Śmieszno, a nie straszno: „Opowieści o duchach” Netflixa

Antologia nierówna, banalna, momentami bardziej śmieszna niż straszna. Pokazująca, że jej twórcy nie czują się najlepiej w narzuconym im gatunku.

Zoya Akhtar, Anurag Kashyap, Dibakar Banerjee i Karan Johar – czwórka indyjskich reżyserów, która na przestrzeni ostatnich pięciu lat udowodniła, że jest w stanie intrygująco opowiadać o miłości (Bombay Talkies) i pożądaniu (Lust Stories). Teraz wzięła na warsztat horror – gatunek relatywnie mało popularny wśród indyjskich filmowców. Jak wyszło? Lepiej niż się spodziewałam, choć daleko od standardów wyznaczonych przez zachodnie produkcje z nurtu nowej fali kina grozy. Składająca się z czterech kilkudziesięciominutowych etiud antologia Opowieści o duchach pokazuje, że jej twórcy nie najlepiej się czują w narzuconym im przez Netflix gatunku – jest nierówna, banalna, przede wszystkim zaś momentami bardziej śmieszna niż straszna. Filmowcy korzystają z dobrze znanego w popkulturze arsenału strachów, sięgając raczej po zachodnie duchy i zombiaki niż rodzime demony i rakszasy – zakorzeniają jednak swoje opowieści w indyjskim kontekście kulturowym. Widać wyraźnie, że celem całej czwórki miało być kino lęku egzystencjalnego, bazującego na problemach i obawach współczesnych Indii. Stąd obecność takich tematów jak nadmierne przywiązanie do wielopokoleniowej rodziny, obsesja płodności, lęk przed samotnością, obecny zwłaszcza u mieszkańców wielkich miast, oraz skłonność do linczów i zamieszek ulicznych. Czwórka reżyserów straszy w bardzo tradycyjny sposób nawiązując raczej do klasycznych już horrorów gotyckich w stylu Rogera Cormana niż krwistej rozrywki spod znaku gore – raczej obrzydzającej niż jeżącej włosy na głowie ze strachu. Krwi jest tu więc relatywnie niewiele, klimat grozy mają kreować raczej zdarzenia pozakadrowe, takie jak skrzypiące gdzieś w głębi domu drzwi, przeraźliwe krakanie kruka, czy też tajemnicze odgłosy ze strychu. „Mają” to jednak słowo-klucz, dobre zamiary to bowiem jedno, a ich realizacja to, niestety, całkiem inna sprawa.

eb529dda98b532e8bd475b37f5d749e9

Antologię Opowieści o duchach otwiera wyreżyserowana przez Zoyę Akhtar historia młodej pielęgniarki Sameery (Janhvi Kapoor), zastępującej koleżankę w opiece nad obłożnie chorą staruszką (Surekha Sikri). Pacjentka dość szybko okazuje się kimś (a może czymś?) więcej niż tylko sparaliżowaną, co chwilę tracącą kontakt z rzeczywistością kobietą – jest w niej wyjątkowa przenikliwość, wynikająca nie tylko z życia obfitującego w doświadczenie. Staruszka jest przekonana, że w mieszkaniu, oprócz niej samej i Sameery, przebywa także jej syn – pielęgniarka początkowo ignoruje gadaninę pacjentki, tajemnicze nocne odgłosy dają jej jednak do myślenia. Zoya Akhtar próbowała pokazać samotność kobiety uwikłanej w związek z żonatym facetem i rozczarowaną mało ambitną i słabo płatną pracą, spełnienia marzeń oczekującą dopiero od mężczyzny, wplatając to wszystko w klasyczną opowieść o duchach. Reżyserce udało się wykreować odpowiednią atmosferę i zbudować napięcie niezbędne do zanurzenia się w opowieści, u miłośników horrorów jej etiuda nie wywoła jednak nawet delikatnej gęsiej skórki. Trudno się oprzeć wrażeniu, że Zoya Akhtar ponownie sprawdziła się raczej jako twórczyni dobrego, zaangażowanego społecznie kina obyczajowego niż filmu grozy z prawdziwego zdarzenia.

