Ring! Książka vs. Film: „Gambit królowej” Waltera Tevisa i Netflixa

Serial znają już chyba wszyscy, a co z książką? Warto przeczytać, nawet gdy zna się już historię Beth z Netflixa, bo to świetnie napisana opowieść o niebanalnej kobiecie. Tych zaś nigdy nie jest za dużo.

Stany Zjednoczone Ameryki, lata 50. XX wieku. Osierocona ośmiolatka, Beth Harmon, trafia do sierocińca dla dziewcząt. Tam wkrótce uzależnia się od podawanych podopiecznym ośrodka leków uspokajających i odkrywa miłość swego życia: szachy. Gry uczy ją woźny, ponury pan Shaibel, a lekcje odbywają się w piwnicy. Po kilku latach Beth zostaje adoptowana i przenosi się do nowego domu, stawia też pierwsze kroki na turniejach szachowych. Od tego czasu musi mierzyć się nie tylko z mistrzami z całego kraju, ale też znacznie groźniejszym przeciwnikiem: własnym dążeniem do autodestrukcji.

Są różne podejścia do ekranizacji: od mającej niewiele wspólnego z literackim pierwowzorem analogii, przez zawierający modyfikacje komentarz, do obrazu niemal krok w krok podążającego za książką. Scenarzyści Netflixa wybrali ostatnią z tych opcji, tworząc jedną z najwierniejszych adaptacji literatury, jaką widziałam. Wiedzieli co robią, Gambit królowej Waltera Tevisa jest bowiem gotowym scenariuszem na film lub serial, mimo mało widowiskowego tematu, jakim jest gra w szachy. Ale też nie o same szachy tu chodzi – owszem, są one ważne, stanowią jednak raczej pretekst do opowiedzenia przewrotnej historii inicjacyjnej, w której kobieca bohaterka musi uporać się nie tylko z własnym dojrzewającym ciałem i umysłem, ale też patriarchalną wizją swojej przyszłości. Beth Harmon obdarzona została niezwykłą osobowością, gdyby nie szachy prawdopodobnie nie zdołałyby jednak wznieść się ponad przypisaną jej rolę społeczną żony i matki. Talent stanowi dla niej ratunek, z którego Beth nader skrzętnie korzysta – dzięki niemu zamiast podzielić los koleżanek idących wytyczoną dla nich przez patriarchat drogą, dziewczyna podbija świat. Odnosząc się do społecznej sytuacji kobiet z tzw. Trzeciego Świata indyjska krytyczka literatury Gayatri Chakravorty Spivak wprowadziła termin symbolicznej klitoridektomii, oznaczający z jednej strony uznanie kobiecego ciała za całkowitą własność mężczyzn, z drugiej natomiast pozbawienie kobiet kompetencji kulturowych. Oznacza to, że kobiety nie mają możliwości funkcjonowania w kulturze, wyrażania i realizacji siebie w pewnych sferach życia społecznego wyłącznie ze względu na swoją płeć – w patriarchalnym społeczeństwie funkcjonują wyłącznie jako reproduktory. Koncepcję tę można śmiało rozciągnąć na kobiety z całego świata (w pewnym okresie historii) oraz uzupełnić o sport, w którym kobiety także długo nie mogły się realizować. Walter Tevis poruszył więc istotny problem: talentu i miłości do tego, co się robi, które mogą pomóc kobietom wyrwać się z zaklętego kręgu patriarchalnych zakazów, nakazów i powinności.

Gambit królowej to także opowieść o odmienności. Beth jest w swoim środowisku Obcą – przez introwertyczną naturę odstaje od koleżanek z sierocińca, talent separuje ją od rówieśników w szkole, płeć natomiast oddziela ją od innych szachistów. Jedyne miejsce, w którym potrafi się odnaleźć to stół z szachownicą, a osoba, z którą może się zaprzyjaźnić to taka sama Inna jak ona, bo czarnoskóra. Obydwa te tematy Walter Tevis porusza z dużym wdziękiem i w sposób daleki od sztampy – nigdy nie przesunęłam nawet jednej figury na szachownicy, Gambit królowej czytałam jednak z rosnącym zainteresowaniem. Szachowe rozgrywki opisane zostały w przystępny sposób, ciężar opowieści spoczywa natomiast na fascynujących bohaterach i równie intrygujących relacjach między nimi. Uwagę zwraca zwłaszcza związek Beth z adopcyjną matką – tak totalnie niedoskonały, łamiący stereotypy i chwytający za serce.

