Łódeczka z papieru: „Ewa ze swych zgliszcz” Anandy Devi

Ananda Devi należy do pisarzy dobierających się czytelnikowi do bebechów, mimo psychicznego dyskomfortu i emocjonalnej rozsypki, w jaką wprowadza lektura tej prozy chce się jej jednak więcej i więcej. Ewa ze swych zgliszcz to doskonała opowieść o wykluczeniu, demonach patriarchatu i poszukiwaniu tożsamości.

Mauritius, lata współczesne. Na osiedlu Troumaron tajemnicą poliszynela jest, że siedemnastoletnia Ewa sprzedaje swoje ciało. Z opinią prostytutki dziewczyna nie ma szans na dobre małżeństwo, ma jednak szanse na miłość – zakochany w niej Sad nie dba o zbrukane ciało, kocha bowiem duszę. Ewa nie chce jednak miłości, planując raczej odebranie sobie życia niż wolności – a stan zakochania uważa właśnie za utratę niezależności. Więcej niż z kolegami z osiedla łączy ją z Sawitą – przyjaciółką, powierniczką, lepszą częścią jej samej. Ta niezależność budzi agresję lokalnych wyrostków takich jak Clélio – nudę codzienności zabijającego w motocyklowym gangu i na próżno czekającego na dawno niewidzianego brata.

Czasem chciałoby się odpuścić pisanie długaśnych recenzji i ograniczyć się do stwierdzenia: ludzie, czytajcie, bo to świetna rzecz. Tyle, że jak śpiewała niegdyś Kasia Nosowska, obowiązek obowiązkiem jest, recenzja musi posiadać tekst. I dlatego piszę. I chwalę, rzecz jasna, bo Ewa ze swych zgliszcz to jedna z najlepszych powieści, jakie przeczytałam w ostatnich miesiącach, a może i latach. Ananda Devi należy do pisarzy dobierających się czytelnikowi do bebechów, mimo psychicznego dyskomfortu i emocjonalnej rozsypki, w jaką wprowadza lektura tej prozy chce się jej jednak więcej i więcej. W pierwszej wydanej w języku polskim powieści, zatytułowanej Zielone sari, pisarka skupiła się na kwestii przemocy płci, głęboko zakorzenionej w patriarchalnych tradycjach hinduizmu, w drugiej natomiast punktem wyjścia uczyniła dojrzewanie, poszukiwanie tożsamości płciowej i bezradność wobec opresyjnej rzeczywistości dorosłego świata. Czwórka bohaterów dorasta w Troumaron – osiedlu biedoty w stołecznym Port Louis, a niepisane granice osiedla stają się też granicami znanego im świata oraz stojących przed nimi możliwości. Troumaron to przypuszczalnie jedyne miejsce na Mauritiusie, w którym mieszkańcy nie definiują samych siebie poprzez przynależność etniczną czy religijną – tu spoiwem społeczności jest bowiem wyłącznie bieda. Ananda Devi kreśli niezwykle sugestywny obraz całkiem sporej grupy ludzi już od kołyski pozbawionych szans na choćby minimalny awans społeczny – Troumaron to samo nakręcające się błędne koło przemocy, zniechęcenia i bierności, miejsce, w którym w powietrzu zamiast cząsteczek tlenu unoszą się atomy rozczarowania i negacji. Dla większości młodych ludzi wybór jest oczywisty: albo los matek tracących wzrok nad maszynami do szycia i ojców harujących w fabrykach albo przestępczość i prostytucja. Ucieczka? Teoretycznie jest możliwa, brat Clélia wyemigrował przecież do wymarzonej Francji. Cóż z tego, skoro wszyscy w osiedlu wiedzą już, że jego opowieści o wielkim domu i świetnie płatnej pracy to zwykłe bujdy – z Troumaron można wyjść, Troumaron nigdy nie wyjdzie jednak z ciebie. Można, rzecz jasna, podtrzymywać to złudzenie szansy na odwrócenie losu, ale Clélio gardzi nadzieją, którą przy każdym telefonie z Francji dostrzega w oczach swojej matki. On już wie: bratu również się nie udało, bieda oblepiła go w momencie narodzin i naznaczyła na resztę życia. Granice da się wprawdzie przesunąć, może nawet całkowicie zburzyć, czego żywym dowodem jest również pochodząca z biedoty prawniczka Clélia, zrozumienie tego faktu najczęściej przychodzi jednak za późno.

