Próba człowieczeństwa: „Położna z Auschwitz” Magdaleny Knedler

Zawsze doceniałam styl pisania Magdaleny Knedler, choć zdarzało mi się kręcić nosem na stosowane przez nią rozwiązania fabularne. W przypadku Położnej z Auschwitz nos nawet nie drgnął, wszystko jest bowiem w tej powieści takie, jakie być powinno.

Jak należy pisać o koszmarze II wojny światowej? Dokładnie w taki sposób, w jaki zrobiła to Magdalena Knedler w swojej najnowszej powieści. Żadnej rozbuchanej formy, żadnego grania na uczuciach i próby wymuszania emocji – tak jedna z bohaterek mówi o rzeźbach swojego autorstwa, równie dobrze mogłaby jednak opisywać tymi słowami styl, w jaki napisana została Położna z Auschwitz. Nie ma w powieści tego nieznośnego patosu, charakteryzującego komercyjne produkcje, jakich sporo pojawiło się ostatnio na księgarnianych półkach – Położna z Auschwitz to zupełnie inna liga. Magdalena Knedler postawiła na reportersko-dokumentacyjny styl prowadzenia narracji, emocje czytelników wzbudzając raczej poprzez przywoływanie konkretnej obozowej rzeczywistości niż zmanierowane, kwieciste opisy i odautorskie komentarze. Zdecydowała się ponadto na przybliżenie swoim odbiorcom wyimka prawdziwej historii, wyobraźnię uruchamiając wyłącznie tam, gdzie zabrakło archiwalnych dokumentów. Powieść jest zbeletryzowaną biografią Stanisławy Leszczyńskiej – położnej, która w obozie zagłady pomagała więźniarkom utrzymać ciąże i wydać na świat dzieci. Skromna, cicha, zawsze gotowa do niesienia pomocy i poświęcenia się dla innych, przez podopieczne nazywana była Mamą – dawała im bowiem nie tylko fachową opiekę medyczną, ale i, a może przede wszystkim, emocjonalne wsparcie w jednym z najtrudniejszych momentów ich życia. Przerażone i osamotnione kobiety, rozłączone z własnymi matkami, mogły choć przez moment poczuć, że ktoś przejmuje się ich losem, troszczy się o ich psychiczną i fizyczną kondycję, broni przed czającym się wszędzie zwątpieniem. Że jest ktoś, komu zależy.

Processed with VSCO with  preset

Czyniąc Stanisławę Leszczyńskę bohaterką powieści Magdalena Knedler przybliża mało znany aspekt obozowej rzeczywistości, jakim była sytuacja ciężarnych więźniarek. Zabiera tym samym czytelników do miejsca, w którym życie i śmierć znalazły się w niemal paradoksalnym klinczu – w Auschwitz dzieci przychodziły bowiem na świat tylko po to, by za chwilę z niego odejść. Czasem chwila ta trwała kilka dni, tygodni, może miesięcy, częściej jednak – zwłaszcza w przypadku żydowskich matek – zaledwie kilkanaście minut. Niemowlęta umierały z głodu lub z powodu chorób, te zaś, które miały nieszczęście urodzić się z żydowskich rodziców były zabijane natychmiast po przyjściu na świat. Stanisława Leszczyńska z niezłomnym przekonaniem o wartości każdego życia walczyła o każde niemowlę i o każdą matkę, wspierała też kobiety kochające swe dzieci na przekór zdrowemu rozsądkowi, wiedząc że prędzej czy później zostaną im odebrane.

Położna z Auschwitz to nie tylko opowieść o wyjątkowej kobiecie, ale też o próbie człowieczeństwa, jaką przechodzili wszyscy więźniowie obozów zagłady. Próbie przebiegającej pod wycelowaną w nich bronią: karabinami, pistoletami, i groźbą odczłowieczenia. Czy będziemy w stanie odzyskać dawną wrażliwość? – pyta narratorka widząc jak dzień po dniu coraz bardziej obojętnieje na krzywdę współwięźniarek. W obozowym mikroświecie takie emocjonalne zobojętnienie i czysty egoizm stanowiły niekiedy jedyną szansę na uratowanie samych siebie i swoich dzieci – autorka Położnej z Auschwitz, podobnie jak jej bohaterki, zdaje sobie z tego sprawę, dlatego nie ocenia i nie potępia. Do Mamy uczucia te nigdy nie miały jednak przystępu – nigdy nie traciła wiary w drugiego człowieka, nie odsuwała od siebie takich emocji jak współczucie i miłosierdzie, a co najważniejsze – szukała dobra nawet u tych, którzy, nie bez powodu przecież, zyskali sobie miano potworów w ludzkiej skórze.

