Georgesa Picquarta, dawnego wykładowcy Dreyfusa, obecnie szefa wywiadu. Wyeksponowanie tej postaci jasno pokazuje, po której stronie, zdaniem reżysera, należy się opowiedzieć żyjąc w czasach nienawiści – Picquart stanowi bowiem ucieleśnienie żołnierskiego honoru i zwykłej ludzkiej przyzwoitości. Trzeba przyznać, że Jean Dujardin dobrze sobie z tym wyzwaniem poradził – wbrew pozorom przekonujące zagranie człowieka bez skazy nie należy do najłatwiejszych zadań aktorskich.

Nowy film Romana Polańskiego to thriller szpiegowski, nie oczekujcie jednak tempa akcji rodem z opowieści o Jamesie Bondzie. To zupełnie inna konwencja, bardziej dojrzała i wymagająca. Mimo wolno rozwijającej się fabuły, film dobrze się ogląda – jest tu sporo doskonałych scen, są bardzo dobre zdjęcia i świetna, dopracowana w każdym calu scenografia. I tylko jednej rzeczy brakuje, w dodatku rzeczy, z której Roman Polański do tej pory słynął: atmosfery. Z ekranu bije chłód, jakby reżyser, mimo autobiograficznych paraleli, dystansował się od opowiadanej historii – nie ma w filmie napięcia, klimatu zagrożenia, poczucia osaczenia, jakie bez wątpienia odczuwał podpułkownik Georges Picqart. Szkoda, ten brak sprawia bowiem, że Oficer i szpieg staje się tylko kolejnym udanym, nawet bardzo udanym, lecz nie zapadającym na dłużej w pamięć filmem mijającego roku.

Recenzja ukazała się pierwotnie na portalu Duże Ka.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s