Natura mordercy: „Zła wola” Jørna Liera Horsta

Czasem zastanawiam się, i bynajmniej nie robię tego z wrodzonej mi złośliwości, ile książek z jednego cyklu trzeba napisać, żeby wreszcie zaliczyć wpadkę. Jørn Lier Horst mi na to pytanie nie odpowie, czternasta powieść z Williamem Wistingiem jest bowiem kolejną udaną pozycją w dorobku norweskiego pisarza. Mimo że nieco inną od poprzednich.

Tom Kerr został skazany za brutalne morderstwo dwóch kobiet. Po pięciu latach odsiadki postanawia wskazać policji miejsce pochowania ciała swojej trzeciej ofiary. Adrian Stiller, śledczy z sekcji cold cases, przy pomocy komisarza Williama Wistinga organizuje wizję lokalną, której udokumentowanie powierza Line Wisting. I choć wszystko wydaje się dopięte na ostatni guzik, sprawa przybiera zaskakujący obrót…

Czasem zastanawiam się, i bynajmniej nie robię tego z wrodzonej mi złośliwości, ile książek z jednego cyklu trzeba napisać, żeby wreszcie zaliczyć wpadkę. Jørn Lier Horst mi na to pytanie nie odpowie, czternasta powieść z Williamem Wistingiem jest bowiem kolejną udaną pozycją w dorobku norweskiego pisarza. A jednocześnie inną, bardziej mroczną i przygnębiającą, wyraźnie naprowadzającą cykl na nowe tory fabularne. Przez lata Jørn Lier Horst stosował schemat, do którego czytelnicy przywykli, i który polubili – nawet ja, choć na ogół męczą mnie serie powieściowe pisane zgodnie z jednym szablonem. Była więc w każdej książce sprawa kryminalna do rozwiązania, był zajmujący się nią William Wisting i wiecznie wchodząca mu w paradę córka Line – wszystko to opowiedziane z perspektywy dwóch osób: na przemian Wistinga i Line. Tempo akcji było raczej umiarkowane (i nie jest to bynajmniej zarzut!), autor nie epatował okrucieństwem, sporo miejsca poświęcał moralnym wątpliwościom bohaterów i ich życiu poza pracą.

W Złej woli autor utrzymał wszystko to, co nadawało jego prozie wyjątkowy charakter, dodał też trochę nowości, które wnoszą do niej powiew świeżości. Czytelnik ponownie dostaje więc dwutorowo prowadzoną narrację i skrupulatnie opisaną pracę policji – całość ma jednak znacznie szybsze tempo. Nowa powieść zawiera wiele elementów literatury sensacyjnej i choć zazwyczaj za tym gatunkiem nie przepadam, tak w tym przypadku dobrze one pasują. Dynamiczne śledztwo i częste zwroty akcji nie oznaczają jednak, na szczęście, typowego „zabili go i uciekł”, sensacyjną fabułę Horst okrasił bowiem niemal filozoficznymi rozważaniami. Dotyczą one natury zła i odpowiedzi na pytanie: czy za postępkami zbrodniarzy może stać nie tyle bagaż negatywnych doświadczeń lub zaburzenia psychiczne, co czyste zło i związane z nim pragnienie zadawania bólu. Zrobił to, rzecz jasna, w swoim stylu: nienachalnie, w sposób pasujący do fabuły i nie sprawiający wrażenia doczepionego na siłę. Z motywem tym wiąże się nieco większy poziom okrucieństwa – Horst opisuje tym razem zbrodnie wyjątkowo krwawe, przeprowadzone z przerażającym sadyzmem i wyrachowaniem. Tani sposób na nadanie książce rozgłosu? Nic bardziej mylnego – zwiększony poziom brutalności ma na celu wyłącznie poruszenie istotnego problemu i skłonienie czytelnika do ciekawych przemyśleń.

Opisaną w Złej woli historię poznajemy raczej z perspektywy Line niż jej ojca, co cieszy mnie umiarkowanie, nigdy nie przepadałam bowiem za tą bohaterką. Na plan piewszy wysuwa się też postać Adriana Stillera, specjalisty od policyjnych wyrzutów sumienia, czyli spraw nierozwiązanych. To akurat dobre fabularne zagranie – chłodny, nastawiony wyłącznie na własną karierę i skory do manipulowania ludźmi Stiller stanowi bowiem ciekawy kontrast z empatycznym i kierującym się surowym kodeksem moralnym Wistingiem. Takiej pary głównych bohaterów nie znajdzie się łatwo we współczesnej literaturze kryminanej. Największą zaletą Złej woli, jako czternastej powieści w cyklu, jest jednak fakt, że Jørn Lier Horst wciąż nie znudził się swoimi bohaterami – to, że wprowadza nowe postacie nie oznacza bowiem absolutnie, że nie ma już pomysłu na Williama Wistinga i jego współpracowników. Śledczy z Larvik rozwija się w ciekawy sposób – w Złej woli jest zdecydowanie bardziej pogodzony z życiem i mniej skupiony na przeszłości. Co nie oznacza, że chętnie znowu nie zajrzałabym w prywatne życie komisarza.

Jest więc trochę inaczej, wciąż jednak bardzo dobrze, bo Jørn Lier Horst to już nie tyle pisarz, co marka – sprawdzona i gwarantująca wysoką jakość. Można więc bez większych obaw czekać na kolejną, piętnastą już część cyklu, która oby pojawiła się jak najszybciej.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Smak Słowa.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s