Walter Tevis pisze w dość chłodny, momentami wręcz reporterski sposób, swoją bohaterkę przedstawiając raczej poprzez działanie niż dogłębną analizę jej emocji i stanów psychicznych. Ten styl pasuje jednak zarówno do samej Beth, jak i historii jej życia. I ten styl, podobnie jak ogólny klimat powieści dobrze uchwycili i oddali scenarzyści Netflixa. Zmiany, rzecz jasna, są, nieznaczne jednak i na ogół wpisujące się w wizję Waltera Tevisa. Pierwsza dotyczy kary, jaką wymierzono Beth w sierocińcu za próbę kradzieży – w serialu przeszła ona niemal bez echa, tymczasem w powieści dziewczyna faktycznie przez trzy lata nie grała w szachy. Zakaz ten pozostawił w niej poczucie krzywdy i żalu wobec dyrektorki ośrodka, która pozbawiła ją możliwości wcześniejszego triumfowania na turniejach. Uraza ta tłumaczyła niechęć Beth do znacznie młodszego przeciwnika podczas mistrzostw w Meksyku – w serialu mogłaby być wzięta za arogancję wynikającą z fałszywego rozumienia własnej wartości. Scenarzyści zmienili też przyczynę paryskiej porażki Beth, poimprezowy kac i seks z kobietą tak dobrze pasują jednak do tej bohaterki, że nawet Walter Tevis nie miałby chyba do Netflixa żalu. Zakończenie serialu jest bardziej hollywoodzkie niż w powieści, lecz choć u widzów z tzw. byłych demoludów może wzbudzić ironiczny uśmiech, o dziwo, nie epatuje amerykańskim patosem.

Nieco więcej jest w powieści mowy o lęku Amerykanów przed radzieckim komunizmem, co lepiej tłumaczy wagę udziału Beth w moskiewskim turnieju. Lepiej natomiast scenarzyści Netfliksa poradzili sobie z przedstawieniem zmian, jakie w czasie dojrzewania głównej bohaterki zachodziły w amerykańskiej obyczajowości. Lata 50. XX wieku nie bez powodu określane są mianem dekady pań domu – lansowano bowiem wówczas ideał uśmiechniętej żony, matki i gospodyni oddanej wyłącznie rodzinie, z mężem na czele. Modne czasopisma drukowały porady jak uszczęśliwić mężczyznę wracającego z pracy, a nie jak dobrze wypaść na turnieju szachowym. Beth w wizerunek idealnej kobiety absolutnie się nie wpisywała, mogła się natomiast przyglądać jak idea tradycyjnie postrzeganej kobiecości rujnuje życia jej koleżanek. Dziewczyn w drogich sweterkach i pięknych makijażach, które z roli szkolnych gwiazd spadały do funkcji niedocenianych i lekceważonych w męskim świecie żon przy mężu.

Scenarzyści Netfliksa zrezygnowali z liniowej narracji, która dobrze sprawdza się w powieści, ale niekoniecznie w serialu. Pełną historię Beth Harmon widz poznaje więc dzięki retrospekcjom – wplatanym inteligentnie i z wyczuciem. To nie fabuła sprawiła jednak najpewniej, że Gambit królowej stał się najczęściej oglądanym serialem Netflixa w ostatnich tygodniach. Niemal całkowita zasługa przypada Anyi Taylor-Joy – zwróciłam na nią uwagę w Emmie, ale dopiero w ekranizacji powieści Waltera Tevisa w pełni pokazała na co ją stać. Takie aktorki – obdarzone sceniczną charyzmą, która wychodzi poza ekran komputera i telewizora i magnetyczną wręcz osobowością, chce się wciąż i wciąż oglądać i to dzięki nim odczuwa się żal, że właśnie minął ostatni odcinek serialu z ich udziałem. Trzeba przy tym przyznać, że spece Netflixa od castingu zrobili świetną robotę, w Gambicie królowej trudno bowiem szukać nietrafionej decyzji – niezależnie czy postać występuje na pierwszym czy czwartym planie, kreujący ją aktor daje popis swojej sztuki. I tak, Marcin Dorociński również – jak to stwierdził Tomasz Raczek: Polak mało mówi, ale dużo gra. Nic dodać, nic ująć. Chyba że kilka słów pochwały w stronę autorów świetnej scenografii.

Idealna powieść i równie doskonała ekranizacja? Prawie, a jak wiadomo – „prawie” robi różnicę. To, czego zabrakło mi zarówno w książce, jak i jej serialowej adaptacji, to większe osadzenie w rzeczywistości – Gambit królowej przypomina trochę bajkę, owszem z feministycznym podtekstem, ale jednak bajkę. Seksizm lat 50. i 60. XX wieku został tu mocno wypolerowany i uładzony, sprowadzony raczej do medialnego podkreślania płci Beth, z pominięciem lekceważenia, jakie nawet dziś zna każda kobieta próbująca swych sił w zdominowanym przez mężczyzn zawodzie. Być może Walter Tevis musiałby wejść w skórę kobiety, by zrozumieć, że kobiety muszą sobie pozycję wyszarpać i nie wygląda to bynajmniej pięknie i grzecznie. Niemniej, jeśli szukacie historii, która w inteligentny, ale lekki sposób mówi o kobiecie radzącej sobie w zdominowanym przez mężczyzn świecie, albo po prostu dobrej opowieści, to Gambit królowej będzie właściwym wyborem. Zarówno w wersji pisanej, jak wizualnej.

Ring! Książka vs. Film: 1:1

Jeden komentarz Dodaj własny

  1. tanayah pisze:

    I teraz mam dylemat… Zacząć od książki czy od filmu? 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s