(Nie) winna oskarżycielka: „Guilty” Netflixa

Nowa indyjska produkcja Netflixa to palec oskarżycielsko wymierzony nie tylko w sprawców przemocy seksualnej, ale także wszystkich tych, którzy winę za zdarzenie próbują przerzucić na ofiarę. Jako taki sprawdza się naprawdę dobrze, niestety, sukces na tym polu nie idzie w parze z sukcesem artystycznym.

Vijay (Gurfateh Singh Pirzada) i Nanki (Kiara Advani) to typowa szkolna złota para. On śpiewa w popularnym akademickim boysbandzie, ona pisze dla niego teksty piosenek; on pochodzi z zamożnej i ustosunkowanej rodziny, ona wybiera się na studia na prestiżową zagraniczną uczelnię. Uczniowie z całej szkoły lgną do nich niczym pszczoły do miodu, także nowo przyjęta, pochodząca z prowincjalnego miasteczka Tanu (Akansha Ranjan Kapoor). Tę beztroską codzienność niszczy jeden wpis na Tweeterze, opatrzony hasztagiem metoo. W ten sposób Tanu oskarżyła Vijaya o gwałt podczas imprezy walentynkowej.

ea67edbff2425df56d80074bbcc287e2

Według statystyk National Crime Records Bureau gwałt stanowi czwartą najczęściej spotykaną formę przestępstwa wobec kobiet w Indiach – zgodnie z medialnymi informacjami w kraju tym co 34 minuty gwałcona jest kobieta, przy czym w blisko 40 procentach przypadków ofiara nie ma ukończonych 18 lat. W 2016 roku zanotowano znaczny, bo wynoszący 12 proc., wzrost liczby zgwałceń, co zdaniem komentatorów może jednak wynikać nie tyle z większej agresji mężczyzn, co z rosnącej liczby zgłoszeń dokonywanych przez ofiary. Powoli sytuacja indyjskich kobiet ulega bowiem zmianie, a przemoc wynikająca z nierówności płci przestaje być tematem tabu – media nie tylko relacjonują przypadki przemocy domowej, gwałtów oraz innych form znęcania się nad kobietami, ale także je piętnują. W stygmatyzacji gwałtu prasę i telewizję wspiera kinematografia, także ta komercyjna, dotąd słynąca raczej ze swoistego sankcjonowania przemocy wobec kobiet. Nowa indyjska produkcja Netflixa wpisuje się w ten trend, koncentrując się przede wszystkim na procederze victim blaiming, który zazwyczaj towarzyszy wszelkim oskarżeniom o gwałt – sami pomyślcie, skoro w Polsce ma się on tak dobrze, to co powiedzieć o znacznie bardziej konserwatywnych Indiach? Scenarzyści Guilty nie poszli na łatwiznę pokazując ofiarę gwałtu jako skromnie odzianą i równie powściągliwie zachowującą się hinduską dziewczynę, którą widzowie łatwo mogliby polubić i po stronie której bez trudu mogliby się opowiedzieć. Nie, ich Tanu to kobieta wyzwolona seksualnie, odważnie podkreślająca strojem walory sylwetki, i śmiało wyrażająca swoje erotyczne potrzeby i pragnienia, w żaden sposób nie wpisująca się więc w społeczne oczekiwania odnośnie wyglądu i zachowania młodych kobiet. Oskarżenie wystosowane przez Tanu podzieliło tak uczniów, jak i nauczycieli, większość szkolnej społeczności uznała jednak, że wulgarna na co dzień dziewczyna jest mało wiarygodna jako ofiara przemocy seksualnej. Skądś to znamy? Owszem, pod tym względem Guilty wychodzi bowiem poza granice kulturowe, trafiając do umysłów i emocji ludzi na całym świecie. Film Ruchi Narain jest więc swego rodzaju palcem oskarżycielsko wymierzonym nie tylko w sprawców przemocy seksualnej, ale także wszystkich tych, którzy winę za zdarzenie próbują przerzucić na ofiarę – bo miała za krótką spódnicę, zanadto obcisłe spodnie, uśmiechała się… Jako taki sprawdza się naprawdę dobrze, niestety, sukces na tym polu nie idzie w parze z sukcesem artystycznym.

Nowa indyjska produkcja Netflixa próbuje łączyć dwie skrajnie odmienne stylistyki filmowe: zachodnią i stricte bollywoodzką, co niestety daje dość karykaturalny efekt. Całość sprawia wrażenie, jakby producent Karan Johar nie mógł się zdecydować, czy iść w stronę ambitnego dramatu w stylu kinematografii bengalskiej i europejskiej, czy pozostać przy klimacie bollywoodzkich blockbusterów, na realizacji których zjadł w Mumbaju zęby. Zawinił też scenariusz. Owszem, widać, że Ruchi Narain, Kanika Dhilon i Atika Chohan mają smykałkę do opowiadania intrygujących historii, ewidentnie nie zgrali się jednak we wspólnej pracy. Fatalnie wypada zwłaszcza wciskany na siłę wątek niesprawiedliwości społecznej i instytucjonalnej – zabrakło tu i czasu na rozwinięcie tematu, i subtelności w jego przedstawianiu. Fabuła jest dość dynamiczna, głównie ze względu na regularnie pojawiające się retrospekcje, scenarzyści przedstawiają też wielość narracji i skrajnie różnych punktów widzenia, łącznie z perspektywą Vijaya, stale zmuszając widza do rewidowania decyzji komu wierzyć, ale i zachęcając do wyciągania własnych wniosków. Niestety, w ogólnym rozrachunku fabuła jest mocno chaotyczna, mniej więc od połowy napięcie po dobrym rozpoczęciu sukcesywnie spada, niektóre wątki zaś poprowadzone zostały w mało przekonujący sposób. Co gorsza, wszystko to prowadzi do fatalnego finału, stanowiącego kwintesencję tego, co Karan Johar kocha najbardziej: łzawego bollywoodzkiego kiczu.

Jasnym puntem filmu jest niewątpliwie Nanki. To doskonale napisana postać – niejednoznaczna, tajemnicza, bardzo dyskretnie odsłaniająca przed widzem swoje prawdziwe oblicze. Doskonale napisana, bardzo dobrze poprowadzona przez reżysera i zagrana przez świetną Kiarę Advani. Ta grająca raczej w lekkich bollywoodzkich produkcjach aktorka po raz drugi pokazała się w filmie Netflixa i przyćmiła wszystkich kolegów z planu. Oby więcej tego rodzaju ról w jej repertuarze, szkoda bowiem jej talentu na komercyjne blockbustery. Kiara Advani została ciekawie zestawiona z chłodnym, do bólu opanowanym prawnikiem Vijaya, Danishem, dobrze wykreowanym przez Tahera Shabbira. Grająca na dość histerycznej nucie Akansha Ranjan Kapoor w roli Tanu stanowi natomiast najsłabszy, pod względem aktorskim, punkt filmu.

Czy warto? Tak, choć jeśli mielibyście wybierać, to z oferty Netflixa lepiej zdecydować się na nieco starszy Pink – tematyka ta sama, a wykonanie znacznie lepsze. I kolejna doskonała rola Amitabha Bachchana.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s