Processed with VSCO with hb1 preset

Ewa ze swych zgliszcz to powieść o wykluczeniu, ale nie tylko poprzez biedę. Ananda Devi po raz kolejny podkreśla bowiem, że równie solidne i trudne do sforsowania granice stawia płeć – ta uznawana przez maczystowskie kultury za słabszą zostaje zepchnięta na peryferie społeczne i całkowicie podporządkowana silniejszej. W kulturze związanej z hinduizmem kobiety na margines spycha ich biologia – to paradoks, możliwość dawania życia z jednej strony zrównuje je bowiem z Wielką Boginią, z drugiej natomiast wyklucza z wielu obrzędów religijnych. Wartością kobiety jest jej ciało, nigdy zresztą nie należące do niej samej – seksualność hinduskiej kobiety zawsze podlega ścisłej kontroli mężczyzn z jej rodziny: ojca, brata, męża, a nawet syna w przypadku wdowy. Nastoletni chłopcy z Troumaron roszczą sobie w stosunku do Ewy i Savity to samo prawo kontroli – dojrzewające ciała obu dziewcząt budzą w nich pragnienie położenia ręki na tym, co się im jako mężczyznom słusznie przecież należy. Owo pragnienie podsycane jest agresją, stanowiącą reakcję na samowystarczalną, negującą udział męskiego pierwiastka bliskość, jaka łączy Ewę i Savitę oraz ich niezależność w świecie, którym to mężczyzna jest dla kobiety początkiem i końcem. Kobiety są więc, w przekonaniu Ewy, niczym łódeczki z papieru – bezbronne, pozbawione możliwości ucieczki przed męską dominacją, jednocześnie jednak, mimo sztormów wciąż unoszących się na wodzie. Matki zawsze się podnoszą – twierdzi Clélio widząc pogrążonego w wiecznej apatii ojca i matkę, która nawet po utracie domu nie pozwala sobie odebrać życiowej siły. Ewa nie jest matką, ale jest kobietą, a to samo w sobie daje jej siłę – chce nie tylko żyć radząc sobie w męskim świecie, ale i wywrzeć zemstę, narzędziem odwetu czyniąc swoje ciało. Traktuje je jako walutę w handlu wymiennym, narzędzie pomagające jej osiągnąć konkretne cele, alienując się jednocześnie od swojej fizyczności – to, co z jej ciałem robią kolejni mężczyźni zatrzymuje się na poziomie fizycznym i nie ma przystępu do sfery emocji. Poczucie oderwania się od własnego ciała trzyma Ewę w pozycji wyższości wobec zdobywających ją (przynajmniej w ich własnym przekonaniu) mężczyzn. Przeciwieństwem Ewy jest zakochany w niej Sad – ona zredukowała się do ciała, on zdaje się poza ciało wyrastać. Dojrzewający chłopak, rozkochany w poezji i w poezji szukający możliwości poluzowania pętli zaciskającej się wokół szyi, widzi Ewę jako całość: istotę o zintegrowanej fizyczności i psychice; kocha ciało zbrukane przez innych, dostrzegając wszystko to, co patriarchalne społeczeństwo w kobiecie ignoruje.

Zielone sari, z akcją niemal całkowicie ograniczoną do pomieszczeń jednej rezydencji, było powieścią niezwykle kameralną z klaustrofobiczną wręcz atmosferą. Ewa ze swych zgliszcz ma podobny charakter – choć tu granice przesuwają się z czterech ścian domu na niepisane krańce Troumaron, poczucie zamknięcia, niemal uwięzienia w ciasnej i dusznej przestrzeni, pozostaje to samo. Powieść rozpisana została na cztery monologi – każdy z nich ma własny rytm i styl, doskonale odzwierciedlające indywidualne cechy wypowiadających je postaci. Wypowiedzi Ewy nie dominują, jej postać obecna jest jednak w głosach trójki pozostałych bohaterów, pokazując jak mocno wpisała się w ich codzienną egzystencję. Ananda Devi stworzyła powieść o wykluczonych niemal zachęcając czytelnika do wejścia w ich świat, podjęcia próby zrozumienia ich motywacji, może nawet opowiedzenia się po ich stronie. Fakt, że nieco ułatwiła czytelnikowi zadanie, portretując dzieciaki nie całkowicie zdegenerowane, lecz pod maską twardzieli ukrywające wrażliwość i delikatność, a tym samym łatwe do polubienia. Ewa ze swych zgliszcz to także opowieść o dramacie patriarchalnych tradycji, ale i (nieco paradoksalnie) o sile kobiet, z mocno zarysowanym tłem w postaci etniczno-religijnych konfliktów stanowiących codzienność maurytyjskiego społeczeństwa. Ananda Devi pisze w sposób trudny do opisania – jej styl jest szalenie poetycki, a jednocześnie surowy, erudycyjny, ale i nie pozbawiony kolokwialnych naleciałości, mocny i delikatny zarazem. Na pewno też trudny do zapomnienia po przeczytaniu ostatniej strony. Ewa ze swych zgliszcz nie jest powieścią łatwą i przyjemną – jej lektura boli, pozostawia sińce na duszy, drapie i uwiera, dając jednocześnie niezwykłą satysfakcję z obcowania z naprawdę wielką literaturą.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s