INDEKS KULTURALNY: STYCZEŃ

Czasem muszę przeczytać newsa z dziedziny showbiznesu dwa razy, za pierwszym rozum odmawia bowiem posłuszeństwa. Chyba najwyższy czas zmienić nazwę na shitbiznes, przynajmniej w wydaniu nadwiślańskim.

Gdyby Indeks miał tytuły, ten konkretny powinien brzmieć: rynce opadajo. Bo jak nie reżyser, który ochrzania widzów, że nie poszli na jego film, to prezenterzy prominentnej (ponoć) stacji telewizyjnej nabijający się z wyglądu Azjaty. A na dokładkę dziennikarz eleganckiego magazynu, którego zdjęcie mogłoby w encyklopedii ilustrować hasło: mizogin. Szczegóły poniżej, uprzedzam jednak, że tekst ten warto czytać z miską pod ręką – nie będziecie musieli biec do toalety, gdy zbierze się wam na wymioty.

Pierwsza dwója trafia do:

Dzień Dobry TVN za heheszki na temat wyglądu Jeona Jungkooka. Wokalista BTS, czyli jednego z najpopularniejszych koreańskich boysbandów, został okrzyknięty najprzystojniejszym mężczyzną świata. Fakt ten postanowiła skomentować para prowadzących Dzień Dobry TVN – tydzień po czasie wprawdzie, ale luz – od newsów jest przecież TVN24, w śniadaniówce mogą lecieć odgrzewane kotlety. Zaczęło się od przepisowych żartów z koreańskiej wymowy – hahaha, hihihi, jakie to nazwisko zabawne, nie to co swojski Dżordż Klunej czy Brad Pitt. Którzy, zdaniem Anny Kalczyńskiej i Andrzeja Sołtysika, powinni zresztą królować w rankingu – nie tyle z powodu nazwiska jednak, co akceptowalnej, białej, niebieskookiej męskości. Której to Jungkook nie reprezentuje wcale a wcale, bo nie dość, że twarz ma za chłopięcą, to jeszcze kolczyki nosi, i grzywkę ma, i włosy farbuje. A w ogóle to wygrał, bo zagłosowali na niego Azjaci, których, jak wiadomo, jest więcej niż mrówek w mrowisku. Skali żenady dopełnił reporter, który ze zdjęciem Koreańczyka ruszył na ulice pytać ludu polskiego, czy Jungkook męski jest czy jednak nie. To, że wziął fotkę innego wokalisty dziwić nie powinno, przecież powszechnie wiadomo, że wszyscy Azjaci są do siebie tak podobni, że rozróżnić ich może tyko antropolog sądowy. TVN przeprosił, bo mu się do skóry dobrał fandom k-popu, Anna Kalczyńska na Twitterze brnie jednak dalej (Przecież on usta błyszczykiem maluje!). Jaki z tej historii morał? Błogosławieni ci, co milczą nie mając nic mądrego do powiedzenia.

Zrzut ekranu 2020-01-30 (godz. 11.04.01)

Kolejną dwóję otrzymuje:

Roman Praszyński i Viva! za przypomnienie, że #metoo to w Polsce wciąż aktualna sprawa. Anna Maria Sieklucka zagrała główną rolę kobiecą w filmie opartym na bestsellerze (ech…) Blanki Lipińskiej. W związku ze zbliżającą się (niestety) premierą udzieliła wywiadu magazynowi Viva!, licząc zapewne, że będzie odpowiadać na pytania związane z filmem. Ot, naiwność początkującej aktorki – starsze koleżanki wiedzą już przecież, że na takie pytania w Polsce liczyć mogą jedynie mężczyźni. Prowadzący wywiad Roman Praszyński nawet nie próbował udawać, że interesuje go film, od razu przechodząc do rzeczy: czy lubi pani seks? Dalej było już tylko gorzej i bardziej żenująco, łącznie z pytaniami o doświadczenie seksualne rozmówczyni, dociekaniami, czy na casting założyła koronkową bieliznę i sugestiami, że na planie Anna Maria Sieklucka musiała wspomagać się prochami i alkoholem. Jeśli w tym momencie wizualizujecie sobie obleśnego, śliniącego się mentalnie Janusza, który na weselu zarywa pannę młodą sprośnymi żarcikami, to idziecie w dobrym kierunku. Kwintesencja prostactwa i typowo polaczkowego mizoginizmu, które przypominają, że nad Wisłą ruch #metoo to wciąż bardzo aktualna sprawa.

Zrzut ekranu 2020-01-30 (godz. 10.49.32)

Trzecią dwóję stawiam:

Władysławowi Pasikowskiemu za narzucanie widzom, jakie filmy mają oglądać. Trzecia część Psów miała naprawdę dobre otwarcie – w premierowy weekend zobaczyło ją bowiem prawie 400 tys. widzów. Władysław Pasikowski miał więc powody do radości – niestety, reżyser liczył na co najmniej dwukrotnie większą widownię, a jego rozczarowanie przybrało formę focha trzylatka. Mając do wyboru milczące przełknięcie porażki, inteligentne wyrażenie troski o kulturalne wybory Polaków, i wyładowanie frustracji na widzach wybrał wyjście najgorsze z możliwych, czyli trzecie. Twórca Psów przypomniał, że deszcze nie deszcz, ale prawdziwy fan serii z Bogusławem Lindą ruszyłby dupę z kanapy i poszedł do kina. Zasugerował też, że widzowie albo czekają na możliwość nielegalnego ściągnięcia jego filmu z sieci albo po prostu wolą kiepskie polskie komedie romantyczne i filmy Patryka Vegi. Autorefleksji w jego wypowiedzi, niestety, zabrakło, dostało się natomiast i widzom, i krytykom, i dziennikarzom. O ile z częścią zarzutów nawet się zgadzam, o tyle o formie ich przedstawienia mogę powiedzieć jedynie: nie tędy droga.

maxresdefault

Indeks kulturalny wrócił na bloga po długiej przerwie i zostanie już na stałe. Następny za miesiąc, jutro natomiast SMS Literacki, czyli książkowe podsumowanie stycznia.

3 komentarze Dodaj własny

  1. tanayah pisze:

    Cieszy powrót Indeksu kulturalnego, martwią natomiast oceny – przykre, że nasz szołbiznes nie zasłużył tym razem choć na jakąś czwórkę 😉 Rzeczywiście rynce opadajo jak się patrzy na to, co się dzieje.

    1. Najgorsze, że dwa punkty z Indeksu miały miejsce jednego dnia… Wczoraj byłam tak przybita i wściekła, że tylko pisząc ten tekst mogłam jakoś spuścić napięcie 😭

      1. tanayah pisze:

        Jak dobrze, że pisanie ma wartości terapeutyczne 🙂 Ale i tak trudno opanować gniew, gdy obserwuje się to, co się dzieje w Polsce.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s