Niezły klimat panuje także w etiudzie autorstwa Anuraga Kashyapa, której bohaterka, ciężarna Neha (Sobhita Dhulipala) coraz mocniej pogrąża się w paranoicznym lęku przed poronieniem. Atmosferę grozy, w całkiem udany sposób, podkręcają tu przede wszystkim zdjęcia utrzymane w surowej, niemal czarno-białej kolorystyce oraz klaustrofobiczne wnętrze londyńskiego domu. Obecność obdarzonego nadprzyrodzonymi zdolnościami siostrzeńca Ansha (Zachary Braz), kierującego swe moce przeciwko mającemu się narodzić dziecku, sugeruje, że reżyser podąży sprawdzoną, lecz mocno już wydeptaną ścieżką, w pewnym momencie fabuła w zaskakujący sposób zmienia jednak kierunek. Niestety, kierunek ten prowadzi w ślepą uliczkę, mającą prowadzić chyba w stronę offowej kinematografii bengalskiej, a finał wywołuje raczej spazmy śmiechu niż strachu. Jeśli rozbawił was gumowy złoty smok z netflixowego Wiedźmina, przy straszydle Anuraga Kashyapa będziecie się tarzać po podłodze ze śmiechu. Potencjał był, zaginął jednak w nieporadnym scenariuszu i mocno ograniczonych umiejętnościach scenografa.

O ile Zoya Akhtar i Anurag Kashyap pokazali pewną niezaradność w nowym gatunku, podszytą jednak ewidentnym talentem reżyserskim i niezłą wyobraźnią, o tyle Karan Johar poległ w tym eksperymencie na całej linii. Autor największych indyjskich blockbusterów próbował zawalczyć z klasyczną opowieścią o nawiedzonym domu, zamiast gotyckiego horroru wyszedł mu jednak tradycyjny bollywoodzki melodramat nieudolnie udający kino grozy. Jest tu wszystko, z czego reżyser słynie w mumbajskiej fabryce snów, czyli piękne wnętrze luksusowej rezydencji, śliczna jak z obrazka bohaterka bez śladu myśli na twarzy, atrakcyjne starsze małżeństwo oraz przepych restauracji dla bogaczy – jednym słowem Czasem słońce, czasem deszcz, tyle że z duchem dawno zmarłej babci na dokładkę. Babci, dodajmy, wizualnie nie odbiegającej od bollywoodzkich standardów piękna. Jest śmieszno, nie jest straszno – jedyne uczucie towarzyszące widzowi to zażenowanie poziomem żartów i aktorstwa.

Od całkowitej katastrofy Opowieści o duchach ratuje etiuda Dibakara Banerjee’ego, jedyna tak mocno zakotwiczona w sytuacji politycznej współczesnych Indii. Reżyser wpuścił powiew świeżości do zgranej do bólu opowieści o żywych trupach, wrzucając zombiaki w sam środek indyjskiego konfliktu na tle kastowym i religijnym. Zdewastowana, opanowana przez nieumarłych wieś Smalltown to Indie w pigułce – Indie targane nienawiścią, podzielone i nękaną kolejnymi falami przemocy, której korzeni szukać należy w hinduskim nacjonalizmie. Ocalały z rzezi chłopiec szybko zauważa, że zombie nie tykają tych, co milczą i podobnie jak oni jedzą mięso – przekaz jest jasny: jeśli odważysz się protestować, zostaniesz pożarty przez tych, którzy nie potrafią poradzić sobie z odmiennością. Etiuda Dibakara Banerjee’ego zdradza kreatywne, dojrzałe podejście do kina gatunkowego, a jednocześnie jest w stanie solidnie przestraszyć – choć raczej nie polecam oglądania jej podczas obiadu.

Opowieści o duchach zdradzają brak doświadczenia reżyserów w kinie gatunkowym. Widać próby inspirowania się klasykami horroru, choćby Rebeką na podstawie bestsellerowej powieści Daphne Du Maurier, bardziej jednak w postaci kalki niż kreatywnego nawiązania. Antologia grozy Netflixa jest więc dziełem wtórnym, pozbawionym polotu, choć dającym się obejrzeć bez większego bólu. Ponoć do trzech razy sztuka, nie chciałabym jednak, by zawodowe drogi Zoyi Akhtar, Anuraga Kashyapy, Dibakara Banerjee’go i Karana Johara całkowicie się rozeszły. Jest w tej czwórce potencjał na niejedną jeszcze udaną antologię filmową, choć niekoniecznie w tak specyficznym gatunku, jakim jest kino grozy.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s