Halloween w czasie lockdownu: 10 książkowo-serialowych propozycji na straszny wieczór

Halloweenowe imprezy raczej nie wchodzą w tym roku w grę, szukamy więc alternatywy. Najbardziej oczywista? Wieczór filmowy, choćby w postaci maratonu kultowych horrorów lub nowych seriali grozy z platform streamingowych. Jeśli wybieracie drugą z tych opcji, mam dla Was kilka propozycji:

Terror – stacja AMC pokazała na razie dwa, nie połączone fabularnie sezony. Pierwszy z nich stanowi adaptację powieści Dana Simmonsa pod tym samym tytułem i jest zdecydowanie lepszym wyborem niż znacznie mniej udana kontynuacja. Opowiada on o ekspedycji brytyjskiej Królewskiej Marynarki Wojennej w poszukiwaniu tzw. Przejścia Północno-Zachodniego, czyli morskiego szlaku z Europy do wschodniej Azji, prowadzącego drogami wodnymi wewnątrz Archipelagu Arktycznego. Na poszukiwania wyruszyły dwa okręty – HMS Terror i HMS Erebus, które tuż przed osiągnięciem celu utknęły w lodzie. Marynarzom przyszło zmierzyć się nie tylko z arktyczną zimą, kończącymi się zapasami żywności, tajemniczą chorobą i spadkiem morale, ale też potworem, który pod osłoną ciemności atakował załogę.

Terror to opowieść o ludziach pozostawionych w ekstremalnej sytuacji, opatrzony dość banalnym, ale jakże prawdziwym przesłaniem mówiącym, że nawet w obliczu nadprzyrodzonego, największym złem zawsze pozostanie człowiek. Jest w nim kilka krwawych scen, włoski na skórze podnosi jednak nie tyle potwór odgryzający kończyny kolejnym marynarzom, co duszna, klaustrofobiczna atmosfera przesycona niemal namacalną grozą. Serial sprawnie łączy gatunki, mieszając dramat psychologiczny z klasycznym filmem kostiumowym i opowieścią grozy, zapewniając widzowi kawał porządnej, ale ambitnej rozrywki, mimo kilku fabularnych niedociągnięć. Co więcej, pod względem scenografii stanowi prawdziwą ucztę dla oka, czemu trudno się dziwić biorąc pod uwagę fakt, że jednym z producentów wykonawczych był Ridley Scott.

Dracula – reinterpretacja kultowej już powieści Brama Stokera, która na początku roku spolaryzowała polski świat krytyków i recenzentów. Widziałam teksty zaliczające serial Netfliksa do grona największych rozczarowań 2020 roku (choć był dopiero styczeń), jak i wynoszące produkcję niemal pod…ekhm, niebiosa. Gdzie mieści się moja opinia? Zdecydowanie po środku, o tym jednak za chwilę. Serial Marka Gatissa i Stevena Moffata mocno odchodzi od historii stworzonej przez autora jego literackiego pierwowzoru, robi to jednak w tak inteligentny, przewrotny i zabawny sposób, że nawet zagorzali fani powieści Brama Stokera nie powinni czuć się oburzeni. Fabularnie opiera się na „starciu tytanów”, czyli hrabiego Draculi i siostry Agaty, a siłą tego wątku są doskonale napisane dialogi i świetne, charyzmatyczne aktorstwo. Serial ma odpowiedni mroczny, ale nie slasherowy klimat, jest dostatecznie zabawny, by nie popaść w tani mistycyzm, i został dopracowany do perfekcji pod względem scenografii. Gdzie więc leży problem? Cóż, przede wszystkim w fakcie, że pomysłu starczyło scenarzystom wyłącznie na dwa odcinki – trzeci (i zarazem ostatni) jest produkcją pozbawioną polotu i wdzięku, którą ogląda się wyłącznie siłą rozpędu.

