Giń 2020, czyli podsumowanie parszywego początku lat 20. XXI wieku

Henryk Sienkiewicz napisałby zapewne, że 2020 to był dziwny rok, i niewątpliwie miałby rację – choć nie tylko mnie, jak przypuszczam, cisną się na usta przymiotniki znacznie dosadniejsze niż „dziwny”.

Miałam wobec tego roku duże oczekiwania, które nieopatrznie określiłam kiedyś mianem planów, a wiadomo przecież jak bardzo wszelkiej maści bogowie lubią krzyżować ludzkie plany. Moje pokrzyżowali całkowicie – nie udało mi się praktycznie nic, z tego co chciałam w 2020 zrealizować, co więcej – rozpadło się to, co do tej pory udało mi się zbudować. Mam wrażenie, jakbym dziś stała na gruzach swojego życia z mieszaniną sprzecznych emocji w duszy – z jednej strony jest we mnie chęć poddania się, z drugiej jeszcze cicha myśl, że może faktycznie trzeba sięgnąć dna, by lepiej odbić się do wysokiego skoku.

Zawodowo tylko traciłam. Spróbowałam swoich sił w nowej dla mnie dziedzinie, jaką jest public relations, tylko po to jednak, by się przekonać, że nadaję się do tej pracy mniej więcej tak jak do chińskiej opery. Nadal szukam więc dla siebie miejsca poza dziennikarstwem, które kocham niezmiennie, ale które umiera na moich oczach. Naukowo kończę 2020 rok z liczbą czterech napisanych artykułów, co jest bardzo przyzwoitym wynikiem, zwłaszcza jak na polskie standardy. Niestety, ze względu na covidowe opóźnienia, tylko jeden z tych tekstów już się ukazał, pozostałe nadal są recenzowane. Dwa z nich są dla mnie szczególne ważne: artykuł dla Ekranów, na łamach których od dawna chciałam się znaleźć, oraz tekst do książki, którą w przyszłym roku (jeśli bogowie pozwolą) opublikuje Uniwersytet Techniczny w Kownie.

Zdrowotnie ja i moja rodzina przetrwaliśmy 2020 rok bez większego szwanku – koronawirus nas oszczędził, albo przeszedł bezobjawowo, mieliśmy jedynie problemy natury ortopedycznej. Najpierw siostra złamała nogę, potem mama nadgarstek, więc przez kilka tygodni pełniłam w domu funkcję pielęgniarki, salowej, psycholożki, kucharki i sprzątaczki – umiejętności mam teraz takie, że w ramach polecanego przez jaśnie nam panujących przebranżowienia mogłabym dostać pracę w szpitalu narodowym.

A co z moim życiem w sieci? Mocno rozwinęłam bloga, udało mi się przekonać mojego duchowego brata Krzysztofa, by go ze mną współtworzył, zyskałam sporo nowych czytelników. Zaniedbałam natomiast Instagrama – nie byłam tam od kwietnia, niedługo jednak zapewne wrócę mimo ogromnej niechęci do tego medium. Na Facebooku też słaby ruch – nie mam pojęcia czym to jest spowodowane.

Nie mogę jednak stwierdzić, że rok 2020 powinien zostać wymazany z historii, dał mi bowiem coś absolutnie bezcennego – choć raczej powinnam powiedzieć kogoś. Wiele lat temu kolega z pracy przepowiadał, że zostanę starą panną, będę mieć koty i do końca życia będę pracować w TVN24. Cóż, to TVN raczej już nie wrócę, starą panną natomiast raczej już jestem, a do czerwca dołączyłam do drużyny Matek kotów. Żeby jednak było jasne: przygarnęłam bezdomnego kociaka, ale nie jest tak, że ja jestem ta fajna, bo go uratowałam – on w równym stopniu uratował mnie. Bez Neko nie przetrwałabym ostatnich miesięcy w jako takim zdrowiu psychicznym.

Tyle, jeśli chodzi o moje życie zawodowe i prywatne, czas na kulturalne. Jako twórczyni kultury słabo się spisałam – miałam tylko jeden występ, w dodatku na imprezie, której nie organizowałam. Występ pamiętny – nie tylko dlatego, że odbyty w ostatnią sobotę przed lockdownem, ale też ze względu na nowiutki, świeżo przybyły z Indii strój do tańca odissi, jaki miałam wówczas na sobie. W następnych miesiącach miałam go wykorzystywać aż do zdarcia, tyle że zdarzył się koronawirus i strój wisi w szafie.