Nowa powieść Magdaleny Knedler to poruszający hymn na cześć kobiecości, macierzyństwa, kobiecej siły i solidarności – nie poddających się przemocy, śmierci i dehumanizacji w świecie, w którym ludzkie odruchy mogą kosztować życie. Przyjmując perspektywę jednej z byłych więźniarek Auschwitz Magdalena Knedler zwraca też uwagę na dramat ocaleńców – ludzi, którym udało się przeżyć obóz, którzy ocalili jednak wyłącznie ciało, a nie duszę. Auschwitz wypaliło w ich sercach znamię jeszcze trudniejsze do usunięcia niż wytatuowany na skórze numer obozowy. Owszem, większość z nich zdołała ułożyć sobie życie, czasem nawet osiągnąć sukces zawodowy i zrealizować marzenia, cień na duszy pozostał jednak do końca. Ten cień to zobojętnienie, nieustanne poczucie zagrożenia, brak celu oraz nienawiść i pragnienie zemsty. To słuszne nienawidzić po tak wielkiej doznanej krzywdzie, to słuszne domagać się sprawiedliwości – a jednak Stanisława Leszczyńska nie była w stanie nienawidzić swych oprawców. Położna z Auschwitz nie jest jednak, wbrew niektórym opiniom, pomnikiem wystawionym Stanisławie Leszczyńskiej – Magdalena Knedler opisała bowiem kobietę z krwi i kości, prawdziwą, niezłomną w swoich przekonaniach i dążeniach, lecz odczuwającą ten sam strach, ból i tęsknotę, co pozostałe więźniarki. Zapomniana przez historię cicha bohaterka odzyskuje dzięki tej powieści należne jej uwagę i szacunek.

Magdalena Knedler nie przyjęła narracji pierwszoosobowej i bardzo słusznie, mogłoby to bowiem odebrać powieści siłę wyrazu. Mamę poznajemy więc z punktu widzenia bezosobowego narratora i jednej z byłych więźniarek wspominającej czas spędzony w obozie w Auschwitz. Narracja prowadzona jest w sposób nielinearny – podstawowa opowieść obejmuje kilka miesięcy od jesieni 1944 roku do lutego 1945, autorka miesza jednak plany czasowe, co pewien czas przenosząc czytelnika w przeszłość i dając mu szansę na poznanie zdarzeń, które ukształtowały osobowość i postawę wobec życia Stanisławy Leszczyńskiej. To udany zabieg, nie tylko dynamizujący fabułę, ale także pozwalający na chwilę wytchnienia od dramatu obozowych realiów. Widać w powieści tej tytaniczną pracę dokumentacyjną, ale też niezwykłą wrażliwość i empatię autorki, wolną jednak od sentymentalnej wzniosłości. Zawsze doceniałam styl pisania Magdaleny Knedler, choć zdarzało mi się kręcić nosem na stosowane przez nią rozwiązania fabularne. W przypadku Położnej z Auschwitz nos nawet nie drgnął, wszystko jest bowiem w tej powieści takie, jakie być powinno.

7 komentarzy Dodaj własny

  1. tanayah pisze:

    Cieszę się, że spodobała Ci się ta powieść Knedler. Uważam, że w historiach obyczajowych, jak i historycznych, jest naprawdę świetna. Twoja recenzja tylko utwierdziła mnie w przekonaniu, że muszę kupić i przeczytać ten tytuł.

    1. Czytałam na raty, po 20 stron, bo to jednak zbyt dużo emocji, ale to absolutnie nie jest zarzut – wręcz przeciwnie. To jest świetnie napisana powieść, nie stosująca szantażu emocjonalnego, a jednak dobierająca się do serca.
      Co do prozy pani Magdy – we wrześniu przeczytałam „Córkę jubilera” i posypałam głowę popiołem – okazało się, że można napisać ambitną powieść obyczajową. Mam więc w planach nadrobienie zaległości i lekturę pozostałych książek tej autorki 🙂 I tak, możesz powiedzieć: a nie mówiłam? 😛

      1. tanayah pisze:

        Haha 🙂 Świetnie, bo naprawdę uważam, że Magda robi cuda w temacie obyczaju – napisałam nawet kiedyś w którejś recenzji, że jeśli tak wyglądałaby większość polskich obyczajówek, to zmieniłabym o tym gatunku zdanie 😉

        1. Ja mam takie samo zdanie o polskiej literaturze obyczajowej, niestety, i właśnie dlatego dopiero we wrześniu odważyłam się sięgnąć po powieść pani Magdy. Inną niż kryminał. I byłam bardzo mile zaskoczona 😀

  2. Nie czytałam tej książki, ale po wszystkie książki tej autorki sięgam z ogromną przyjemnością i każda czymś nowym mnie zaskakuje.

    1. W takim razie ta również powinna przypaść Ci do gustu 😊 to nie jest łatwa lektura, dla nikogo, kto ma w sobie choć odrobinę wrażliwości, ale zdecydowanie warta poświęconego jej czasu i emocji. A ja zabieram się za nadrabianie zaległości, bo z dorobku pani Magdy znam tylko dwa kryminały i „Córkę jubilera” 😊

Odpowiedz na Marta Kraszewska Rudymspojrzeniem Anuluj pisanie odpowiedzi

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s