Nawiedzony dom na wzgórzu – adaptacja słynnej powieści Shirley Jackson, która z literackim pierwowzorem ma niewiele wspólnego – co najwyżej imiona głównych bohaterów, kilka sytuacji z ich życia, oraz rzecz jasna, tytułowy nawiedzony dom. Zamiast ekscentrycznego doktora Johna Montague, który wraz z grupą asystentów, prowadzi badania nad zjawiskami nadprzyrodzonymi w Domu na Wzgórzu, dostajemy więc opowieść o rodzinie Crainów, która kupuje zrujnowany dom, by po remoncie odsprzedać go z dużym zyskiem. Początkowo Dom na Wzgórzu budzi zachwyt i rodziców i dzieci, z czasem jednak Crainowie zaczynają odczuwać przerażający wpływ, jaki stuletnia rezydencja na nich wywiera. Mimo że scenarzyści tylko zainspirowali się powieścią Shirley Jackson wyszedł im naprawdę dobry serial, straszący w klasycznym stylu, czyli za pomocą takich motywów jak nocne zmory dręczące najmłodszych członków rodziny, poruszające się samoistnie klamki, tajemnicze pukanie do drzwi, ożywające od czasu do czasu trupy. Wszystko to tworzy niesamowity klimat grozy, unoszący się w atmosferze od pierwszego do ostatniego kadru i wprowadzający widza w stan niepokoju. Nawiedzony dom na wzgórzu Netfliksa jest więc nie tyle typowym horrrorem, gdzie krew tryska strumieniami, co diabelnie wciągającą opowieścią o dysfunkcyjnej rodzinie, w której duchy i zmory stanowią jedynie pretekst do opowiedzenia zupełnie innej historii – gdyby usunąć je ze scenariusza serial oglądałoby się z taką samą fascynacją.

Kingdom – koreańscy filmowcy kochają zombie, a co więcej – umieją o nich ciekawie opowiadać. W serialu Kingdom przenoszą widzów do XVII wieku, do koreańskiego państewka Joseon. Jego władca zapada na tajemniczą chorobę i zostaje odizolowany od reszty mieszkańców pałacu. Królowa i jej ojciec rozsiewają pogłoski o ospie, w które nie wierzy jednak następca tronu, książę Yi Chang (Ju Ji-hoon). Wraz z wiernym sługą Moo-Youngiem (Kim Sang-ho) próbuje poznać prawdę o „chorobie” ojca, a jednocześnie uchronić poddanych przed atakami spragnionych ludzkiej krwi żywych trupów pleniących się po całym kraju. Pierwsze, co rzuca się w oczy podczas seansu Kingdom to jego zachwycająca strona wizualna – tak, serial o zombie może być piękny. Zapierające dech w piersiach krajobrazy i dopracowane w każdym szczególe, bogate kostiumy sprawiają, że trudno oderwać oczy od ekranu, nie mówiąc już o przemożnej chęci natychmiastowego wyjazdu do Korei. Druga rzecz to niebagatelne podejście do tematu, wątek zombie nie stanowi bowiem głównej osi fabuły, lecz jedynie intrygujący punkt wyjścia do opowieści o władzy – młody książę zostaje bowiem wygnany z pałacu, a podróż po kraju staje się dla niego lekcją sprawowania rządów. Kingdom nie jest produkcją pozbawioną wad – w pierwszym sezonie rażą trochę niekonsekwencje fabularne i zbyt papierowe, sztampowe postacie głównych bohaterów, mimo to pozostaje jedną z ciekawszych opowieści o zombie, jakie widziałam w ostatnich latach.