Znacznie lepiej wygląda moja sytuacja konsumenta kultury, choć też, jak się zapewne domyślacie, miała przedstawiać się nieco inaczej. Nie znoszę liczb, ponoć jednak wypada zawrzeć je w podsumowaniu, oto więc mój kulturalny rok 2020 w liczbach:

  • 87 przeczytanych książek, w tym 67 tegorocznych premier
  • 96 obejrzanych filmów, w tym 37 tegorocznych premier kinowych
  • 57 obejrzanych seriali, w tym 47 tegorocznych premier
  • 1 obejrzany spektakl teatralny
  • 2 obejrzane wystawy w muzeum

Tyle, jeśli chodzi o ilość, teraz czas na jakość, a zaczynamy od książek. Nie zamierzam robić zestawienia najlepszych z najlepszych z prostej przyczyny: nie przeczytałam wszystkiego, co zostało wydane, ba! Nie przeczytałam nawet wszystkiego, co kupiłam i co wciąż leży w stosiku czekając na swoją kolej. Mogę natomiast zrobić zestawienie książek, które najbardziej mnie poruszyły i długo nie pozwoliły o sobie zapomnieć. Wygląda ono następująco:

Najlepsze z zagranicznych przeczytanych:

  1. Wierzyliśmy jak nikt Rebekki Makkai
  2. Ostatnie lato rozumu Tahara Djaouta
  3. Mur duchów Sarah Moss
  4. Leksykon światła i mroku Simona Strangera
  5. Nadchodzi chłopiec Han Kang

Najlepsze z rodzimych przeczytanych:

  1. Pod słońcem Julii Fiedorczuk
  2. Topiel Jakuba Ćwieka
  3. Od jednego Lucypera Anny Dziewit-Meller
  4. Położna z Auschwitz Magdy Knedler
  5. Złoty róg Jacka Dehnela i Piotra Tarczyńskiego

Największe rozczarowanie:

  • Cool po koreańsku. Narodziny fenomenu Euny Hong

Największe zaskoczenie:

  • Wierzyliśmy jak nikt Rebekki Makkai

Rok 2020 zaczęłam w kinie. Wprawdzie nie w noc z 31 grudnia na 1 stycznia, ale jeszcze pierwszego dnia nowego roku. W dodatku zaczęłam świetnie, bo od bardzo dobrego Kłamstewka w reż. Lulu Wang, co miało być prognozą fantastycznego kinowego roku – jak było w rzeczywistości, sami dobrze wiecie. Mimo wszystko udało mi się obejrzeć sporo dobrych filmów, z których pięć składa się na TOP tego roku:

Najlepsze z obejrzanych filmów:

  1. Żegnaj, mój synu w reż. Wanga Xiaoshuaia
  2. Zło nie istnieje w reż. Mohammada Rasoulofa
  3. Nędznicy w reż. Ladj Ly
  4. A potem tańczyliśmy w reż. Levana Akina
  5. Kłamstewko w reż. Lulu Wang

Największe rozczarowanie:

  • Mulan w reż. Niki Caro

Największe zaskoczenie:

  • Poznajmy się jeszcze raz w reż. Nicolasa Bedosa

57 obejrzanych seriali to chyba mój rekord życiowy, związany z większą ilością wieczorów spędzanych w domu, a nie na np. na próbach tańca, w kinie czy teatrze. Zapewne rekordu tego już nie pobiję, chyba że wirus zamknie nas w domach na amen, czego jednak wolę nie brać pod uwagę. Cieszę się więc tym, co mam, a moje TOP 5 wygląda następująco:

Najlepsze z obejrzanych seriali:

  1. Fosse/Verdon HBO
  2. Mrs. America HBO
  3. Gambit królowej Netflixa
  4. The Crown, sezon 4 Netflixa
  5. Bezpaństwowcy Netfilxa

Największe rozczarowanie:

  • Dzikusy Canal +

Największe zaskoczenie:

  • Wielka HBO

Nauczona doświadczeniem nie robię planów na 2021. Co najwyżej fantazjuję o tym, co chciałabym zrealizować, licząc jednocześnie, że kolejny rok z rzędu nie pokaże mi środkowego palca. W 2021 bądźcie jak to grudniowe jabłko…

….przyczepcie się do życia, zdrowia, planów, marzeń i ambicji, i choćby wszystkie inne jabłka spadły, wy się trzymajcie.

3 komentarze Dodaj własny

  1. tanayah pisze:

    Wcale nie był ten rok dla Ciebie zły kulturalnie 🙂 Oby 2021 był tylko lepszy, a już na pewno lepszy zawodowo :*
    Osobiście cieszy mnie, że dałaś szansę Magdzie Knedler, a teraz wylądowała wśród najlepszych przeczytanych książek 2020 roku 😀

    PS Pomiziaj ode mnie Neko tam, gdzie lubi :*

    1. Oby Karola, oby! Dziękuję za te życzenia :* To, że dałam szansę Magdzie Knedler to twoja zasługa i masz moją dozgonną wdzięczność za to. Czekam na powieść, która ukaże się wiosną, zamierzam też nadrobić te, których jeszcze nie czytałam.

      P.S. Neko pomiziany, mruczy w podziękowaniu 🙂

      1. tanayah pisze:

        Poczuwam się właśnie i przyznaję do tej zasługi, dlatego jestem taka zadowolona 😀

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s