Co robimy w ciemnościach – nowozelandzka opowieść o wampirach to moje tegoroczne odkrycie serialowe, choć pierwszy sezon ukazał się już wiosną 2019 roku. Co robimy w ciemnościach nie jest typowym horrorem, lecz komedią grozy, w dodatku udającą mockument – jej bohaterami jest trójka wiekowych wampirów: Nandor, Nadja, oraz Laszlo, zamieszkujących współczesny Nowy Jork. W położonej na obrzeżach miasta rezydencji stale przebywa również marzący o przemianie w wampira sługa Guillermo oraz wampir energetyczny Colin Robinson. Serial jest swobodną adaptacją filmu z 2014 roku i utrzymuje klimat stworzony przez współautora scenariusza Taikę Waititiego, jeśli więc lubicie specyficzny humor nowozelandzkiego filmowca, serial Co robimy w ciemnościach również powinien przypaść Wam do gustu. Nie nastawiajcie się jednak na kolejną produkcję w stylu klasycznych opowieści o wampirach – Nandor, Laszlo i Nadja wprawdzie wizualnie przypominają krwiopijców z powieści Brama Stokera czy Anne Rice, pod względem osobowości nie mają jednak z nimi wiele wspólnego. Celem scenarzysty nie było, zresztą, powielanie znanych wzorców, a jeśli już to wyłącznie w celu ich wykpienia. Jemaine Clement bawi się popkulturowym wizerunkiem wampira, wyśmiewając zwłaszcza postacie stworzone na potrzeby wampirzych opowieści dla nastolatek. Historia Nadii, Laszla i Nandora posłużyła mu ponadto do odsłonięcia absurdów amerykańskiego stylu życia i polityki.

Wolicie czytać niż oglądać? Świetnie się składa, bo mam dla Was kilka książkowych propozycji. W przeciwieństwie do seriali zachęcam do sięgnięcia nie po nowości, lecz powieści, które (zasłużenie) zdobyły status kultowych i choćby z tej przyczyny nie wypada ich nie znać.

Dracula Brama Stokera – bardziej klasycznie już być nie może, powieści, która stała się kanonem literatury gotyckiej nie może więc w tym zestawieniu zabraknąć. Bram Stoker opublikował ją w 1897 roku na fali rosnącego zainteresowania czytelników niesamowitymi opowieściami i mistycyzmem. Odszedł w niej (choć nie uczynił tego jako pierwszy w historii literatury) od dominującego w ówczesnych powieściach i nowelach ludowego wizerunku wampira jako pół dzikiej, odrażającej wizualnie istoty opętanej żądzą mordu. Choć ograniczony był normami wiktoriańskiej obyczajowości, swoją powieść nasycił łatwo wyczuwalnym, podskórnym erotyzmem, który od tej pory przylgnął do wampirzych bohaterów niczym druga skóra. Dracula to jednak nie tylko powieść o wampirze i jego przeciwnikach – to także wnikliwy obraz przemian społecznych i technologicznych, jakie zachodziły w XIX-wiecznej Anglii. Powieść sprawnie łączy kilka stylów narracji, od listów począwszy, przez wpisy do pamiętników, na wycinkach z gazet kończąc, tworząc całość intrygującą nawet dla współczesnego czytelnika. Po ponad stu dwudziestu latach od publikacji powieść Brama Stokera nie straciła bowiem nic ze swego wdzięku, nawet jeśli jest to wdzięk nieco staroświecki.

Kroniki wampirów Anne Rice – od czasów Brama Stokera nie napisano chyba nic lepszego o wampirach, a postacie wykreowane przez Anne Rice weszły do kanonu nie tylko literatury, ale i popkultury. Amerykańska pisarka ugruntowała wizerunek wampira jako istoty fizycznie pięknej, emanującej drapieżnym erotyzmem, rozkochanej w sztuce i skłonnej do filozoficznych rozważań i duchowych rozterek. Wspólnym mianownikiem wszystkich tomów jest wampir Lestat, najmłodszy syn markiza Owernii przemieniony w krwiopijcę przez potężnego Magnusa. Stare Kroniki wampirów liczą dziesięć tomów, napisanych na długo przed nawróceniem Anne Rice na chrześcijaństwo, a więc wolnych od religijnej agitacji, która niestety cechuje jej najnowsze powieści. Kolejne dwa tomy nie trzymają poziomu, pozbawione są pazura poprzedników, lekturę polecam więc wyłącznie zapalonym fanom cyklu. Dla miłośników wampirzych opowieści jest to pozycja obowiązkowa, pozostałych przekona może fakt, że stacja AMC pracuje nad serialową ekranizacją Kronik, a jak powszechnie wiadomo: najpierw książka, potem film.

Nawiedzony dom na wzgórzu Shirley Jackson – o domostwach nawiedzanych przez duchy napisano wiele, nikt jednak nie zrobił tego, w takim stylu jak Shirley Jackson. W swojej najsłynniejszej powieści amerykańska pisarka opowiada historię ekscentrycznego naukowca, który pragnie zbadać nadprzyrodzone zjawiska rzekomo występujące w słynnym Domu na Wzgórzu. W tym celu na dwa miesiące wprowadza się do opuszczonej rezydencji wraz z trójką najętych z ogłoszenia asystentów. Cała czwórka dość sceptycznie podchodzi do pogłosek o duchach krążących po korytarzach rezydencji, wkrótce wszyscy zaczynają jednak doświadczać wyjątkowej „gościnności” Domu na Wzgórzu. Shirley Jackson straszy w sposób nieco staroświecki – nie ma w jej powieści trupów ani hektolitrów krwi, jest za to niepowtarzalny, pełen niedomówień i tajemnic klimat, tworzony przez klasyczne motywy literatury grozy: tytułowy nawiedzony dom, poruszające się bez przyczyny klamki u drzwi, szepty i dziecięce łkanie dobiegające z korytarzy. Do końca nie wiadomo jaka nadprzyrodzona siła straszy w domu na wzgórzu, co jest fantastycznym zabiegiem fabularnym, utrzymuje bowiem stałe zainteresowanie czytelnika. Tak, wszystko to trąci myszką na kilometr, jeśli jednak przyjmie się tę konwencję z całym dobrodziejstwem inwentarza, lektura powieści będzie prawdziwą przyjemnością.

Cmętarz Zwieżąt Stephena Kinga – zestawienie powieści na Halloween bez mistrza grozy? Niemożliwe. A skoro mistrz to jedna z jego najlepszych i najbardziej przerażających książek, będąca nie tylko rasowym horrorem, ale też opowieścią o godzeniu się z odejściem bliskich osób i lęku przed śmiercią. Autor przedstawia w niej historię rodziny Creedów, która z Chicago, przeprowadza się do małego miasteczka Ludlow w stanie Maine. Miejscowość, jak to u Stephena Kinga do normalnych nie należy, a nadprzyrodzone zjawiska związane są m.in. z cmentarzem, na którym lokalne dzieciaki chowają swoje zmarłe zwierzaki oraz psy i koty zabite przez ciężarówki na drodze. Mistrz grozy napisał tę powieść w 1983 roku, opisana w niej historia straszy jednak tak samo mocno jak cztery dekady temu – co więcej, dziś, w czasach pandemii koronawirusa, nabiera wyjątkowego znaczenia. King nie straszy bowiem dla samego straszenia – poprzez historię Creedów opowiada bowiem o przypisanej człowiekowi niezgodzie na przemijanie i odchodzenie, lęku przed śmiercią bliskiej osoby i pragnieniu przywrócenia jej do życia. Cmętarz Zwieżąt to literackie oswojenie śmierci, której człowiek nie jest w stanie traktować jak oczywistego elementu egzystencji – boi się jej, nie dopuszcza do siebie myśli o niej, uważa za coś nienaturalnego.

Egzorcysta Williama Petera Blatty’ego – groza w czystej postaci i klasyczna opowieść o starciu dobra ze złem, tyle że we współczesnej otoczce. Wszyscy widzieli film, teraz czas nadrobić zaległości i przeczytać powieść, która stała się jego podstawą. Mamy tu wszystkie sprawdzone elementy klasycznego horroru, czyli starożytnego asyryjskiego demona, opętaną dziewczynkę, księdza przeżywającego kryzys wiary oraz tytułowego egzorcystę, znanego ze skutecznej walki z siłami zła. To, co w powieści tej najlepsze to szerokie możliwości interpretacyjne – to nie tylko typowa historia nawiedzenia przez demona, ale też opowieść o przechodzeniu z dzieciństwa do dorosłości i budzeniu się kobiecości, życiowym niespełnieniu, genezie zła, naturze cierpienia i poszukiwaniu sensu egzystencji. A wszystko to podane w sposób, od którego włoski na skórze stają dęba.

Tekst ukazał się pierwotnie na portalu Duże Ka.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s